Jemen graniczy z Arabią Saudyjską, która jest największym na świecie eksporterem ropy naftowej. Leży też nad cieśniną Bab al-Mandab – ważnym kanałem żeglugowym łączącym Europę z Dalekim Wschodem. To właśnie przez tą cieśninę przepływają tankowce z Zatoki Perskiej zmierzające w stronę Zachodu.

W nocy ze środy na czwartek Arabia Saudyjska wspierana przez 10 innych krajów rozpoczęła operację militarną w Jemenie. Jej celem jest wsparcie prezydenta Hadiego w obliczu rebelii Huti. Aden to bastion Hadiego, w którym schronił się po przejęciu przez szyickich Huti kontroli nad jemeńską stolicą, Saną, na początku lutego.

Jak wynika z informacji telewizji Al-Arabija, Arabia Saudyjska skierowała do operacji 100 samolotów i 150 tys. żołnierzy. W operacji udział bierze też lotnictwo z Egiptu, Maroka, Jordanii, Sudanu, Kuwejtu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru i Bahrajnu. Gotowość do udziału w ofensywie lądowej wyraziły Egipt, Pakistan, Jordania i Sudan. Czytaj więcej na ten temat tutaj.

Jemen produkuje mniej czarnego złota niż Dania

"Choć tysiące baryłek ropy z Jemenu nie mają większego znaczenia dla świata, miliony baryłek z Arabii Saudyjskiej liczą się już znacznie bardziej” – ocenia John Vautrain, specjalista ds. rynku energii w firmie Vautrain & Co z Singapuru. „Arabia Saudyjska jest zaniepokojona rozprzestrzeniającymi się rebeliami w Jemenie”.

Jemen produkuje około 133 tys. baryłek ropy dziennie – mniej niż Dania - wynika z danych Międzynarodowej Agencji Energii (EIA) za 2013 rok. Plasuje to ten kraj dopiero na 39. pozycji wśród największych producentów ropy na świecie. Jeszcze w 2001 roku Jemen produkował 440 tys. baryłek ropy dziennie.

W reakcji na eskalację napięcia na Wschodzie, cena baryłki ropy typu Brent wzrosła w czwartek na giełdzie w Londynie o 5,8 proc. do 3,3 dol. do 59,78 dol. Ropa typu WTI na giełdzie w Nowym Jorku podrożała o 6,6 proc. do 52,48 dol.

„Reakcja na rynku ropy jest nerwowa – mamy wyraźny ruch w górę. To też tłumaczy dlaczego od jakiegoś czasu rynek ignorował fakt dynamicznie rosnących zapasów surowca” – komentuje Marek Rogalski, analityk DM BOŚ. „Ogromne zapasy surowca w USA będą w długim okresie działać jako czynnik stabilizujący ceny surowca, gdyby te mogły zacząć rosnąć za sprawą wydarzeń w Jemenie”.

Zdaniem analityka, zamieszanie w Jemenie stało się też pretekstem do zwiększenia popytu wokół aktywów uznawanych za bezpieczne. „Dzisiaj w górę idą frank, jen, a także złoto. W efekcie doszło do złamania bariery 1200 USD za uncję kruszcu. Na to nałożyła się też obserwowana wczoraj po południu słabość dolara po gorszych danych na temat zamówień na dobra trwałego użytku w USA. Niemniej kwestia odbicia przecenionego od ubiegłej środy dolara, jest kwestią najbliższych dni".

Strategiczne położenie i ryzyko paraliżu dostaw ropy

“Jemen nie jest dużym producentem o ropy, jednak jego położenie geograficzne i polityczne znaczenie jest bardzo ważne dla regionu Bliskiego Wschodu” – uważa Ric Spooner, analityk w CMC Markets z Sydney.

Cieśnina Bab el-Mandeb, nad którą leży Jemen, jest czwartym największym na świecie kanałem transportowym pod względem ilości przewożonych towarów. Cieśnina ma 18 mil szerokości (28 km) w najwęższym miejscu. Oprócz Jemenu sąsiaduje z Dżibuti i Erytreą i łączy Morze Czerwone z Zatoką Edeńską i Morzem Arabskim.

W 2013 roku przez cieśninę Bab el-Mandeb transportowanych było 3,8 mln baryłek ropy i produktów ropopochodnych dziennie – wynika z danych EIA. Ponad połowa dostaw przepływała następnie przez Kanał Sueski i trafiała do rurociągu Sumed, łączącego port Ajn Suchna nad Zatoką Sueską na Morzu Czerwonym z terminalem naftowym Sidi Kerir nad Morzem Śródziemnym.

Zamknięcie cieśniny może zablokować tankowcom z Zatoki Perskiej drogę od Kanału Sueskiego i rurociągu Sumend, zmuszając je do okrążenia południowego wybrzeża Afryki. Dramatycznie podniesie to koszty i czas dostaw ropy – alarmuje EIA. Z kolei statki z ropą płynące z Europy i Ameryki Północnej nie będą mogły wówczas skorzystać z najkrótszej bezpośredniej drogi do Azji.

„Konflikt w Jemenie narasta w ogromnym tempie, a to postrzegane jest jako zagrożenie dla międzynarodowych dostaw ropy” – mówi Theodore Karasik z Dubaju, niezależny analityk ds. geopolityki. „Istnieją obawy, że wymykający się spod kontroli Jemen stanie się bazą dla piratów grasujących w obszarze Morza Czerwonego” – dodaje ekspert.

>>> Czytaj też: Wojna w Jemenie wzmocni rosyjskiego rubla. Kłopoty na europejskich giełdach

Co więcej, w grze może pojawić się także Iran – odwieczny wróg Arabii Saudyjskiej. Zdaniem Marka Rogalskiego, analityka DM BOŚ, szeroko zakrojona interwencja militarna Arabii Saudyjskiej i jej sojuszników może zapowiadać dłuższy konflikt .

„Obecny konflikt pokazuje też coś innego – USA nie angażują się już militarnie, a rośnie polityczne znaczenie Rijadu. W dłuższym horyzoncie będą rysować się dwa silne ośrodki – wspomniane Rijad i Teheran dzielące między sobą strefę wpływów. Pytanie, jak to wszystko wpłynie na oczekiwany przez irańskich ajatollahów deal atomowy, który ma udowodnić, że Teheran nie dąży do wyprodukowania broni masowego rażenia i doprowadzić do zniesienia sankcji. Irańczycy już od dłuższego czasu składują ropę m.in. na tankowcach, aby ją upłynnić po zniesieniu sankcji” – wyjaśnia Marek Rogalski.

W Jemenie walka o władzę między Hadim a ugrupowaniem Huti trwa od kilku miesięcy. Huti są wspierani przez szyicki Iran, a prezydent Hadi przez kraje Zatoki Perskiej, m.in. sunnicką Arabię Saudyjską. Huti oświadczyli w czwartek, że są gotowi odeprzeć kampanię pod dowództwem saudyjskim bez pomocy sojuszniczego Iranu.

Bloomberg/PAP/Forsal.pl