Kryzys walutowy, który wybuchł w 1994 w Meksyku (tzw. kryzys tequila), szybko przeniósł się do Azji i wywołał lawinę dewaluacji walut. W ten sposób w 1997 roku rozpoczął się azjatycki kryzys finansowy, który pociągnął za sobą serię bankructw firm i banków i doprowadził do recesji w wielu państwach kontynentu.

Czy obecne zawirowania na rynku są sygnałem pękania nowej ogromnej bańki? Rzeczywiście, między kryzysem z lat 90. i dzisiejszą sytuacją widać wiele podobieństw, ale nie brakuje też istotnych różnic. Tym razem azjatyckie gospodarki mają silniejsze rachunki obrotów bieżących, zdrowsze finanse publiczne i pokaźne rezerwy walutowe, które mogą stać się solidniejszym buforem przeciw finansowym turbulencjom.

Ryzyko jednak narasta coraz bardziej. Przełomowym momentem była przeprowadzona 11 sierpnia dewaluacja juana, która zatrzęsła rynkami wschodzącymi – od Wietnamu, po Kazachstan i zagraża gospodarkom rozwijającym się, takim jak Brazylia czy Turcja. Decyzja Państwa Środka o osłabieniu swojej waluty spowodowała wyprzedaż na globalnych giełdach. W poniedziałek indeks SCI w Szanghaju spadł aż o 8,45 proc. Tak dużego jednodniowego spadku nie notowano od 2007 roku. W całym ubiegłym tygodniu chińska giełda straciła ponad 11,5 proc. Spadki na tamtejszym rynku trwają od połowy czerwca. Wcześniej w ciągu roku indeks wzrósł o około 160 procent. W ślad za azjatyckimi parkietami tracą też indeksy europejskie i amerykańskie. Polski WIG i WIG20 w poniedziałek rano spadały o ponad 3 proc.

>>> Czytaj więcej: Czarny poniedziałek na chińskiej giełdzie. Indeksy dołują, spekulanci sprzedają

Gwałtowna burza na rynkach

Dewaluacja juana jest następstwem spowolnienia gospodarczego w drugiej największej gospodarce na świecie i pierwszej w Azji (w 1994 roku Chiny wyprzedzała pod tym względem Japonia). Dochodzi do tego wyprzedaż na globalnych rynkach surowcowych, która uderza w gospodarki od Brazylii, po Australię, Malezję i RPA. Chińskie firmy mogą teraz zastąpić eksporterów z pozostałych państw azjatyckich i wypierać na globalnym rynku swoich konkurentów z innych rynków wschodzących. Wszystko to dzieje się w momencie, kiedy amerykański Fed szykuje się do przeprowadzenia pierwszej od wybuchu globalnego kryzysu finansowego podwyżki stóp procentowych.

„Gwałtowna burza na rynkach takich jak Brazylia i PRA jest nie tylko możliwa, ale bardzo prawdopodobna” – uważa Stephen Jen, współtwórca londyńskiego funduszu hedgingowego SLJ Macro Partners. „Nie przewiduję jednak nowego kryzysu w Azji. Głównym powodem jest to, że azjatycki kryzys z 1997 roku już oczyścił rynek finansowy tego regionu, więc odporność Azji powinna być większa” – dodaje.

Jeszcze przed 1994 rokiem Azja była pępkiem świata na inwestycyjnej mapie globu. Przez wielu inwestorów była postrzegana jako gospodarczy cud XX wieku. Euforia nie trwała jednak długo. Dewaluacja chińskiej waluty przeprowadzona 21 lat temu często jest uważana za bezpośrednią przyczynę kryzysu rynków wschodzących. Podwyżka stóp procentowych zrealizowana w tym samym czasie przez amerykańską Rezerwę Federalną okazała się iskrą, która ostatecznie rozpaliła ognisko kryzysu – twierdzą analitycy Lombard Street Research.

Tegoroczna decyzja chińskiego banku centralnego zmusiła Wietnam do podjęcia podjęcia tych samych kroków i zdewaluowania miejscowego donga. W zeszłym tygodniu władze monetarne Kazachstanu zniosły kontrolę nad swoją walutą. W rezultacie kazachski tenge stracił ponad 20 proc. wartości względem dolara. Pokaźne spadki notuje ten rand i lira – waluty RPA i Turcji.

>>> Czytaj też: Chiny osłabiają juana. Wywoła to trzęsienie ziemi na globalnych rynkach

Różnice i podobieństwa

„Korekta spadkowa w Azji rozpoczęła się już 2013 roku - ten cykl był i pozostanie bardzo bolesny” – piszą ekonomiści Morgan Stanley w poniedziałkowym raporcie. Podkreślają jednak, że choć ten trend będzie kontynuowany, powtórka scenariusza z lat 1997-1998 jest mało prawdopodobna. Ich zdaniem, sytuacja na krajowym rynku długu państw azjatyckich jest teraz znacznie lepsza, nie ma presji inflacyjnej, a na rachunkach obrotów bieżących notowane są nadwyżki. Dodatkowo, kursy walutowe są elastyczne, a zgromadzone rezerwy walutowe zapewniają władzom w regionie większą kontrolę nad płynnością.

Sedno azjatyckiego kryzysu z lat 90. tkwiło w nieracjonalnych sztywnych powiązaniach lokalnych walut z dolarem, nieodpowiednim poziomie rezerw i dużej ekspozycji na napływ pieniędzy spekulacyjnych – twierdzi Stephen Roach z Yale University. W przypadku dwóch pierwszych czynników widać dziś zdecydowane różnice, istnieje jednak jedno niepokojące podobieństwo między kryzysem z lat 90. i obecną sytuacją: chińska ekspozycja na wart 1 bln dol. dług bankowy denominowany w amerykańskiej walucie, powiązany ze strategią carry trade na juanie – uważa Roach. Słabsza lokalna waluta staje się dodatkowym ciężarem dla i tak już obciążonych chińskich firm, które teraz będą musiały płacić więcej juanów za ich zobowiązania w amerykańskich dolarach.

Azja ma dziś ponadto jeszcze jedną nową słabość: całkowitą zależność regionalnych gospodarek od spowalniających Chin – twierdzi Stephen Roach. W połowie lat 90. głównym nabywcą ich produktów były bowiem dynamicznie rozwijające się Stany Zjednoczone. „Oznacza to, że spadek chińskiego eksportu – a jest on bardzo mocny (-8,3 proc. rok do roku w lipcu) – przełoży się na problemy pozostałej części Azji zależnej od Chin” – mówi ekspert.

Polska i Węgry w grupie ryzyka

Z szacunków Bank of America Merrill Lynch wynika, że do końca 2016 roku juan straci względem dolara 6,5 proc. wartości, co da blisko 10-procentową deprecjację chińskiej waluty. Stephen Jen z SLJ Macro Partners prognozuje, że tak mocne osłabienie juana spowoduje spadek wartości walut z innych państw azjatyckich o 5-20 proc.

Najbardziej narażone na dewaluację jena są dziś gospodarki Wietnamu, Tajlandii, Korei Południowej i Malezji – wynika z analiz Lombard Street Research. W Europie w kręgu ryzyka są też Węgry i Polska, przy czym najmocniej ucierpieć może Turcja – uważa ekonomistka Shweta Singh z Lombard Street Research w Londynie.

>>> Czytaj też: Ekspansja polskiej gospodarki trwa. Potwierdzają to twarde dane

Poprzednia dewaluacja juana była objawem innych problemów dręczących region w tamtym czasie, nie była główną przyczyną wybuchu kryzysu – twierdzi Glenn Maguire, ekonomista Australia & New Zealand Banking Group z Singapuru. Jego zdaniem, azjatyckie waluty nie są już sztywno powiązane z kursem dolara, gospodarki Azji mają więc większą zdolność do dostosowania się do zmieniających się warunków na rynku.

Zupełnie inne są też perspektywy amerykańskiej polityki monetarnej. W 1994 roku Fed agresywnie podnosił stopy procentowe. Teraz, w obliczu pogarszających się prognoz globalnego wzrostu gospodarczego i umacniającego się dolara, szanse na podwyżkę stóp w przyszłym miesiącu spadły już poniżej 50 proc. – uważają analitycy Credit Suisse Group.

Analizując podobieństwa między azjatyckim kryzysem i dzisiejszymi okolicznościami wymienić należy słabość niektórych państw rozwijających się, w tym całej Ameryki Łacińskiej, Turcji i RPA – twierdzi Shane Oliver, szef zespołu strategii inwestycyjnych w funduszu AMP Capital Investors z Sydney. „Chiny włożyły kij w mrowisko” – mówi analityk.