Rosyjski resort obrony oświadczył, że traktuje to jako "akt wrogości" i że opracuje pakiet działań, mających być odpowiedzią na tego typu ataki.

Ankara utrzymuje, że maszyna naruszyła turecką przestrzeń powietrzną, a piloci przed zestrzeleniem byli wielokrotnie ostrzegani. Natomiast Moskwa, powołując się na tak zwane "obiektywne środki kontroli lotu” przekonuje, że samolot znajdował się nad terytorium Syrii. Tam zresztą spadły jego szczątki. Obaj piloci zdołali się katapultować, jednak znaleźli się nad terenem kontrolowanym przez turkmeńskich bojowników. Ci twierdzą, że ich zastrzelili.

Prezydent Rosji jest oburzony zestrzeleniem przez Turcję rosyjskiego samolotu. W opinii Władimira Putina, Rosja prowadzi heroiczną walkę z terroryzmem, w której żołnierze nie szczędzą sił i życia. "Dzisiejsza strata to nóż w plecy, który wbili nam sprzymierzeńcy terrorystów" - oświadczył Władimir Putin. Rosyjski przywódca dodał, że samolot został zestrzelony rakietą powietrze - powietrze, gdy znajdował się kilometr od tureckiej granicy. "Ani nasz samolot, ani nasi piloci nie stanowili zagrożenia dla Turcji" - podkreślił Putin. W jego opinii, incydent będzie miał poważne skutki dla stosunków Moskwy z Ankarą.

Pierwsze skutki już zresztą są: szef rosyjskiej dyplomacji odwołał jutrzejszą wizytę w Turcji. Siergiej Ławrow powiedział też, że odradza obywatelom Federacji Rosyjskiej podróże do Turcji, bo kraj ten jest zagrożony terroryzmem w równym stopniu co Egipt.. Jedno z rosyjskich biur podróży już zapowiedziało, że rezygnuje z organizowania wycieczek do tego kraju.
Po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu pasażerskiego nad Synajem 31 października i śmierci 224 osób, Moskwa zakazała Rosjanom podróży do Egiptu

>>> Czytaj też: Putin o zestrzeleniu rosyjskiego Su-24. "To jak nóż w plecy. Będą poważne konsekwencje ze strony Moskwy"