Rząd cynicznie podnosi koszty pracy. To nie troska o obywateli, ale skok na kasę

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
16 marca 2014, 10:59
Mysz otoczona pułapkami
Mysz otoczona pułapkami/ShutterStock
Rząd po raz kolejny pokazał, że mentalnie czerpie ze starożytnego Rzymu. Nie jest to niestety nawiązanie do cycerońskiej koncepcji troski publicznej o dobro obywateli ani nawet nawiązanie do koncepcji stoickiego spokoju - pisze w opinii Andrzej Malec.

Przyjęty projekt zmian w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych jest czystym przykładem rzymskiego cynizmu: rząd pod pozorem troski o przyszłe emerytury obywateli zamierza zgarnąć do FUS jeszcze w 2014 r. dodatkowe 650 mln zł (i oczywiście większe kwoty w kolejnych latach).

Rząd deklaruje, że oskładkowuje wynagrodzenia zleceniobiorców i członków rad nadzorczych w trosce o wysokość ich przyszłych emerytur. Czy jednak zainteresowani chcą takiej „troski”? Bez wielkiego ryzyka można powiedzieć, że tę „troskę” uznają za nadmierną członkowie rad nadzorczych. Z reguły są to ludzie, którzy albo na swoją emeryturę już odłożyli (i to bynajmniej nie w ZUS), albo wysokie składki opłacają już z innych tytułów. Dla nich ta „troska” oznacza po prostu mniejsze pensje i pogorszenie wyników finansowych płacących te wynagrodzenie spółek. Myślę jednak, że również bardzo wielu zleceniobiorców „troskę” rządu przyjmie z rezerwą: dla nich przecież oznacza to mniejsze wynagrodzenie już teraz, a może i utratę zajęcia, jeśli zleceniodawca uzna, że koszty pracy są zbyt wysokie, a ponadto wcale nie oznacza, że cokolwiek więcej będzie w przyszłości. Wszyscy pamiętamy do bólu uczciwe wypowiedzi prof. Gwiazdowskiego z czasów, gdy szefował radzie nadzorczej ZUS, oraz Waldemara Pawlaka z czasów, gdy był wicepremierem – obaj nie zachęcali do liczenia na państwowe emerytury. Innymi słowy, gdy rząd mówi dziś, że dziś zabiera – to zabiera dziś, ale gdy mówi dziś, że odda jutro – to tylko mówi.

Nie znamy rzeczywistych skutków zmian

Cynizm władz widoczny jest wyraźnie, gdy zestawi się słabość merytorycznego uzasadnienia dla zmian z podkreśleniem w komunikacie rządu, że zmiany te spowodują wpłynięcie do FUS jeszcze w 2014 r. dodatkowych 650 mln zł. Tu szydło wychodzi z worka. Oby tylko rząd się nie przeliczył. Bo łatwo może się okazać, że skórka niewarta jest wyprawki. Zapewne niejedna spółka wypracuje taki model wynagradzania członków rad nadzorczych, aby koszt fiskalny nie był nadmierny. Nie wydaje to się trudnym zadaniem.

Zapewne też niejeden zleceniobiorca straci zajęcie i poprosi o zasiłek dla bezrobotnych. Niejeden założy jednoosobową firmę, płacąc groszowy ZUS. Niejeden rozpocznie pracę na czarno, będąc pozbawionym elementarnej ochrony choćby w zakresie ubezpieczenia zdrowotnego. I nie płacąc ani złotówki podatku czy składki. A wszystko dzięki „trosce” rządu. Naturalne jest pytanie: czy ktoś próbował oszacować, jakie będą rzeczywiste skutki projektowanych zmian? Sądząc po treści komunikatu z posiedzenia rządu, chce się powiedzieć: „Przypuszczam, że wątpię”.

>>> Czytaj też: 95 lat temu Józef Piłsudski stworzył podwaliny pod polski system ubezpieczeń społecznych

1706566-.jpg
Andrzej Malec ekspert BCC ds. podatków
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj