Do połowy sierpnia, czyli zanim zostanie uzgodniony długoterminowy program pomocowy, Ateny potrzebują około 12 miliardów euro. Greckie władze bowiem muszą spłacić zaległy kredyt wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ratę długu wobec Europejskiego Banku Centralnego, a także wypłacić emerytury i pensje pracownikom administracji publicznej.
Jedną z możliwości wsparcia Grecji jest wykorzystanie tymczasowego funduszu ratunkowego, w którym swój wkład mają wszystkie kraje członkowskie.

Państwom spoza eurolandu taki pomysł się jednak nie podoba. „Mogę potwierdzić, że zastrzeżenia w tym zakresie zostały zgłoszone przez kilka krajów spoza strefy euro, musimy to bez wątpienia wziąć pod uwagę” - powiedział wiceszef Komisji Europejskiej Valdis Dombrovskis. Swojego sprzeciwu wobec wykorzystania funduszu na pomoc dla Grecji nie kryje między innymi Wielka Brytania. Londyn uważa bowiem, że wsparcie dla Aten jest problemem eurolandu i nie ma mowy, aby brytyjscy podatnicy się do niego włączyli.

Jeżeli chodzi o Polskę, to nasz kraj na razie czeka na konkretne propozycje w sprawie finansowania dla Grecji. Zapowiada, że jeśli wśród nich znajdzie się taka propozycja, która będzie wymagała decyzji 28 państw, „rozważy ją, o ile zostanie zminimalizowane ryzyko dla polskich podatników”. Ostateczna decyzja - jak głosi polskie stanowisko - zostanie podjęta w „duchu solidarności europejskiej, ale z zachowaniem ścisłej ochrony interesów Polski”.