ObserwatorFinansowy.pl: Profesor Janusz Filipiak, założyciel informatycznego Comarchu, uważa, że w Polsce nie powstanie firma na miarę Google, nie powstanie też Dolina Krzemowa. Przyczyna jest prozaiczna: zbyt mały rynek. Zgadza się pani?

Maria Olsson: Rzeczywiście nie powstanie coś w skali amerykańskiej Doliny Krzemowej. Tylko, czy to znaczy, żeby nie próbować robić niczego? Sądzę, że to kwestia perspektywy. Polski rynek przecież jest elementem rynku europejskiego, więc Polska może stać się europejskim hubem innowacyjności. Poprzeczkę trzeba sobie stawiać wysoko. Gdybyśmy chcieli wybudować zaledwie „dolinkę krzemową”, to chyba nie pociągnęlibyśmy taką ideą zbyt wielu, prawda?

Fundacja Gospodarcza Polonii Świata, której pani przewodniczy, postanowiła sobie za cel taki „hub” w Polsce stworzyć.

To wszystko z inicjatywy profesora Wiesława Nowińskiego, wybitnego naukowca pracującego na co dzień w singapurskiej Agencji Nauki, Technologii i Badań. To on opracował autorski program budowy Polski innowacyjnej*, który daje zalążek do powstania naszej Doliny Krzemowej. Przedstawił go w polskim parlamencie już w 2012 r. Niestety, politycy jakoś go nie podchwycili. Teraz staramy się tę ideę ożywić.

Co konkretnie chcecie zrobić?

Kluczem jest wykorzystać talent Polaków.

>>> Czytaj też: Jak Izrael stał się nową Doliną Krzemową

To ogólnik.

Niekoniecznie. Talent to bardzo konkretna rzecz i na Zachodzie to wiedzą, więc z chęcią nasze talenty wykorzystują, ściągając do siebie polskich naukowców.

Czego zresztą pani jest dobrym przykładem. Wybitny chemik, naukowiec, konsultant największych firm na rynku międzynarodowym…

Ja wyjechałam do Szwecji prawie 40 lat temu. Mam męża Szweda, więc to on mnie tam ściągnął. Karierę zaczynałam od stażu w ABB Canles AB, potem była trzynastoletnia praca w laboratoriach w dziale badań koncernu ABB, studia w Szkole Biznesu, praca jako menedżer ds. eksportu aż w końcu założyłam własną firmę konsultingową, w której doradzam, jak wdrażać innowacyjne produkty i technologie.

I przez te 40 lat Polska nie miała nic do zaoferowania pani, jeśli chodzi o karierę?

Miała bardzo niewiele. To właśnie trzeba zmienić. Trzeba stworzyć takie instytucje i taki klimat, by młodzi polscy naukowcy mogli rozwijać się w Polsce i w Polsce dobrze zarabiać. Obecnie jest tak, że nasi studenci i doktoranci wygrywają międzynarodowe konkursy naukowe, opracowują innowacyjne technologie, a potem dowiadujemy się, że te pomysły są realizowane w praktyce przez np. Japończyków.

Pomiędzy naszymi osiągnięciami a ich rzeczywistym użyciem jest przepaść. Nasi młodzi chcą, żeby ich pomysły zmieniały świat, a nie aby doceniane były tylko na papierze. Jeśli nie zmienimy systemu na taki, który to umożliwia, stracimy kapitał intelektualny, te talenty wyjadą i nie wrócą. Dlatego właśnie chcemy niejako „wymusić” zmianę w polskim systemie. Nie udało się odgórnie, to próbujemy oddolnie. A nasz potencjał jest bardzo duży. Na Zachodzie dominuje specjalizacja, my Polacy jesteśmy kształceni bardziej wszechstronnie, inaczej podchodzimy do rozwiązywania problemów. To nasza przewaga. Obserwuję to w Szwecji i nawet na swoim przykładzie – ja, chemik, pracowałam nad opracowaniem nowych rozwiązań technologicznych w przeróżnych dziedzinach: od nowoczesnych środków ochrony roślin poprzez rozwój inteligentnych tworzyw sztucznych służących do produkcji piłek golfowych, czy gąsienic czołgów lub ochrony radarowej samolotów, aż do półprzewodników.

