Eskalując przemoc nad Dnieprem, prezydent Wiktor Janukowycz ryzykuje izolację. A to byłoby złą wiadomością także dla Polski. Na razie UE wezwała ukraińskiego przywódcę do dialogu z opozycją i skasowania przyjętych w ostatni czwartek przepisów ograniczających prawa obywatelskie.
Właśnie przyjęte w ekspresowym tempie i z naruszeniem wszystkich możliwych procedur przepisy nadały nową dynamikę ukraińskim protestom. Po gwałtownych starciach coraz bardziej radykalizujących się manifestantów z Berkutem (specjalne oddziały milicji) nie trzeba było długo czekać na reakcję Zachodu. Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA Caitlin Hayden zażądała m.in. wycofania specoddziałów z Kijowa. – Stany Zjednoczone będą nadal rozpatrywać dodatkowe środki, w tym sankcje, w odpowiedzi na użycie przemocy – oświadczyła.

Nie wierzą w rozmowy

Źródła dyplomatyczne utrzymują, że czarna lista, która zepchnęłaby ukraińsko-zachodnie relacje polityczne do poziomu Białorusi, jest już gotowa. Sankcje miałyby objąć 10–20 osób, m.in. odpowiedzialnego za działania milicji szefa MSW Witalija Zacharczenkę, a także Andrija Klujewa, który jako sekretarz prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony miał wczoraj rozpocząć rozmowy z opozycją. – Nie wierzymy Janukowyczowi, więc nie ma sensu się z nim umawiać. Mimo to ze względu na poważne starcia zdecydowaliśmy się przyjąć propozycję rozmów – mówił wczoraj Andrij Pawłowski z partii Batkiwszczyna. Do chwili zamknięcia tego wydania DGP negocjacje się jednak nie rozpoczęły, nie było też wiadomo, kto konkretnie będzie je prowadził.
Reklama
Sytuacji na Ukrainie uważnie przyglądają się także unijni dyplomaci. O możliwości wprowadzenia sankcji na tamtejszych urzędników, które polegałyby na zakazie wjazdu na teren UE oraz zamrożeniu majątku, wspominali m.in. szefowie MSZ Litwy i Szwecji. – Przemoc na pewno będzie się wiązać z konsekwencjami. Nie możemy odrzucić możliwości rozważenia sankcji – oświadczył wczoraj litewski minister Linas Linkevičius. – Ostrożność Brukseli jest zrozumiała. Zbyt restrykcyjne podejście wobec władz w Kijowie może jeszcze bardziej uzależnić je od Moskwy – przekonuje DGP politolog Wołodymyr Fesenko.
>>>Restrykcje prawne na Ukrainie, zamiast spacyfikować opozycję, jeszcze bardziej nasiliły protesty. Ludzie wzywają wojsko, by przechodziło na ich stronę. Zapowiadają przedterminowe wybory i tworzenie swojego rządu.

Chaosem w Polskę

Ukraina już zapłaciła cenę za nieustępliwość władz w Kijowie. Jak podał rosyjski dziennik „Wiedomosti”, powołując się na wiceministra energetyki Rosji Anatolija Janowskiego, Komisja Europejska de facto zapaliła zielone światło dla gazpromowskiego South Streamu, gazociągu omijającego Ukrainę od południa. W piątek minister energetyki Aleksandr Nowak miał porozumieć się z KE co do powołania grupy roboczej, która ma rozwiązać konflikty stojące na drodze budowy. Ponadto KE miała odstąpić od żądania renegocjacji umów zawartych przez Rosję z krajami tranzytowymi: Bułgarią, Chorwacją, Serbią, Słowenią i Węgrami.
Europoseł PO Paweł Zalewski powiedział w rozmowie z nami, że radykalizacja na Ukrainie byłaby bardzo złą wiadomością także dla Polaków. Jego zdaniem brak stabilizacji na granicach państwa jest bezpośrednim zagrożeniem dla polskich interesów. – Chaos nad Dnieprem może grozić nie tylko napływem imigrantów z Ukrainy, lecz także wystawieniem na ryzyko polskich inwestycji w naszym kraju – wskazuje z kolei Wołodymyr Fesenko.