Afryka raczej nie kojarzy się z bogactwem, tym bardziej z dobroczynnością. Przywykliśmy, nie bez racji, że to kontynent, który ratuje przed zapaścią jedynie pomoc bogatego Zachodu, nie ma więc czym dzielić się z innymi. To błąd. Afryka w ostatnich latach dynamicznie się rozwija i dorobiła się pierwszych czarnoskórych miliarderów. I nie są to liderzy kolejnych wojskowych przewrotów, którzy rozdrapują resztki państwowego majątku oraz zagranicznych datków, ale rasowi przedsiębiorcy. Prawdziwą gwiazdą nowych czasów stał się Patrice Motsepe, pierwszy murzyński miliarder z RPA.

„Czarny książę”, jak nazywa się go w ojczyźnie, stał się gwiazdą zorganizowanego w październiku przez prezydenta kraju dobroczynnego obiadu. Właściwie to skradł Jacobowi Zumie i imprezę, i rozgłos. Motsepe, który dorobił się ogromnego majątku na handlu złotem oraz platyną, ogłosił niespodziewanie, że przeznaczy 10 mln randów (1,5 mln dol.) na prowadzoną pod auspicjami prezydenta fundację pomagającą dzieciom. – „Czarny książę” postępuje tak jak bogacze z Zachodu. Co ważne – sam podkreślił, że jego obowiązkiem jest dzielenie się z najbiedniejszymi – emocjonował się lokalny „Business Report”, który zdawał relację z gali. Udział Zumy w imprezie dziennik ograniczył do jednego zdania.

1,5 mln darowizny to niewiele w porównaniu z majątkiem przekraczającym, według szacunków magazynu „Forbes”, 2,3 mld dol. W tym wypadku ważny jest jednak sam gest, który wyłamuje się z obowiązujących w Afryce schematów. – Do tej pory nikt nie dzielił się tu zgromadzonym przez siebie majątkiem. Nie było takiego obyczaju czy tradycji, a na dodatek ostatnie dekady przyzwyczaiły ludzi do tego, że bogaci dbają tylko o siebie. Dlatego postępowanie Motsepe jak takie ważne i przełomowe – mówi „DGP” Kathleen Price z londyńskiego Overseas Development Institute. Zwłaszcza że „Czarny książę” zadeklarował, iż teraz mocniej zainteresuje się wspieraniem akcji charytatywnych, przede wszystkim wspierających edukację. Bo jak sam podkreśla, nie chce być już tylko znany jako kolekcjoner luksusowych samochodów.

Książę z Soweto

W garażu jego posiadłości w Bryanston na przedmieściach Johannesburga stoi kilka drapieżnych bolidów i aut klasycznie eleganckich, m.in. bmw 750 iL (takim samochodem James Bond jeździł w odcinku „Tommorow Never Dies”), kosztujący prawie 200 tys. dol. 621-konny, napędzany 6-litrowym silnikiem mercedes benz S65 AMG i sportowy bentley continental GT. Szybkie samochody to jedyna kosztowna namiętność 48-letniego Motsepe: nie ma ani jachtu, ani prywatnego samolotu, posiada jeden dom. – Sam doszedłem do wszystkiego, a ojciec nauczył mnie szacunku do pracy. Może dlatego nie jestem tak bardzo rozrzutny – tłumaczy.

Urodził się w Soweto, na czarnych przedmieściach Johannesburga. Ojciec należał do królewskiego klanu plemienia Tswana, więc młody Motsepe jest księciem. Błękitna krew niewiele im pomogła: za działalność wymierzoną w rządy białych rodzic Patrice’a został wygnany do miasteczka Hammanskraal, na północ od Pretorii. Tam prowadził sklep spożywczy i piwiarnię. Z powodzeniem, dzięki czemu mógł utrzymać szybko powiększającą się rodzinę – Patrice ma sześcioro rodzeństwa.

>>> Czytaj też: Zhang Xin - uśmiechnięta twarz chińskiego kapitalizmu

Pierwszą edukację Motsepe odebrał w nauczającej w języku afrykanerskim katolickiej szkole w Soweto, którą rząd przeznaczył dla tzw. koloredów, czyli tych mieszkańców RPA, w żyłach których płynie część krwi białych – jego prapradziadek ze strony matki był Szkotem. Wszystkie wolne od nauki chwile spędzał w sklepie i piwiarni ojca. – To tam odebrałem najsolidniejszą naukę biznesu – opowiada. Potem ukończył liceum w Swazilandzie i dostał się na wydział prawa renomowanego uniwersytetu Witwatersrand w Johannesburgu. Uczelnia ta była wówczas przeznaczona tylko dla białych – Motsepe uzyskał jednak od władz wyjątkową zgodę na naukę. W 1988 roku zaczął pracować w największej krajowej firmie prawniczej Bowman Gilfillan, a pięć lat później – gdy system apartheidu chylił się już ku upadkowi – został jej pierwszym czarnym udziałowcem.

