Jak mówi Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego Ministerstwa Finansów, do tej pory banki centralne rzadko brały udział w ofercie polskich obligacji. Od czasu do czasu jeden lub dwa banki skusiły się na nasze papiery. Tymczasem w trakcie poniedziałkowej oferty kupiły aż 9 proc. oferty o wartości 1,2 mld euro. To oznacza, że do rezerw walutowych innych państw trafiły papiery o wartości 108 mln euro.

– Tak duży udział banków centralnych w ofercie wziął się z tego, że Polska przez wszystkich jest coraz lepiej oceniana pod względem poziomu ryzyka inwestycyjnego – mówi DGP Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego Ministerstwa Finansów. Jak powiedział, obecnie nasza ocena jest prawie równie dobra jak Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii.

– A od Portugali i Irlandii jesteśmy postrzegani lepiej – dodaje.

Według Piotra Marczaka banki centralne kupujące polskie euroobligacje pochodziły z Europy i Azji. MF nie ujawnia nazw banków. Wiadomo, że nie był to Europejski Bank Centralny, bo on nie uczestniczy w rynku pierwotnym długu. Czy znalazł się wśród nich Bank Chin, który ma największe na świecie rezerwy walutowe (prawie 2,4 bln dolarów) i według spekulacji rynkowych przymierza się do zmiany ich struktury na niekorzyść dolara? Ministerstwo Finansów uchyliło się od odpowiedzi na to pytanie.

Poniedziałkowa sprzedaż euroobligacji była trzecią zagraniczną emisją w tym roku.