Co więcej, ubezpieczenie się od łącznego ryzyka niewypłacalności uprzemysłowionych państw europejskich – w tym Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii – po raz pierwszy kosztuje drożej niż w przypadku takiegoż ubezpieczenia, uwzględniającego 125 głównych firm europejskich z ratingiem inwestycyjnym.

Tak przynajmniej sugeruje wskaźnik iTraxx Europe firmy Makit, obejmujący 125 firm: na początku tygodnia wynikało z niego, że na ubezpieczenie 10 mln dol. ich pięcioletniego długu należało wydać 63 tys. dol. Na ubezpieczenie takiego samego długu 15 uprzemysłowionych państw Europy trzeba było – jak sugeruje wskaźnik SovX tej samej firmy – przeznaczyć 71,5 tys. dol.

>>> Czytaj też: Niewypłacalność firm w Europie będzie dalej wysoka

Ta różnica odzwierciedla obecne podejście rynków do ryzyka długu państwowego. To samo dotyczy inwestorów, którzy coraz większej liczby obligacji krajów rozwiniętych nie są już skłonni uważać za wolne od ryzyka. Chodzi o kraje, które starając się przeciwdziałać załamaniu gospodarczemu i ratować sektor finansowy przejęły na siebie ogromne długi sektora prywatnego. – Pojmowanie tego, co jest wolne od ryzyka, zmieniła się od czasu, gdy obligacje rządu Wielkiej Brytanii i innych państw stały się bardziej dochodowe od obligacji niektórych firm – mówi John Wraith z działu analiz Bank of America Merrill Lynch.

>>> Czytaj też: Inwestorzy nie mogą liczyć na nowe obligacje w przyszłym roku

W przypadku Wielkiej Brytanii – państwa należącego do Grupy Siedmiu – koszt ubezpieczenia się od braku spłaty jej długu państwowego stał się dwa razy większy niż w odniesieniu do zadłużenia czołowych firm z tego kraju. Koszt tzw. credit default swaps (CDS, czyli ubezpieczenie się na wypadek braku spłaty zadłużenia) w przypadku długu państwa od września zwiększył się z 40 do 83 punktów bazowych, a długu Unilevera i BP – do 29 i 38 punktów bazowych. Narastanie brytyjskiego zadłużenia wzbudziło nawet obawy, iż kraj ten może stracić najwyższą ocenę (potrójne A), zwłaszcza że czołowe agencje ratingowe ostrzegają, że musi zmniejszyć deficyt budżetowy, żeby tego uniknąć.

>>> Czytaj też: Stracili 2 mln zł na obligacjach, teraz chcą odszkodowania

Krytycy obliczanego przez Markit wskaźnika SovX przestrzegają, że jest on niewystarczająco płynny – co oznacza, że małe transakcje mogą powodować znaczne jego zmiany. Inwestorzy powinni zatem unikać nadmiernego przywiązywania wagi do faktu, że od września – gdy wprowadzono ten wskaźnik – jego wartość wzrosła o 20 punktów bazowych.