Przeskok do biznesu był naturalną konsekwencją jego zainteresowań. Jako prawnik doradzał firmom górniczym, więc gdy nowe władze RPA uruchomiły program Black Economic Empowerment – na mocy którego koncerny należące do białych musiały dzielić się majątkiem z czarnymi przedsiębiorcami – wziął w nim udział. Wydobywczy potentat AngloAmerican przekazał założonej przez niego w 1994 roku firmie, która później przeistoczyła się w African Rainbow Minerals (ARM), prawa do nierentownej kopalni złota w Orkaney.

Majątek to odpowiedzialność

I tu zaczyna się biznesowa kariera Patrice’a Motsepe, dzięki której stał się pierwszym czarnym miliarderem w historii RPA. Mimo sprzeciwu związków zawodowych zwolnił bez mała 1/3 załogi (nazywano go obelżywie czarnym kapitalistą), zmienił system płac (obniżył pensję zasadniczą i wprowadził premie, których wysokość uzależnił od wydobycia), obciął koszty produkcji (zamknął biuro w Johannesburgu) i zwiększył wydobycie. Kopalnia pracowała przez 353 dni w roku, w czasach apartheidu przez 276. Po trzech lat firma stała się rentowna, co otworzyło mu drogę do kolejnych przejęć i inwestycji. Upodobał sobie górnictwo, a szczególnie węgiel, miedź i – oprócz złota – platynę. Prawdziwie potężny wiatr w żagle firmy zaczął wiać już w nowym tysiącleciu, gdy na afrykański rynek wkroczyły Chiny. Rozpędzająca się gospodarka Państwa Środka potrzebowała, i wciąż potrzebuje, ogromnych ilości paliwa: węgla oraz metali szlachetnych. Motsepe gwarantował dostawy pożądanych surowców. Potrafił przy tym bezwzględnie wymuszać na kopalniach wzrost wydobycia, by sprostać rosnącemu apetytowi Pekinu.

Tak błyskawiczna kariera połączona z oszałamiającym finansowym sukcesem uczyniła z Motsepe idola nowej Afryki. Tym bardziej popularnego, że nie czyni z siebie gwiazdora. Wciąż można go spotkać na zakupach w sklepie, z chęcią rozdaje autografy, pozuje do zdjęć i rozmawia z przypadkowymi ludźmi. Jego sława przekroczyła nawet Atlantyk. W 2008 roku przyjechał do niego z biznesową propozycją słynny amerykański raper ze Wschodniego Wybrzeża 50 Cent, który pięć lat wcześniej zdobył listy przebojów albumem „Get Rich or Die Tryin’”. Chciał zawiązać z Motsepe spółkę zajmującą się wydobyciem platyny. Z planów nic ostatecznie nie wyszło, bo majątek nowojorskiego muzyka, dawnego drobnego ulicznego handlarza narkotykami, nie wystarczał do uruchomienia tak potężnej inwestycji.

Dziś ARM działa już nie tylko w RPA. W sierpniu tego roku wyłożyła 380 mln dol. na zawiązane spółki joint venture z brazylijskim Vale: wspólnie wybuduje w Zambii wielką kopalnię miedzi, jednego z najbardziej poszukiwanych metali, bez którego nie można obecnie wyobrazić sobie rozwoju nowoczesnych technologii. ARM przymierza się także do wartych ponad 1,2 mld dol. inwestycji w bogatym w minerały Zimbabwe, ale niestabilna sytuacja polityczna w tym kraju, rządzonym od ponad dwóch dekad przez nieobliczalnego Roberta Mugabe, zniechęca do podjęcia ostatecznych decyzji.

Motsepe sam przyznaje, że szybko rosnące znaczenie ARM, i związany z tym zwiększający się z roku na rok wpływ jego firmy na gospodarkę kraju, sprawiły, że dojrzał i stał się bardziej odpowiedzialny. – Ten kraj nie ma przed sobą przyszłości, jeśli nie poprawią się warunki życia milionów zwykłych ludzi – powiedział dwa lata temu w jednym z wywiadów. Dlatego finansowo wspiera akcje mające na celu zapewnienie młodzieży choćby podstawowego wykształcenia. Wciąż niemal 1/4 prawie 50-milionowego społeczeństwa RPA nie umie ani pisać, ani czytać. A bez tego – jak podkreśla Motsepe – nie będą się mogli wyrwać z biedy. Finansuje też programy walki z AIDS. Wirusem HIV jest zarażony co piąty mieszkaniec RPA, a epidemia tej choroby spowodowała, że średnia długość życia spadła poniżej 50 lat. – My, Afrykańczycy, musimy sami zacząć działać, bo nikt inny nie przyjdzie nam z pomocą – powiedział po obiedzie u Jacoba Zumy Patrice Motsepe w mlaskowym języku xhosa. To jeden z sześciu, którymi biegle włada.