Prawie 6 proc. wartości transakcji wezmą sobie jako prowizję od każdej płatności kartą czy wypłaty z bankomatu za granicą mBank (5,9 proc. od maja) i Citi Handlowy (5,8 proc. od czerwca). 3 proc. od operacji wykonanych niektórymi kartami poza Polską już dziś liczy sobie BNP Paribas. 2,8 proc. – BZ WBK. Niekorzystne dla klientów zmiany wprowadził też Meritum Bank. To tylko kwestia czasu, kiedy opłaty podniosą kolejne banki – zapowiadają specjaliści.

Jaki jest powód tej nagłej fali podwyżek? Troska bankowców o poziom przychodów. – Przyczyn może być kilka, ale najważniejsza to niedawna obniżka stawki interchange. Banki chcą po prostu zrekompensować sobie ubytek przychodów z tego tytułu – tłumaczy Dawid Kulbicki, dyrektor rozwoju produktu Grupy Lew.

Interchange to opłata, którą właściciele sklepów odprowadzają do banków z tytułu przyjętych płatności kartami. Od stycznia została ona ustawowo obniżona z 1,6 do 0,2–0,3 proc., co oznacza dla banków rocznie ok. 1 mld zł przychodów mniej.

Paradoksalnie drugim powodem podwyżki stawek jest decyzja w gruncie rzeczy korzystna dla klientów. Visa, której logo jest na większości kart płatniczych wydawanych przez polskie banki, od stycznia umożliwia przewalutowanie zagranicznych transakcji kartami bezpośrednio na złote po korzystnym kursie. W rezultacie przy płatności kartą w funtach lub wybraniu z bankomatu dolarów transakcja od razu jest przeliczana na złote. Wcześniej było tak, że organizacja najpierw przewalutowywała ją na euro, a później bank – wydawca karty, po swoim kursie na złote. I na tym zarabiał. Teraz tej możliwości nie ma. Stąd podwyższanie prowizji, które zniwelują korzyści, jakie klienci odnieśli z decyzji Visy.

Jest jednak sposób na zaoszczędzenie.

– Odpowiedzią klientów na taką politykę banków powinno być poszukiwanie tańszych rozwiązań alternatywnych. A takie są na rynku – zachęca Robert Łaniewski, prezes Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego.

Nowe warunki finansowe korzystania z kart płatniczych za granicą wprowadzone już przez kilka banków pozbawiają klientów korzyści, jakie odnieśli po decyzji Visy w sprawie zmiany sposobu przewalutowania transakcji zagranicznych. Bankowcy przekonują, że nowe cenniki wcale nie są tak niekorzystne dla klientów jak dotychczasowe.

>>> Polecamy: Brytyjski gigant bankowy ucieknie z Wysp? HSBC rozważy przeniesienie centrali

Banki wyjaśniają

Jak tłumaczy przedstawicielka Citi Handlowego, wcześniej transakcje wykonane w innej walucie niż euro podlegały przewalutowaniu dwukrotnie: najpierw przez organizacje płatnicze na walutę rozliczeniową, jaką było euro, i drugi raz przez bank na złote ze spreadem w wysokości 4 proc. Nowe zasady upraszczają ten proces. – Są znacznie czytelniejsze dla klienta. Po wprowadzeniu zmiany transakcja zagraniczna zostanie przeliczona po kursie organizacji płatniczej, a bank pobierze jedną prowizję w wysokości określonej w tabeli opłat i prowizji – twierdzi Anna Krusińska, ekspert z departamentu kart kredytowych Citi Handlowego. Jej zdaniem dzięki temu o wiele łatwiej oszacować koszty transakcji, a gdyby rynek zgodnie ujednolicił te zasady, klient dodatkowo zyskałby jeszcze możliwość porównania ofert między bankami.

W podobnym tonie wypowiada się również przedstawicielka mBanku. – Transakcje wykonywane kartami Visa przeliczane są przez tę organizację od razu na złote. Bank dolicza z tego tytułu prowizję w wysokości 5,9 proc., ale klient nie traci na podwójnym przewalutowaniu – ocenia Joanna Erdmann, odpowiedzialna za rozwój biznesu kartowego w mBanku.

Jednak taka argumentacja nie przekonuje specjalistów. – Z punktu widzenia banku rozliczenie transakcji zagranicznej od rozliczenia transakcji krajowej właściwie niczym się nie różni. Nie ma tu takich dodatkowych kosztów, które uzasadniałyby pobieranie przez banki wysokich prowizji z tego tytułu – uważa Dawid Kulbicki, dyrektor rozwoju produktu w Grupie Lew. Jego zdaniem banki rekompensują sobie w ten sposób ubytek dochodów z interchange. Prowizja ta w wyniku dwóch administracyjnych regulacji została obniżona w krótkim czasie z 1,6 proc. do 0,2–0,3 proc., odpowiednio dla transakcji kartami debetowymi i kredytowymi.

Podwyżka prowizji zagranicznych to tylko jeden ze sposobów stosowanych przez banki. Inne to wzrost opłat za prowadzenie rachunków, używanie kart czy wypłaty z bankomatów.

Eksperci podkreślają jednak, że klienci nie są skazani na dyktat banków i mogą w łatwy sposób ominąć nowe prowizje. Instrumenty podsuwają same banki – to karty wydawane do rachunków walutowych. Są one dostępne w wielu instytucjach. Na przykład mBank wydaje je do kont w euro, dolarze i funcie brytyjskim. Prowadzenie rachunku jest bezpłatne, podobnie jak wydanie do niego karty walutowej. Jej użytkowanie w pierwszym roku również jest bezpłatne. Później trzeba się liczyć z opłatą w wysokości kilkudziesięciu złotych rocznie, ale można jej uniknąć, zastrzegając kartę przed końcem pierwszego roku użytkowania.

Ponadto przedpłacone karty walutowe można zamówić w innych instytucjach, np. w kantorach walutowych. Znajdują się one w ofercie choćby Cinkciarza.pl, dostępne są w euro, funtach i dolarach. Wyrobienie każdej kosztuje 15 zł. W prowizji tej zawarta już jest opłata za przesyłkę. – Nasze karty walutowe trudno nazwać odpowiedzią na to, co w tej chwili proponują banki, bo mamy je w ofercie od dawna. Jesteśmy jednak przekonani, że w obecnej sytuacji są świetnym rozwiązaniem dla klientów. Polecamy je wszystkim, którzy jadąc za granicę, chcą płacić w tani, wygodny i bezpieczny sposób – mówi Piotr Kiciński, wiceprezes Cinkciarz.pl.

>>> Czytaj też: Słowacy uratują najstarszy polski park rozrywki? Zainwestują 30 mln zł