Jak budowanie tej naszej doliny ma odbywać się w praktyce? Chodzi o fizyczne miejsce na mapie, skupiające polskie innowacyjne firmy? Jak to rozumieć?

Talent Polaków można wykorzystać, jeśli ktoś o nim się dowie, prawda? I dzięki współpracy. Nasza fundacja to właśnie ma do zaoferowania: jest w stanie pokazać światu, jak wybitne umysły mamy w Polsce i jest w stanie dać im szansę na wejście we współpracę z innymi wybitnymi umysłami z innych rejonów świata. Chcemy wykorzystać fakt, że w skład polskiej diaspory wchodzi mnóstwo ludzi nauki, którzy działają w ośrodkach całego świata, mają osiągnięcia, cieszą się prestiżem.

Zorganizowaliśmy w Szwecji niedawno spotkanie polonijne naukowców i okazało się, że w samym Sztokholmie na wyższych uczelniach pracują aż 52 osoby, które przyznają się do polskich korzeni. A to tylko Szwecja. Byłam też w Austrii na polonijnym spotkaniu „Polacy razem”. Tam zjechali nasi naukowcy i biznesmeni z całego świata. Okazuje się, że w Wielkiej Brytanii jest 60 tys. polskich firm, które właśnie zaczynają ze sobą współpracować, wymieniać doświadczeniami. Okazuje się też, że polscy finansiści z największych ośrodków giełdowych świata sami z siebie od dawna wspierają polskich studentów, którzy zdecydowali się na studia zagraniczne.

Chcecie, żeby Polonia w sposób bardziej skoordynowany, systemowy dała Polakom know-how, branżowe kontakty, kapitał?

Chodzi zwłaszcza o te kontakty. Nasi polonijni liderzy mogą np. pomóc w otwieraniu w Polsce filii zachodnich ośrodków badawczych, think-tanków – tak, by młodzi nie musieli wyjeżdżać, żeby za granicą rozwijać swoje kariery. Profesor Nowiński mówi o tworzeniu ośrodków innowacji. Mamy mnóstwo uczelni, każda jest w czymś dobra. O krakowskich, czy wrocławskich mówi się, że kształcą świetnych informatyków, czy biotechnologów. Idźmy w to – wspierajmy badania w tych dziedzinach, ułatwiajmy formalne kwestie takie, jak na przykład robienie podwójnych doktoratów. Wzmocnijmy atuty tych uczelni, dając im kapitał, kontakty, kojarząc z innymi ośrodkami badawczymi, czy ułatwiając budowanie relacji z biznesem. To jest też zresztą problem, że w Polsce nie patrzy się na odkrycia i wynalazki biznesowo, tylko jakoś tak teoretycznie się nimi cieszymy, a odkrywaniu i wynajdywaniu powinna przecież towarzyszyć nieustanna myśl: jak to skomercjalizować?

>>> Czytaj też: Estonia pokazuje, jak ułatwiać życie ludziom i biznesowi. Tak wygląda państwo XXI wieku

To znany problem: styk nauki i biznesu nie jest zbyt w Polsce dobrze naoliwiony. Może to wynika też z tego, że polscy przedsiębiorcy nie mają ambicji bycia innowacyjnymi w skali globalnej?

Jest wśród nich pewna bierność, to prawda. Ja sama tego doświadczam, chcąc wdrożyć w polskich firmach innowacje produkcyjne. Bez przerwy pytają: a kto inny z tego korzysta w Polsce? Ile jest takich zakładów? No właśnie nikt! To jest atut, ale to jest nie do końca rozumiane, nasi biznesmeni są zachowawczy. Można to jednak poprawić pokazując, że innowacje się opłacają. Tu jest rola dla państwa. Np. w Szwecji niezwykle silne są firmy informatyczne.

Macie szwedzką Dolinę Krzemową?

Mamy. Ale dlaczego? Bo państwo zapewnia perfekcyjną infrastrukturę. Tu nawet chatka w górach musi mieć internet. To jest rządowy priorytet. Oczywiście ta chatka z internetem to pewien symbol tego, jak się podchodzi do wzajemnej komunikacji, współpracy w tym kraju. Ponadto rząd daje zachęty, bodźce dla innowacyjności. Nie chodzi o subsydia, ale np. ulgi podatkowe. To szczególnie widać w sektorze zielonej energii, gdzie tych ulg jest sporo. Firmy widzą, że tam opłaca się inwestować i powstaje naprawdę dużo innowacyjnych i co najważniejsze pożądanych przez rynek technologii.

Pierwszym krokiem w kierunku polepszenia pod tym względem sytuacji w Polsce musi być pozytywna atmosfera wokół innowacyjnych idei, wsparcie medialne. To niewielki koszt, właściwie kwestia dobrej woli. Chcielibyśmy też, by przy rządzie, czy prezydencie powstał komitet, który zadedykuje swoją pracę tylko tej kwestii.

Kto pokryje koszty związane z jego działalnością, czy później – z realizacją waszych postulatów?

Koszty nie będą wielkie. My jako fundacja i ci, którzy nas wspierają, działamy pro publico bono. Prawda jest taka, że chodzi o pewien prestiż, który to zagadnienie zyska dzięki takiemu formalnemu wsparciu państwa. To da też platformę bezpośredniego kontaktu między twórcami polityki gospodarczej a wybitnymi przedstawicielami Polonii, którzy znają proinnowacyjne rozwiązania z innych krajów i mają pomysły, jak przenieść je w polskie realia. Przecież niektóre rozwiązania są już wypracowane, działają i zamiast marnotrawić energię na ich ponowne wynalezienie, można by się skupić na tworzeniu wartości dodanej.

Maria Olsson – polska chemik, bizneswoman i działaczka polonijna odznaczona Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Oficerskim za swe zasługi dla RP. Od prawie 40 lat mieszka w Szwecji. Obecnie Prezes Honorowy Zrzeszenia Organizacji Polonijnych w Szwecji i Przewodnicząca Rady Fundacji Gospodarczej Polonii Świata.

*Profesor Wiesław L. Nowiński koncepcję proinnowacyjnych reform przedstawił w artykule ”Teraz Polska Innowacyjna. Jak ją budować?”. Ich celem ma być wykorzystanie szczególnie utalentowanych Polaków oraz skupienie się na intensywnych badaniach naukowych w wybranych niszach. Nowiński pisze: ”1. Stwórzmy innowacyjno – technologiczną wizytówkę Polski, zalążek Polskiej Doliny Krzemowej – Technopolish. 2. Zorganizujmy w nim Centra Doskonałości w wybranych niszach technologicznych, w których możemy osiągnąć poziom światowy, kierowane przez wybitnych Polaków będących jednocześnie naukowcami, innowatorami i przedsiębiorcami. Wokół każdego z tych center twórzmy konsorcja międzynarodowe finansowane głównie z grantów międzynarodowych. 3. Stwórzmy Inkubator Akademicki dla utalentowanejmentorowanej przez wybitnych Polaków.” Profesor proponuje, by jednym z centralnych obiektów badań uczynić ludzki mózg. ”Mózg to nie tylko wyzwanie dla ludzkości, ale również olbrzymia szansa rynkowa. Społeczeństwo się starzeje, 1/3 dorosłej populacji świata cierpi na choroby neurologiczne, choroby mózgu są najczęstsze – 13 proc. wszystkich chorób, koszt chorób neurologicznych w USA – 400 miliardów dol./rok i 1 bilion dol. za 10 lat, zaś w Europie – 800 miliardów euro w 2010 r. Stąd olbrzymie projekty i inicjatywy neurotechnologiczne w USA, UE czy Izraelu, jako że badania nad mózgiem będą następną po badaniach kosmosu olbrzymią falą naukowo-innowacyjną” – uważa Nowiński.