Wino zamiast franka - oto bezpieczna przystań dla inwestorów

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
13 sierpnia 2011, 07:01
Złoto, frank szwajcarski, japoński jen – inwestorzy szukają bezpiecznej przystani w trudnych czasach. Znacznie lepiej w tej roli sprawdza się.. wino.

Najlepsze trunki z regionu Bordeaux drożeją nie tylko wówczas, gdy na rynkach finansowych panuje panika. Ich ceny rosną także w czasie wzrostów na giełdzie i gospodarczego prosperity. – Na tym polega siła inwestycji alternatywnych. Wzrosty cen nie wynikają z aktualnego nastroju inwestorów finansowych, ale są efektem gry podaży i popytu na pożądane i ekskluzywne dobra, kupowane i sprzedawane w fizycznej postaci, a nie jako zapis na rachunku inwestycyjnym – mówi Krzysztof Maruszewski z Wealth Solutions.

>>> Czytaj też: Gdzie uciekać ze swoimi pieniędzmi? Oto najbezpieczniejsze inwestycje

Podczas, gdy na rynku finansowym inwestorzy przenoszą swoje pieniądze z miejsca na miejsce, powodując takie anomalie jak chociażby obecny kurs franka, na rynku wina panuje zupełnie inna atmosfera. Pod koniec lipca, podczas gorących dni oczekiwania na kompromis w sprawie limitu zadłużenia Stanów Zjednoczonych, na aukcji w Londynie sprzedana została najdroższa w historii butelka wina białego. Za Château d'Yquem z 1811 r. kolekcjoner zapłacił 75 tys. funtów.

Koneserzy żyją również rynkowym debiutem win z wybitnego rocznika 2010. Z uwagi na wysokie oceny krytyków są to trunki, których nie może zabraknąć w piwnicy wytrawnych konsumentów i karcie win szanującego się hotelu czy restauracji. Mimo relatywnie wysokich cen, po których zostały zaoferowane przez francuskich producentów, dalsze ich wzrosty cen są więc przesądzone. Jednocześnie nabywcy, którzy kupują wina w celach inwestycyjnych korzystają z okazji, by uzupełnić swoje portfele o trunki z poprzednich, często równie dobrych, ale wciąż niedoszacowanych roczników.

>>> Czytaj też: Inwestycje alternatywne - jak zarobić na własnej pasji

Typowi inwestorzy stanowią jednak niewielki odsetek uczestników rynku wina. Ceny dyktują konsumenci, którzy kupują wina do kieliszków, a nie portfeli inwestycyjnych. Taka struktura rynku zapobiega gwałtowanym zmianom notowań. - Oczywiście są wina które tracą na wartości. Jednak ktoś kto kupił taki trunek na własne potrzeby, nie zacznie do z tego powodu szybko sprzedawać. Nie można powiedzieć tego samego o instrumentach finansowych, których notowaniami ekscytują się, szczególnie ostatnio, analitycy i media – wyjaśnia Krzysztof Maruszewski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Wealth Solutions
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj