Deficyt budżetowy przekroczy w tym roku 22 mld zł

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
28 września 2009, 03:00
Elżbieta Suchocka-Roguska, – wiceminister finansów, odpowiedzialna za budżet
Elżbieta Suchocka-Roguska, – wiceminister finansów, odpowiedzialna za budżet Fot. Wojciech Górski/DGP
Tegoroczny deficyt najprawdopodobniej będzie większy niż 22 mld zł, jakie zapisano w pierwotnym projekcie przyszłorocznego budżetu – mówi w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną Elżbieta Suchocka-Roguska, wiceminister finansów odpowiedzialna za budżet.

Wiadomo, jaki będziemy mieli deficyt pod koniec roku?

Sytuacja w dochodach jest płynna. Na dziś mogę powiedzieć, że o ile będą większe dochody, o tyle będzie mniejszy deficyt.

Czy wyniesie 22 mld zł, jak wynika ze wstępnego projektu ustawy budżetowej na przyszły rok?

Nie sądzę. Myślę, że będzie większy, bo jest wiele różnych elementów, które trzeba wziąć pod uwagę. Prosta sprawa, kurs euro, po jakim będziemy wymieniali środki unijne. To kurs z dnia wymiany, a trudno przewidzieć, czy wtedy euro będzie kosztować 4,07 zł, 4,10 czy 4,20. Najbezpieczniej jest mówić, że to będzie w granicach zapisanych w ustawie budżetowej.

A czy ten 1-proc. wzrost PKB widać w dochodach budżetu?

W sierpniowych tak, a ostatecznych danych o wrześniu jeszcze nie ma. Ale wpływy są wyższe od prognoz.

Ten trend się utrzyma? Czy to można stwierdzić na podstawie dwóch miesięcy?

Ja rozumiem, że państwo czekacie na komunikat: resort finansów uznaje, że będzie rewelacyjnie. Ja też bym to chciała powiedzieć, ale boję się zapeszyć.

W przyszłym roku deficyt też może być mniejszy od zakładanego. Czy okaże się, że są zakładki lub nadwyżki i ostatecznie deficyt wyniesie sporo poniżej wpisanych 52 mld zł?

Kształt przyszłorocznego budżet i deficytu wynika przede wszystkim z tego, jak rosną wydatki, na które nie mamy wpływu. Na przykład rosnąca dotacja do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych to efekt pogorszenia się sytuacji gospodarczej i to podwójny. Bo z jednej strony składki rosną wolniej, a z drugiej szybciej zwiększa się liczba świadczeniodawców. To naturalny odruch, że gdy dochodzi do redukcji zatrudnienia, w pierwszym rzędzie zwalniane są osoby, które mają inne źródło utrzymania, np. wcześniejszą emeryturę. W 2006 roku na wcześniejsze emerytury poszło ponad 30 tysięcy osób, a szacujemy, że w tym będzie to cztery razy więcej.

Na jesieni jest spodziewany wzrost bezrobocia. Jaki wpływ na budżet będzie miał rynek pracy?

To bardzo trudne do oszacowania. Oczywiście zmiany w zatrudnieniu mają wpływ na składki płacone na FUS. Ale tu jest wiele różnych elementów. Ważna jest np. struktura osób, które tracą pracę. Bo jeśli dotyczy to osób z wysokimi wynagrodzeniami, które obecnie są zwalniane, to można powiedzieć, że skutek dla FUS jest zerowy. Bo ci ludzie i tak już pewnie przekroczyli próg, od którego składka nie jest pobierana. Gdy miejsce pracy tracą ci z niskimi dochodami, to ubytek dochodów jest, ale relatywnie mniejszy, bo składka od 1 tys. jest inna od pobieranej od 4 tys. zł.

Czy dochody podatkowe we wrześniu będą wyższe od spodziewanych?

Ja się zawsze spodziewam. Bo mam optymizm w genach.

A czy są takie przesłanki?

Kluczowe są dane o wpływach VAT. Akcyza, bo to już widać, idzie nieźle. Poza tym jeśli mamy wzrost PKB wyższy od spodziewanego, można założyć, że będzie lepiej.

Rząd ma przyjąć budżet w przyszłym tygodniu. Czy zanosi się na jakąś korektę wskaźników budżetowych?

Nie sądzę. Wstępna akceptacja była 8 września a nie mamy tylu nowych danych, by przewidywać nowe tendencje.

Na ile jest realne, że dług publiczny przekroczy w 2010 roku 55 proc. PKB?

Istnieje takie zagrożenie, ale wykorzystamy wszystkie dostępne instrumenty, żeby je neutralizować. Jednym z nich jest trzymanie wydatków w ryzach w tym i przyszłym roku. Odwołam się do tego, co już mówił w wywiadach minister Ludwik Kotecki, czyli do znaczenia kursu walutowego. Więc poziom długu publicznego zależy z jednej strony od wzrostu PKB, ale z drugiej właśnie od kursu. W tym roku nie ma ryzyka przekroczenia progu 55 proc., ale za rok trzeba będzie pilnie obserwować wskaźniki dotyczące długu. Bo takie przekroczenie ma bardzo poważne skutki.

Tym bardziej, że nowa ustawa o finansach publicznych pozostawiła progi niezmienione, czyli zrezygnowano z ich rozszerzania. Ale wprowadzono szereg instrumentów zaostrzających działania, gdy przekraczamy niebezpieczny próg 55 proc. I to dotyczy wszystkich jednostek sektora.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj