Z nielegalnym wydobyciem bursztynu ukraińskie władze nie mogą sobie poradzić od lat. Lasy w obwodach wołyńskim, równieńskim i żytomierskim pełne dziur – śladów po kopaczach jantaru wyglądają jak po solidnym bombardowaniu, a kosztów szkód ekologicznych nikt nawet nie próbuje szacować. Pogarszająca się sytuacja gospodarcza sprawiła, że w tym roku można już mówić o inwazji kopaczy nielegalnie wydobywających bursztyn.

”Nielegalne wydobycie kwitnie, osiąga przemysłową skalę. Całe rejony są kontrolowane przez bandy – okresowo dochodzi do strzelaniny między bandami, a nawet z miejscową ludnością. Rejon mało odróżnia się od okupowanego Donbasu. Tam trzeba wprowadzać wojsko” – opisuje sytuację w lasach Polesia serwis informacyjny censor.net.

Główne kierunki nielegalnego handlu ukraińskim bursztynem to dziś kraje Unii Europejskiej, w tym Polska, a także Chiny. Jak wielka jest skala czarnego rynku bursztynu pokazują statystyki ukraińskich służb celnych i milicji. Tylko w sierpniu przejęły one ponad 4 tony nielegalnie wydobytego bursztynu. To tylko wierzchołek góry lodowej. Szacuje się, że w 2014 r. bursztynowa mafia wydobyła 300 ton surowca przy wartości od 400 do 5800 dolarów za kilogram (w zależności od frakcji – im większe bryły, tym droższe). Legalne wydobycie bursztynu na Ukrainie to raptem 1,6 tony.

>>> Czytaj też: Polski bursztyn może być bardziej zyskowny niż gaz łupkowy?

„Ukraina jest światowym liderem wydobycia i eksportu bursztynu. Ale to tajemnica, dlatego, że budżet państwa nie ma z tego ani kopiejki. Prawie całe wydobycie bursztynu w Ukrainie odbywa się nielegalnie, kamień jest przemycany bez ceł i podatków. Cały dochód ląduje na rachunkach struktur kryminalnych i służb mundurowych. W tym samym czasie państwowe przedsiębiorstwo zajmujące się wydobyciem bursztynu „Bursztyn Ukrainy” znajduje się w stadium bankructwa. To tak, jakby w Arabii Saudyjskiej nikt nie wiedział, że ich kraj jest liderem w wydobyciu ropy naftowej a cały surowiec szedł na eksport na lewo. Ukraiński jantar – jeden z lepszych na świecie pod względem jakości – zapełnia rynki wielu miast, a w naszym kraju nie ma ani giełdy, ani centrów handlu tym kamieniem, ani przemysłu jego obróbki” – opisuje sytuację z ukraińskim bursztynem serwis „Czwarta Władza”.

Kopacze kontra milicja

Do pierwszych starć nielegalnych poszukiwaczy bursztynu z milicją doszło w marcu tego roku w okolicach Równego. 200 kopaczy starło się z 40 próbującymi im przeszkodzić milicjantami. Siedmiu milicjantów zostało pobitych, zniszczono też kilka samochodów milicyjnych. Potem było już tylko gorzej. Informacje o starciach zaczęły pojawiać się coraz częściej. Coraz większa stała się też ich skala.

Pod koniec września do ochrony porządku publicznego skierowano około tysiąca funkcjonariuszy MSW, Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, straży pożarnej, gwardii narodowej, służby leśnej i organizacji społecznych. Na pomoc przybyli też pracownicy milicji z sąsiednich obwodów – raportowało wołyńskie MSW. Przeciwko kopaczom bursztynu wysłano nawet transportery opancerzone. W odpowiedzi rozjuszeni ludzie zablokowali międzynarodową trasę Kijów – Warszawa.

Ściągnięcie sił porządkowych nie uspokoiło wcale sytuacji, co dzień media informują o kolejnych zatrzymaniach kopaczy, zaś liczby zatrzymanych za każdym razem idą w dziesiątki a nawet setki osób. Tylko 28 września w trakcie milicyjnej obławy zatrzymano 193 kopaczy bursztynu. „W masywie leśnym rejonu maniewiczewskiego milicja otoczyła około 2000 osób, które nielegalnie wydobywały bursztyn” – informowało w oficjalnym komunikacje ukraińskie MSW. Kopacze stawili opór a w odpowiedzi milicja oddała strzały ostrzegawcze zatrzymując część uczestników starć.

Ustawą w mafię

Bursztynowa gorączka rozpoczęła się na dobre jesienią 2010 r. – we wrześniu parlament zmienił ustawę o bursztynie rezygnując z uznawania go za kamień półszlachetny, a już w grudniu po wecie ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza ustawę uchylił. W efekcie wydobycie bursztynu znalazło się w luce prawnej, w której wszystkie chwyty są dozwolone.

Rząd zapowiada ustawowe uregulowanie sytuacji ale zapowiedzi konkretnych rozwiązań zmieniają sie jak w kalejdoskopie. Raz mowa o legalizacji wydobycia bursztynu przez prywatne osoby i firmy, innym razem o wzmocnieniu kontroli i monopolu państwa.

W połowie czerwca premier Arsenij Jaceniuk przedstawił plan wzięcie wydobycia bursztynu pod kontrolę władz i zapowiedział wniesienie do parlamentu ustawy, która położy kres nielegalnemu wydobyciu. Ministerstwo ekologii i zasobów naturalnych przedstawiło równocześnie zarys proponowanych zmian ustawowych, które pozwoliłyby wydobywać bursztyn osobom prywatnym. „Damy możliwość państwowemu przedsiębiorstwu „Ukraiński Bursztyn” zawierać umowy z miejscową ludnością, która na zlecenie firmy będzie legalnie wydobywać bursztyn. W ten sposób zalegalizujemy sytuację” – zapowiadał minister ekologii Ihor Szewczenko.

Zapowiadane zmiany do dziś nie zostały uchwalone. Nielegalni kopacze wcale z resztą nie są taką współpracą zainteresowani. Gdy władze obwodu wołyńskiego wystąpiły z propozycją stworzenia komunalnej firmy Bursztyn Wołynia, która zajęłaby się wydobyciem dając pracę kopaczom, ci oświadczyli wprost, że chcą nadal wydobywać samodzielnie.

>>> Czytaj też: Ukraina walczy z nielegalnym pozyskiwaniem bursztynu

Bursztyn to skarb dla budżetu

Na początku sierpnia premier Arsenij Jacenkiuk zapowiedział wprowadzenie monopolu państwa na wydobycie bursztynu i ścisłą kontrolę tego sektora, poinformował o planach wprowadzenia licencji na wydobycie. Te zmiany mają przynieść już w 2016 roku 1 mld hrywien dodatkowych dochodów do budżetu państwa. Natalia Jaresko, minister finansów, podliczyła, że łączne dochody państwa z legalizacji wydobycia bursztynu i hazardu wyniosłyby 5,5 mld hrywien rocznie, czyli ok. 230 mln dolarów.

Jeszcze korzystniejsze szacunki przedstawił ekonomista Ołeksandr Wowczenko.  Jego zdaniem legalne wydobycie bursztynu mogłoby przynosić rządowi corocznie od 300 do 500 mln dolarów. Wowczenko zauważa, że obecne wydobycie pochodzi głównie z dwóch złóż wołyńskich. Legalizacja i sensowne zorganizowanie przez państwo procesu wydobycia pozwoliłoby doprowadzić do uruchomienia wydobycia w całym tzw. „słonecznym pasie” ciągnącym się od Wołynia, aż do obwodu połtawskiego w centralnej części Ukrainy. Zasoby tego złoża szacowane są na 2 tys. – 10 tys. ton.

Na razie jednak napięcie rośnie, a milicyjne represje nie powstrzymują napływu ludzi, którzy w nielegalnym wydobyciu znaleźli dobre źródło utrzymania. W sierpniu średnia miesięczna płaca znów zmniejszyła się o 3,4 proc., przy czym u pracowników rolnictwa, leśnictwa i rybołówstwa spadek zarobków wyniósł prawie 9 proc.

Kilogram bursztynu kosztuje tyle, co równowartość wielomiesięcznych, a nawet wieloletnich przeciętnych zarobków na prowincji. Bardzo trudno będzie przekonać tych ludzi do odstąpienia od kopania. Raczej należy się spodziewać setek nowych przybyszów.