W 57 gminach w Polsce żadna kobieta nie znalazła się ani we władzach wykonawczych, ani w organach stanowiących, nie ma ich też w ponad połowie zarządów województw – to wyniki analiz przeprowadzonych przez Instytut Spraw Publicznych.

Ale z danych OBWE wynika, że z parytetami nie jest u nas tak źle, jak można by sądzić po powyższych danych – wskaźnik udziału Polek w parlamencie wynosi 23,7 proc., czyli tyle, ile średnia dla wszystkich państw tej międzynarodowej organizacji. Wyprzedzają nas takie państwa, jak Szwecja, Holandia czy Francja, za nami znajdują się m.in. Wielka Brytania, Czechy i Słowacja.

Z analiz OBWE wynika też, że za 50 lat w krajach naszego regionu dojdzie do zrównania reprezentacji mężczyzn i kobiet we władzach na poziomie parlamentarnym. Niekoniecznie będziemy to zawdzięczali regulacjom prawym – te, zdaniem ekspertów z OBWE, nie zawsze prowadzą do zwiększenia liczby kobiet w parlamencie. Wprowadzenie parytetów w Bośni i Hercegowinie zmniejszyło udział kobiet w tamtejszych władzach o 10 pkt proc. – Samo umieszczenie kobiet na listach nie zmienia sytuacji. Ktoś musi na nie jeszcze zagłosować – tłumaczy Przemysław Radwan ze Szkoły Liderów Społecznych i Politycznych. Dodaje, że obecnie wiele kobiet bardzo aktywnie działa w społeczności lokalnej, jednak rzadko przekłada się to na obecność w szeregach politycznych.

Zdaniem Aleksandry Niżyńskiej z Instytutu Spraw Publicznych w polskich realiach zdałaby egzamin metoda suwakowa, czyli naprzemienne umieszczanie na listach wyborczych kobiet i mężczyzn. A to dlatego, że Polacy głosują zazwyczaj na jedynki na listach wybranej przez siebie partii. Szansa na to, by się to spełniło już podczas najbliższych wyborów samorządowych, jest spora – wprowadzenie suwaka dla pań premier zapowiedział już dwa miesiące temu.