Podczas drugiej kadencji Obamy dotychczasowa polityka stosowania dronów "musi się zmienić" - apeluje dziennik w artykule redakcyjnym.

Wskazuje, że od czasu ataków z 11 września 2001 roku nastąpiła zmiana w działaniach CIA, dotąd skupionej na zbieraniu danych wywiadowczych - stała się ona "organizacją paramilitarną, która zabija podejrzanych o terroryzm w Pakistanie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce".

To przesunięcie akcentów "skonkretyzowało się" wraz z mianowaniem w 2011 roku Petraeusa na szefa CIA, po 37 latach jego służby w armii - zauważa dziennik. Wskazuje, że w bieżącym roku generał miał podobno polecić "znaczne powiększenie należącej do CIA floty dronów używanych do zabijania, by nasilić operacje przeciwko dżihadystom".

Tymczasem - podkreśla "Financial Times" - "operacje dronów stają się coraz bardziej wątpliwe z punktu widzenia prawnego, moralnego i politycznego".

Chodzi o to, że podczas gdy armia używała ich do patrolowania, a także zabijania, jako uzupełnienie działań zbrojnych w Afganistanie, to "na ogół rozliczała się publicznie z takich operacji". CIA zaś "operuje dronami z tajnych baz, zabijając podejrzanych o terroryzm bez ponoszenia odpowiedzialności przed instytucjami z zewnątrz".

"Takie działania są nie tylko wątpliwe prawnie - w ostateczności zwracają się one przeciwko interesom USA. Jak przekonywał b. ambasador USA przy NATO (...) Kurt Volker, w oczach cudzoziemców powstaje wrażenie, że USA to kraj, który dysponuje stałą listą osób przeznaczonych do zabicia".

Obama powinien "wykorzystać wymuszoną zmianę w CIA, by zrewidować tę politykę. We współpracy z CIA, armią i Kongresem powinien wypracować bardziej zorganizowane i przejrzyste podejście w sprawie dronów" - postuluje "Financial Times".