Ministerstwo Skarbu Państwa, które posiada 99,7 proc. akcji przewoźnika, odkupi pozostałe papiery od załogi oraz od rządowego funduszu TF Silesia. Taka propozycja zarządu spółki ma być głosowana 20 grudnia podczas zgromadzenia akcjonariuszy. W rękach pracowników jest zaledwie 0,06 proc. akcji firmy (TF Silesia posiada 0,2 proc. w kapitale). O ile w przypadku TF Silesii wykup nie budzi większych wątpliwości, o tyle pracownicy patrzą na to zupełnie inaczej.

Oficjalnie nikt w związkach zawodowych spółki nie chce komentować sprawy. Nieoficjalnie wiadomo, że związkowcy próbowali zablokować walne zgromadzenie. Plan był prosty: skrzyknąć jak najwięcej z ponad 4 tys. posiadaczy akcji i sprowadzić wszystkich na salę obrad, za małą, by pomieścić taką liczbę uczestników. – Nie udało nam się. Obecni pracownicy nie chcą ryzykować – wyjawia nam anonimowo jeden z inicjatorów akcji. Dokumenty potwierdzające posiadanie akcji można było składać do soboty, czyli ostatecznego terminu wyznaczonego w ogłoszeniu o zebraniu akcjonariuszy.

Pracownicy, z którymi rozmawialiśmy, dodają jednak, że to i tak byłoby tylko doraźne działanie. – Przecież zarząd spółki wyznaczyłby kolejny termin WZA w miejscu, które pomieściłoby wszystkich. Ale walczyliśmy. Nie chcemy dać się wywłaszczyć – tłumaczy jeden z nich.

Plan dotyczący przymusowego odkupienia walorów uważają za zamach na ich majątek. Przypominają, że gdy otrzymywali akcje w latach 90., każda z nich była warta ok. 100 zł. Obawiają się, że cena, jaką uzyskają od ministerstwa, będzie znacznie niższa. Spekuluje się, że nie większa niż kilkanaście złotych.

Zgodnie z prawem interes majątkowy drobnych akcjonariuszy chroni gwarancja, że otrzymają wartość rynkową swoich akcji. By ją ustalić, wycenę powinien sporządzić biegły, który ma być wyłoniony także na najbliższym walnym LOT-u. Jednak porządek obrad budzi spore wątpliwości, bo tuż po wyborze biegłego ma być ogłoszona cena wykupu. Wniosek: albo wycena jest już gotowa, albo walne zostanie przerwane po wyborze biegłego.

Prawnicy przypominają, że przymusowy wykup (tzw. squeeze out) reguluje art. 418 kodeksu spółek handlowych. Zgodnie z tym artykułem jednym z głównych motywów wprowadzenia przymusowego wykupu akcji drobnych akcjonariuszy jest ochrona akcjonariuszy większościowych przed nadużywaniem praw przez mniejszości. W szczególności chodzi tutaj o bezpodstawne zaskarżanie przez akcjonariuszy mniejszościowych uchwał walnego zgromadzenia.

Z naszych informacji wynika, że resort chce wykupić akcje, bo obecna struktura akcjonariatu spółki według niego nie odzwierciedla praw, jakie przysługują pracownikom. Mogą oni obsadzać członków rady nadzorczej, a nawet jednego członka zarządu.

– Wykup akcji przez MSP jest elementem restrukturyzacji spółki i przygotowania jej do prywatyzacji – twierdzi Sebastian Gościniarek, partner w firmie doradczej BBSG. W zeszłym tygodniu minister skarbu Włodzimierz Karpiński potwierdził, że resort chce sprzedać akcje przewoźnika w przyszłym roku. Ale nie podał, jakie firmy byłyby zainteresowane ich przejęciem.

O prywatyzacji LOT-u zarówno resort skarbu, jak i zarząd spółki wspominają już od maja 2009 r.; m.in. dlatego MSP oraz kontrolowane przez niego TF Silesia odkupiło wtedy 25,1 proc. akcji spółki od syndyka SwissAir (poprzedniego inwestora w Locie). Do tej pory nie ujawniono kwoty transakcji, choć nieoficjalnie mówiło się nawet o kilkuset milionach złotych. Gdy resort skarbu finalizował transakcję z syndykiem SwissAir, pracownicy posiadali w kapitale zakładowym 6,9 proc. akcji. Po dokapitalizowaniu spółki w grudniu 2012 r. przez Skarb Państwa ich udział jest znikomy.

Zapytaliśmy o opinię resort skarbu. – Minister skarbu państwa jako akcjonariusz spółki podejmie decyzję w tej sprawie po otrzymaniu stosownej dokumentacji i dokonaniu analiz, czego wyrazem będzie oddanie głosu w sprawie tej uchwały na walnym zgromadzeniu – powiedziała nam Agnieszka Jabłońska-Twaróg, rzeczniczka prasowa MSP.

>>> Polecamy: Restrukturyzacja górnictwa gorsza niż wojna domowa. Czy Polska potrzebuje Margaret Thatcher?