Od czerwca Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetargi na 23 odcinki dróg ekspresowych o łącznej długości 290 km. Wnioski o dopuszczenie do udziału składa średnio 20 oferentów, z czego większość to konsorcja grupujące po kilka firm.

Strabag wliczył ryzyko w cenę

GDDKiA ma za to problem z przetargami na dokończenie prac po spółce Alpine Bau w stanie upadłości. Tak dzieje się na krajowej „szesnastce” z Biskupca do Borek Wielkich w rejonie Olsztyna. Trapiona kłopotami z płynnością spółka Alpine Bau zawaliła termin. Droga miała być gotowa do końca ubiegłego roku. Zamiast tego do czerwca, kiedy GDDKiA zerwała umowę, wykonawca zrealizował prace w 90 proc.

GDDKiA planowała wydać na zakończenie prac maksymalnie 23 mln zł. Ale do przetargu zgłosił się tylko Strabag, który zaproponował cenę ponad dwa razy wyższą. W efekcie wykonawcy trzeba zacząć szukać jeszcze raz.

- Drugi przetarg na dokończenie budowy ogłosimy jesienią. Zamierzamy udostępnić kierowcom jak największą część drogi jeszcze w tym roku – twierdzi Urszula Nelken, rzeczniczka GDDKiA.

Skąd ten brak zainteresowania kontraktem, skoro przy innych przetargach frekwencja jest rekordowa? Eksperci tłumaczą, że potencjalnych wykonawców odstrasza konieczność wzięcia odpowiedzialności za stan prac wykonanych przez poprzedniego wykonawcę.

- Po pierwsze, mamy do czynienia z wygórowanymi oczekiwaniami inwestora w sprawie terminu wykonania. Po drugie, z nadmiernym przenoszeniem ryzyka na wykonawcę - twierdzi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. - To zniechęca firmy do udziału w przetargu albo skłania je do uwzględnienia ryzyk w wycenie kontraktu. Takie postępowanie GDDKiA będą kosztować podatnika sporo pieniędzy i opóźni oddanie dróg do użytku – twierdzi.

>>> Zobacz także: GDDKiA ogłosi przetargi na 730 km dróg ekspresowych

To początek serii?

Według naszych informatorów, takich przypadków jak droga nr 16 będzie więcej. Bo od czerwca GDDKiA wyrzuciła Alpine z czterech kontraktów wartych łącznie 2 mld zł i na wszystkich konieczne są nowe przetargi.

- Jeśli na placu budowy okaże się, że konieczne są naprawy usterek po Alpine, nie ma szans na uzyskanie dopłat ani zmianę terminu. A za niedotrzymanie terminu grożą kary umowne. Nikt o zdrowych zmysłach na to nie pójdzie – mówi portalowi Forsal.pl przedstawiciel dużej spółki budowlanej, która zrezygnowała z udziału w postępowaniu.

GDDKiA w napięciu czeka na piątek, kiedy nastąpi otwarcie ofert w przetargu na dokończenie po Alpine prac na odcinek autostrady A1 Świerklany-Gorzyczki wraz z mostem w Mszanie.

>>> Polecamy: Most w Mszanie, czyli o co chodzi w groteskowym konflikcie na budowie autostrady A1

- Podpisanie umowy powinno nastąpić na przełomie trzeciego i czwartego kwartału z terminem zakończenia realizacji wiosną przyszłego roku - twierdzi Urszula Nelken, rzeczniczka GDDKiA.

Ale jeśli nie będzie zainteresowania albo cena będzie zaporowa, terminu nie da się dotrzymać. Przypomnijmy – tym mostem kierowcy powinni jeździć już od 2010 r.

W ciągu najbliższych dni GDDKiA ma też ogłosić przetarg na dokończenie obwodnicy Szczuczyna na drodze do Augustowa, którą opuścił wykonawca FCC (hiszpański udziałowiec Alpine Bau). Zaawansowanie prac jest znikome – na poziomie 16 proc. GDDKiA zapowiada zakończenie robót dopiero w czwartym kwartale 2014 r.

Ostatnia z „pamiątek” po Alpine to trasa ekspresowa S5 Kaczkowo– Korzeńsko (to fragment drogi między Poznaniem i Wrocławiem). Tutaj zaawansowanie robót to 70 proc., a trwają tylko prace zabezpieczające przed sezonem zimowym zlecone w trybie awaryjnym z tzw. wolnej ręki. GDDKIA zapowiada ogłoszenie przetargu na wykonawcę w 2014 r., a zakończenie prac dopiero w wakacje 2014 r.

>>> czytaj też: Miliony za Alpine Bau