Uran tanieje, ale zdrożeje

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
18 kwietnia 2009, 20:03
Zaledwie dwa lata temu świat wiązał wielkie nadzieje z renesansem energetyki jądrowej. Z boomu korzystały nie tylko firmy budujące reaktory i przetwarzające paliwo, lecz i inwestorzy, którzy kupowali akcje spółek wydobywczych - a nawet uran.

Cena spot tlenku uranu skoczyła z około 7 dolarów za funt w 2000 r. do najwyższego w historii poziomu 138 dolarów w 2007 r. Z czasem jednak gromadzenie zapasów przez producentów energii i zakupy inwestorów finansowych takich, jak Lehman Brothers, doprowadziły do powstania nadmiaru podaży. Ceny spot poszły w dół - ostatnio do 42 dolarów.

Niewykluczone jednak, że spadek zbliża się do dna, ponieważ małe spółki wydobywcze z trudem pokrywają koszty, wielkie - m.in. Areva - rezygnują z nowych inwestycji, a producenci energii węszą okazje. Niepewne są też losy niezrealizowanych projektów, w tym wielu w Afryce i Azji Środkowej. W tej sytuacji największy producent o najniższych kosztach, kanadyjski koncern Cameco, który ma 18 proc. udziału w podaży, rozważa rozmaite możliwości przejęć.

Apel Baracka Obamy o likwidację tysięcy głowic nuklearnych nie wpłynie na ceny, ponieważ amerykańsko-rosyjski program „Megatony na megawaty” praktycznie wyczerpuje światowe możliwości przetwarzania wysoko wzbogaconego militarnego uranu na paliwo jądrowe. Niemniej Witzel Consulting uważa, że decyzja, która po 2013 r. umożliwi Rosji zaopatrywanie nawet 1/4 rynku paliwa jądrowego w USA materiałem ze starych głowic nuklearnych, może skłonić Cameco do odłożenia planów. Zamiast tego koncern może szukać krótkookresowych rozwiązań - takich, jak skup istniejących zapasów.

Na przykład kanadyjski koncern Uranium Participation Corp. trzyma zapasy uranu wartości około 400 mln dolarów dla inwestorów finansowych. Gdy opadnie kurzawa po krachu, popyt na paliwo nuklearne będzie bez wątpienia rosnąć, a materiał odzyskany z głowic nuklearnych ma jedynie marginalne znaczenie jako źródło zaopatrzenia. Dziś 436 reaktorów wytwarza 370 gigawatów - czyli 15 proc. światowej produkcji energii elektrycznej. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej ocenia, że wskutek ulepszania konstrukcji reaktorów i zaniepokojenia światowym ociepleniem produkcja energii z elektrowni jądrowych może wzrosnąć dwukrotnie do 2030 r. Chociaż powrót cen z 2007 r. jest mało prawdopodobny, to ich poziom też się zapewne zwiększy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Tematy: surowceceny
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj