Według najnowszych, jeszcze wstępnych danych, od stycznia do grudnia 2009 r. PKP Cargo przewiozły 104,6 mln ton ładunków. To oznacza, że w porównaniu do 2008 roku przewozy narodowego przewoźnika towarowego spadły o 22,2 proc. Jeszcze po trzech kwartałach spadki przekraczały jednak 28 proc., a po pierwszych trzech dramatycznych miesiącach – nawet 40 proc.

– Nasz całoroczny wynik jest lepszy od zmodyfikowanego z powodu kryzysu planu o ponad 3 proc. To jednak wciąż znacząco mniej niż w ostatnim, w miarę normalnym dla przewozów towarowych roku 2008 – mówi prezes Wojciech Balczun.

Wszystko wskazuje na to, że wynik netto spółki w 2009 roku także będzie lepszy od ostrożnych założeń.

– Efekty restrukturyzacji i ostatnie naprawdę dobre miesiące sprawiły, że uda się nam zejść poniżej 500 mln zł straty – mówi Wojciech Balczun.

Wynik obciążają gigantyczne koszty programu dobrowolnych odejść 7 tys. pracowników i koszty innych działań restrukturyzacyjnych, które w sumie pochłonęły 250 mln zł.

Plany na ten rok zakładają mozolne odbudowanie przewozów, które mają się zwiększyć do 110,5 mln ton. Do osiągnięcia wyników choćby z 2008 roku, kiedy było to 134 mln ton, jest jeszcze daleko.

W tym roku spółka chce jednak odmrozić inwestycje, na które może wydać co najmniej 200 mln zł. Ostateczna kwota nie jest jeszcze znana, ponieważ PKP Cargo wciąż negocjuje z bankami na temat finansowania.

– Odczuwamy, że powoli zaczynają topnieć lody w naszych relacjach z instytucjami finansowymi. W 2009 roku o wiele trudniej nam się rozmawiało na temat kredytów. Teraz startują negocjacje dotyczące dużych projektów – mówi szef PKP Cargo.

>>> Czytaj też: "PKP Cargo trafi na giełdę dopiero za trzy lata"

Spółka potrzebuje gotówki, bo musi m.in. modernizować wagony, które są w coraz gorszym stanie. W pierwszych dniach stycznia zatwierdzony został kolejny etap restrukturyzacji, który zakłada reorganizację potężnego zaplecza.

– Zmianom zostanie poddany pion utrzymania i eksploatacji – mówi Wojciech Balczun.

Najprawdopodobniej część pracowników z zakładów słabiej wykorzystywanych będzie musiała zostać przeniesiona do bardziej zapracowanych. Obecnie zatrudnienie w spółce wynosi 30 tys. osób. Jeszcze pod koniec 2007 roku pracowników było 44 tys.

Rok 2010 spółka chce zakończyć z kilkudziesięcioma milionami złotych na plusie.

– Nie zakładamy dużych zysków, bo naszym nadrzędnym celem jest odblokowanie planów inwestycyjnych – zapowiada prezes PKP Cargo.

Te są niezbędne, aby spółka mogła stawić czoła napierającej konkurencji. CTL Rail, pozostający w rękach funduszu inwestycyjnego Bridgepoint, w czasie kryzysu zwiększył udziały w rynku z 5,9 do 9 proc. Zaraz za nim są Niemcy z DB Schenker, którzy już okrzepli po przejęciu PCC i PTK Holding, mogący pochwalić się 8,6-proc. częścią rynku. Na gwiazdkowym spotkaniu kolejowy gigant zapowiedział, że do 2012 roku chce mieć 25 proc.

>>> Czytaj też: "Deutsche Bahn wchodzi do Polski i zatopi PKP Cargo"

Przejmowanie rynku będzie się odbywać kosztem wszystkich przewoźników, w tym także PKP Cargo – mówi Adrian Furgalski, analityk branży infrastrukturalnej.

– Będziemy walczyć. Przygotowujemy dla rywali kilka niespodzianek – odpowiada prezes PKP Cargo, który w piątek rozmawiał w Mińsku z prezesem białoruskich kolei o zacieśnianiu współpracy.