Szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet ostrzegł w miniony weekend premiera Włoch Silvio Berlusconiego, że jeśli szybko nie przeforsuje przez parlament wartego 45 mld euro pakietu oszczędnościowego, EBC nie będzie dłużej kupować na rynku wtórnym włoskich obligacji. Dla Rzymu oznaczałoby to gwałtowny wzrost kosztów obsługi długu, a być może nawet niewypłacalność.

Krok do przodu, dwa do tyłu

Nowe cięcia mają zostać zatwierdzone w tym tygodniu przez włoski senat, a w przyszłym – przez izbę deputowanych. Jednak inwestorzy coraz mniej wierzą w skuteczność polityki zaciskania pasa. Berlusconi już wielokrotnie przedstawiał środki oszczędnościowe, po czym – pod naciskiem koalicjantów – wycofywał się z nich.

>>> Czytaj też: Kontrowersje wokół wołoskiego planu redukcji deficytu

Tak było z wprowadzeniem „podatku solidarnościowego” dla tych, którzy zarabiają ponad 90 tys. euro rocznie, oraz likwidacją w przyszłym roku wartych 1,8 mld euro dotacji. Upadł także pomysł niewliczania okresu studiów i niegdyś obowiązkowej służby wojskowej do 40-letniego okresu pracy, który jest warunkiem wypłaty emerytur.

Jak zapewnia minister finansów Giulio Tremonti, zamiast tego rząd zwiększy dochody poprzez zaostrzenie walki z szarą strefą, w tym karanie więzieniem tych, którzy ukryją przed fiskusem więcej niż 3 mln euro należności.

Tremonti zamierza doprowadzić do zrównoważenia finansów publicznych do 2013 r. Ale zdaniem konfederacji włoskiego przemysłu Confindustria walka z szarą strefą nie będzie skuteczna, bo system prawny jest zbyt skomplikowany, aby wyegzekwować całość należności fiskalnych. Z kolei MFW uważa, że z powodu bardzo wolnego tempa wzrostu włoskiej gospodarki likwidacja deficytu budżetowego będzie wymagała jeszcze większych oszczędności niż planowano. W tym i przyszłym roku PKB ma rosnąć o zaledwie 1 proc. Włochy są po Grecji relatywnie najbardziej zadłużonym krajem unii walutowej (120 proc. PKB).

Z powodu zaniepokojenia inwestorów o wiarygodność planów oszczędnościowych rentowność włoskich obligacji znacząco wzrosła, osiągając pod koniec minionego tygodnia 5,5 proc. Winnym nie jest jednak tylko włoski premier. Rynki finansowe są coraz bardziej przekonane, że Grecja nie zdoła uniknąć bankructwa, a burza spowodowana jej upadkiem może także wciągnąć Włochy.

Grecja na skraju desperacji

Rentowność greckich obligacji skoczyła do astronomicznego poziomu 70 proc. To skutek zerwania w piątek przez przedstawicieli EBC, MFW i Komisji Europejskiej rozmów w sprawie uruchomienia kolejnej (8 mld euro) transzy pierwszego pakietu pomocowego. „Trójka” zarzuca rządowi Georgiosa Papandreu, że nie wprowadził uzgodnionych środków oszczędnościowych (w szczególności ograniczenia o 150 tys. etatów urzędniczych) i nie przeprowadza prywatyzacji.

Z tego powodu w tym roku deficyt budżetowy kraju wyniesienie niemal 9 proc. PKB zamiast planowanych 7,6 proc. PKB.

>>> Czytaj też: MFW odblokował dodatkowe 1,48 mld euro pomocy dla Irlandii

– Nie możemy się zgodzić na dalsze cięcia, bo doprowadzimy społeczeństwo do desperacji i nikt już nie opanuje sytuacji – replikuje grecki minister finansów Ewangelos Wenizelos. Jego zdaniem deficyt budżetowy będzie większy nie z powodu zaniechań rządu, ale niespodziewanie dużego załamania gospodarki: w tym roku PKB ma spaść aż o 5 proc. Dla Grecji będzie to już trzeci rok recesji.