W lutym stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w woj. warmińsko-mazurskim 19,6 proc. i była najwyższa w kraju – podał Główny Urząd Statystyczny. Pierwsza pozycja regionu w tym rankingu jest nieprzypadkowa. To efekt przede wszystkim likwidacji państwowych gospodarstw rolnych na początku transformacji gospodarki. Choć minęło już od tego czasu prawie ćwierć wieku, nie udało się rozwiązać problemu braku zatrudnienia dla byłych pracowników PGR-ów i ich rodzin. Dlatego nadal wielu jest zarejestrowanych w urzędach pracy. Jeśli jednak uwzględni się szarą strefę gospodarki, to okazuje się, że mieszkańcy woj. warmińsko-mazurskiego są bardzo zaradni. Według najnowszych danych stopa bezrobocia liczona według badań aktywności ekonomicznej ludności wynosiła bowiem w tym regionie w IV kw. ubiegłego roku tylko 6,9 proc. i była o 1,2 pkt proc. mniejsza niż przeciętnie w kraju. Lepiej pod tym wglądem było tylko w woj. opolskim i mazowieckim.

Skąd ta relatywnie dobra sytuacja na rynku pracy w woj. warmińsko-mazurskim? Wynika ona m.in. z kryteriów przyjętych przy ustalaniu stopy bezrobocia w badaniach aktywności ekonomicznej ludności. Są one bardzo restrykcyjne – według nich jeśli dana osoba przepracowała w tygodniu chociażby godzinę, nie jest już zaliczana do grupy bezrobotnych. Nie jest to miernik wymyślony w Polsce. Jest on zgodny z zaleceniami Międzynarodowej Organizacji Pracy i Komisji Europejskiej i został przyjęty we wszystkich krajach Wspólnoty z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Irlandii

>>> Czytaj też: Pozytywny scenariusz dla rynku pracy. Do końca roku bezrobocie poniżej 10 proc.?

– Przy takim określaniu poziomu bezrobocia mieszkańcy woj. warmińsko-mazurskiego wypadają dobrze, ponieważ mają większe możliwości wykonywania prac dorywczych niż mieszkańcy innych regionów. Nauczyli się żyć z brakiem możliwości legalnego zatrudnienia – ocenia prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jesienią i zimą zarabiają, uczestnicząc np. w nagankach podczas zbiorowych polowań. Teraz zbierają m.in. poroża zwierząt – za 1 kg poroża jelenia można otrzymać w tym roku w skupie nawet 100 zł.

Natomiast w innych porach roku, gdy pojawią się jagody czy grzyby, mieszkańcy masowo zajmują się ich zbieraniem i sprzedażą. Ponadto mazurskie jeziora przyciągają miliony turystów. Pojawia się więc dużo prac sezonowych w hotelarstwie i gastronomii. Część mieszkańców zatrudnia się, nie informując o tym fiskusa, pozostając w rejestrach urzędów pracy jako osoby bezrobotne. Inni gremialnie odwiedzają obwód kaliningradzki Federacji Rosyjskiej, gdzie kupują tańsze produkty, które potem sprzedają z zyskiem na polskich bazarach.

Podobnie jest na Podkarpaciu. Tam także sporo osób żyje z tego, co da las, z pracy w szarej strefie czy handlu przygranicznego. Jednak taką możliwość zarobku ma mniej osób, ponieważ np. zakupy na Ukrainie są trudniejsze w związku z tocząca się tam wojną i dużą inflacją. Ponadto na Podkarpaciu baza turystyczna jest mniej rozwinięta, co sprawia, że i pracy poza wiedzą fiskusa jest mniej. Dlatego bezrobocie w woj. podkarpackim liczone według BAEL jest najwyższe w kraju i wyniosło pod koniec ubiegłego roku 13,8 proc. To sprawia, że bardzo dużo osób z tego regionu wyjeżdża za pracą za granicę – według dostępnych danych w 2011 r. aż co 12. mieszkaniec woj. podkarpackiego przebywał za granicą ponad trzy miesiące, a w woj. warmińsko-mazurskim co 13.