Z powodu trudnych i pełnych zwrotów akcji negocjacji ze związkami zawodowymi publiczna oferta akcji kolejowego giganta do ostatniej chwili wisiała na włosku. Gdyby zarząd PKP Cargo nie poszedł na ustępstwa, związkowcy zagrozili strajkiem generalnym, który byłby dla oferty publicznej pocałunkiem śmierci. Dlatego w ubiegłym tygodniu związkowcom udało się uzyskać dla załogi obietnicę czterech lat gwarancji zatrudnienia, mimo że jeszcze w połowie sierpnia spółka zgadzała się na nie więcej niż trzy lata. DGP poznał szczegóły porozumienia ze związkami.

Około 15 proc. załogi Cargo, czyli wszyscy pracownicy ze stażem powyżej 30 lat, ma de facto gwarancję zatrudnienia aż do emerytury, czyli nawet do 10 lat. Drugie wielkie ustępstwo zarządu to zgoda na podwyższenie premii prywatyzacyjnej dla pracowników do 160 mln zł z proponowanych 120 mln zł (związkowcy chcieli początkowo 220 mln zł). Zmianą jest to, że wypłata nastąpi nie w formie gotówki, lecz akcji nowej emisji. Będzie też dodatkowy zastrzyk pieniędzy dla zatrudnionych: przed końcem roku każdy dostanie 1,3 tys. zł jednorazowej wypłaty z zysku, co będzie kosztowało dodatkowo prawie 31 mln zł.

>>> Czytaj również: Jest porozumienie PKP Cargo ze związkowcami

Co wygrał zarząd spółki? Związki zobowiązały się do zawieszenia sporu zbiorowego do końca grudnia 2013 r. i wznowienia rozmów w sprawie postulowanej podwyżki płac o 450 zł w styczniu 2014 r. (łącznie z dodatkami pracowniczymi mogło to kosztować ponad 230 mln zł). Zawieszenie najtrudniejszego tematu prawdopodobnie oznacza odsunięcie groźby strajku do 2014 r., kiedy spółka powinna już zostać sprzedana. Związkowcy nie rezygnują jednak z protestów. – Wciąż mamy liczne zastrzeżenia do prywatyzacji, które nie wchodzą w zakres sporu zbiorowego. 11 września wyrazimy swój sprzeciw podczas demonstracji pod Ministerstwem Transportu – mówi Leszek Miętek, przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych. – Kardynalnym błędem jest, że wpływy ze sprzedaży akcji nawet w części nie posłużą do dokapitalizowania PKP Cargo, np. w celu zdobywania przez spółkę nowych rynków. Posłużą za to w całości na spłatę długów spółki matki – podkreśla.

Wpływy ze sprzedaży połowy akcji kolejowego giganta – w Europie ustępującego tylko niemieckiemu DB Schenker – mają zostać w lwiej części przeznaczone na spłatę skonsolidowanego zadłużenia Grupy PKP. Do końca 2014 r. PKP muszą wysupłać na ten cel 2 mld zł.

Rzecznik PKP Mirosław Kuk, odpowiada, że zgodnie z ustawą z 2000 r. o restrukturyzacji i komercjalizacji PKP środki uzyskane z prywatyzacji muszą posłużyć do spłaty zadłużenia. – W czasie kryzysu tanim kosztem można przejmować przewoźników. Spółka jest dochodowa i stabilna, zadłużenie wynosi zero. W razie dodatkowych potrzeb kapitałowych na akwizycję spółka może się zadłużyć albo wyemitować nowe akcje – usłyszeliśmy w PKP Cargo.

W ubiegłym roku firma przewiozła 116 mln ton towarów, ale tylko 2 proc. pochodziło z zagranicy. W planach jest dwukrotne zwiększenie tego udziału w ciągu trzech lat. – Naszym zamierzeniem jest budowa pozycji lidera w Europie Środkowej. Nie wykluczam zainteresowania przejmowaniem przewoźników na rynkach, na których już działamy – twierdzi Łukasz Boroń, prezes PKP Cargo. Polska firma wozi dziś towary w sześciu krajach poza Polską. Na celowniku są Czechy, Słowacja i Austria, ale chodzi o prywatnych graczy, a nie państwowych przewoźników. Na razie zaawansowane są przygotowania do miękkiej ekspansji. Spółka złożyła wniosek o wydanie certyfikatu bezpieczeństwa w Holandii, który jeszcze w tym roku powinien umożliwić wywóz kontenerów ze strategicznego dla rynku cargo obszaru portów ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia).

>>> Polecamy: Związki zawodowe w Polsce nie zawsze działają na korzyść pracowników