Zamachowiec czekał na Dostuma przed boczną bramą lotniska, przez którą zawsze wjeżdżali i wyjeżdżali politycy oraz dyplomaci. Nie przyjechał, przyszedł, a potem wtopił się w tłum gapiów, policjantów i i ochroniarzy.

Pierwszy wiceprezydent Abdurraszid Dostum to legenda: w grze o Afganistan od lat 80. nikt nie zostawił za sobą tylu zdradzonych sojuszników, co on. Rok temu – w połowie maja 2017 r. – po raz kolejny uciekł z ojczyzny, a teraz, pod koniec lipca, wracał do niej otoczony wianuszkiem uzbeckich ochroniarzy i tłumem zwolenników, którzy chcieli zrobić sobie z nim selfie. Jednak szanse na to były marne: Dostum szybko przeszedł do limuzyny, która niezwłocznie ruszyła w kierunku bramy.

Zamachowiec spóźnił się z detonacją ładunku o kilkadziesiąt sekund – być może zawiódł sprzęt – i w tym czasie auta oddaliły się o dobre kilkaset metrów. Eksplozja była potężna: na miejscu zginęło 14 osób, sześćdziesięciu rannych pospiesznie wywożono pick-upami do szpitali.

Godzinę czy dwie później nieporuszony Dostum pojawił się w telewizji. Pokazano migawki z jego rezydencji, gdzie bardziej zrelaksowany ściska się ze współpracownikami i wyselekcjonowaną grupą zwolenników. Wszystko pod kontrolą.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP