Ropa tańsza niż woda mineralna. USA wylądują na skraju recesji?

Ten tekst przeczytasz w 8 minut
9 lutego 2016, 06:45
Kiedyś spadek cen ropy naftowej oznaczał ożywienie amerykańskiej gospodarki. Teraz skutki są bardziej problematyczne, ale wbrew krakaniom pesymistów nie powodują recesji. Ropa naftowa jest dziś najtańszym płynem w sprzedaży w USA. Jest tańsza nawet od gazowanej wody mineralnej i o ile rok temu nikt nie wierzył, że cena ropy spadnie do 30 dolarów za baryłkę, o tyle teraz wszyscy spodziewają się że zatrzyma się dopiero na 20 dolarach.
2448357-wzrost-liczby-miejsc-pracy-w-teksasie.jpg
Wzrost liczby miejsc pracy w Teksasie (infografika Dariusz Gąszczyk)

Wtedy, powstałe w ostatnich 5 latach odwierty w Teksasie i Północnej Dakocie, mogą być do kupienia za bezcen. Czeka na to wielu inwestorów, ale też właściciele zaciskają pasa aby doczekać zwyżki cen. Jak długo muszą czekać?

Za dużo jest i za dużo będzie

w ostatnich 7 latach zmniejszyła ryzyko geopolityczne na świecie i podniosła bezpieczeństwo USA. Boom łupkowy uniezależnił Amerykanów od importu surowca z niestabilnych regionów i uczynił USA największą potęgą energetyczną świata. Spadek cen w ograniczył też zyski ISIS, a to dla USA dodatkowa korzyść. Na arenie polityki międzynarodowej kraj zatem wygrywa. Dla gospodarki krajowej rezultaty są zróżnicowane.

Prognozy mówią iż ceny benzyny będą wynosiły w tym roku średnio 2,03 dol. za galon i 2,21 dol. w 2017 r. (1 galon = 3,78 litra) w grudniu 2015 r. było to 2,43 dol. a rok wcześniej – 2,94 dol. Najtańsza benzyna ma być w lutym tego roku – 1,90 dol. za galon.

>>> Czytaj też: Naftowa klątwa. Państwa orbitujące wokół Rosji tracą podwójnie

Flint Hills Resources LLC, rafineryjna firma należąca do miliarderów braci Charlesa i Davida Kochów oferuje 1,50 dolara za baryłkę niskogatunkowej ropy z Północnej Dakoty – rok temu cena wynosiła 13,50 dolara, a w styczniu 2014 r. – 47,60 dol. Główną siłą pchająca ceny w dół jest oczywiście nadwyżka podaży – produkcji nie zmniejszają ani kraje Bliskiego Wschodu, ani USA. W kwietniu 2015 roku wielkość produkcji ropy w USA sięgnęła rekordowych 9,7 mln baryłek dziennie. Teraz utrzymuje się na poziomie 9,2 mln i ma spaść w tym roku do 8,7 mln a w 2017 r. do 8,5 mln baryłek dziennie. To wciąż za dużo.

Zapotrzebowanie na świecie w ubiegłym roku wynosiło średnio 92 miliony baryłek dziennie. Zapotrzebowanie ma rosnąć, ale niewiele – przewidywania różnych instytucji mówią o wzroście o 5 proc. w ciągu 20 lat, do ok. 115 mln baryłek w 2035 roku.

mają w tym roku wzrosnąć najwyżej o kilka dolarów. Decydują o tym cztery główne czynniki:

- udział ropy importowanej przez USA spada (w 2015 r. tylko 27 proc. całej konsumpcji surowca w USA pochodziło z importu, najmniej od 1985 roku),
- zapasy rosną (według danych Międzynarodowej Agencji Energii USA mają największe od 80 lat zapasy ropy),
- podaż surowca na świecie wciąż przekracza popyt o 1,5 miliona baryłek dziennie,
- dolar utrzymuje wysoką wartość

będą więc niskie. Jak to wpływa na gospodarkę USA? Według szacunków sprzed 3, 4 lat 10-proc. spadek cen ropy pobudzał wzrost gospodarczy o 0,1–0,5 proc. W minionych 18 miesiącach cena ropy spadła jednak o 75 procent, ze 110 do 27 dolarów za baryłkę, w tym o 28 procent tylko w tym roku.

Rok temu ekonomiści JPMorgan Chase przewidywali, że spadek cen doda 0,7 procenta do wzrostu amerykańskiego PKB w 2015 roku, teraz uważają, że było to 0,4 proc. Ich koledzy z Goldman Sachs twierdzą, że wpływ spadających cen na tempo wzrostu był i będzie zerowy.

Zauważalne są zmiany w dwóch obszarach. Spektakularne wahania cen ropy odbijają się na światowych giełdach, w tym najbardziej gwałtownie na giełdach amerykańskich — wartość indeksu S&P 500 spadła w ciągu pierwszych trzech tygodni 2016 roku o blisko 10 procent. Wiadomo też, że niższe ceny ropy zaważą na inflacji, która nie będzie rosła, a to stawia pod znakiem zapytania planowaną na ten rok 1-punktową podwyżkę stóp procentowych.

Wszystkie oczy na Teksas

Co ze zmianami nie widocznymi od razu? Czy USA zgodnie z pesymistycznymi szacunkami faktycznie są znów na skraju recesji?

Boom łupkowy dokonał się głównie w trzech stanach — Północnej Dakocie, Teksasie i Pensylwanii. I wprawdzie najbardziej skoncentrowane rezultaty były widoczne w Dakocie (spowodowały najwyższe skoki wskaźników gospodarczych – od zatrudnienia, po wpływy do kasy stanu) to jednak dla oceny czy spadek cen ropy zaważy na gospodarce całego kraju, znaczenie ma Teksas.

Po pierwsze dlatego, że jest od 150 lat potęgą naftową i gospodarka stanu zawsze była oparta na nafcie. Wydobycie w Północnej Dakocie przypomina bardziej krótkotrwałą gorączka złota Klondike z lat 1897-1899. Teksas ma natomiast doświadczenie, jak wahania cen ropy wpływają na gospodarkę stanu. Kiedy pod koniec lat 80. spadek cen ropy spowodował kryzys bezrobocie wzrosło w regionie do ponad 9,3 proc.

Po drugie, w ostatnich latach boom łupkowy spowodował, że Teksas był kołem zamachowym wychodzenia z recesji całego kraju. Gospodarka Teksasu rosła najszybciej w kraju – w latach 2009-2014 średnio 4,4 proc. rocznie, czyli dwukrotnie szybciej niż średnie tempo USA. Co siódme nowe miejsce pracy w USA w tym czasie powstało w Teksasie i dziś wciąż bezrobocie jest najniższe w kraju – 4,9 proc. (5,1 proc. średnia w USA).

Po trzecie, to w Teksasie wielkie firmy wydobywcze jak Halliburton czy Schlumberger skoncentrowały swoje nowe inwestycje i liczba wydobywających ropę i gaz odwiertów w tym stanie wzrosła od 2010 roku o 80 proc. Jednocześnie od kryzysu lat 80-tych udział ropy i gazu w gospodarce stanu zmniejszył się. Ekonomiści stawiają więc pytanie czy ten pokaźny wzrost gospodarczy ostatnich lat, to jedynie rezultat boomu łupkowego, czy może model gospodarczy możliwy do implementacji w innych rejonach kraju.

W Teksasie (i innych stanach) nowe odwierty są zamykane. W listopadzie 2015 r. czynnych tu było 905 odwiertów, na koniec grudnia już 851. Halliburton i Schlumberger obsługujące eksploatację ropy zwalniają w Teksasie pracowników; małe firmy w Północnej Dakocie i Pensylwanii poodsyłały pracowników już kilka miesięcy temu. Spadek cen dotknął sektor transportowy i budowlany, dla którego centralne są inwestycje petrochemiczne w rejonie Zatoki Meksykańskiej. I jak dotąd to jedyne skutki negatywne.

Według szacunków teksaskiej Federalnej Rezerwy 45 – proc. spadek cen ropy (ze 100 do 55 dolarów) zredukowałby zarobki o średnio 125 tys. dol. rocznie. Ceny spadły w założonym wymiarze już w ubiegłym roku ale średnie zarobki w Teksasie podskoczyły do 448 tys. dol. rocznie (o 3,9 proc. wyżej niż rok wcześniej). Pytany o wyjaśnienie szef Federalnej Rezerwy z Dallas Richard Fisher wskazał, że sektory handlu i transportu, oraz wypoczynku i rozrywki wygenerowały więcej miejsc pracy w ostatnich latach niż sektor energetyczny. Houston, największe miasto stanu (i czwarte największe miasto w USA z 2,2 mln mieszkańców) doświadczyło specjalnie szybkiego wzrostu w sektorze medycznym, Austin natomiast w technologii. To podobnie jak w całym kraju.

Najwyraźniej zatem niskie ceny ropy powodują problemy przede wszystkim dla sektora energetycznego i banków.

>>> Czytaj też: Arabska ropa zalewa Europę. Rosja w odwrocie

Czekając na przypływ

Co odzwierciedla giełda reagując gwałtownie na spadek cen ropy? Pośród 20 największych firm, jakie są w koszyku indeksu S&P 500 13 to firmy energetyczne. Analitycy szacują, że wszystkie firmy indeksu un bloc są na ścieżce do wyniku minus 5,8 proc. za 2015 rok. Gdyby jednak wyłączyć z bloku firmy energetyczne wynik byłby odwrotny — plus 5,7 proc. wzrostu.

Analizy drugiego indeksu Dow Jones Industrial są podobne albowiem dwie największe na świecie firmy energetyczne Exxon i Chevron są w koszyku 30 firm tworzących indeks DJI. Inwestorzy pozbywają się akcji firm bezpośrednio sektora jak i tych, które są wyeksponowane na wahania cen ropy. Spowolniony wzrost gospodarki Chin oznacza mniejsze zapotrzebowanie tej gospodarki na ropę, co pogłębia „niedźwiedzi” sentyment i ceny akcji spadają na wskroś giełdy.

Z firm wyeksponowanych na wahania cen ropy najdrażliwsze zdają się być banki. W okresie boomu łupkowego wiele banków, w tym również giganty z Wall Street, udzielało pożyczek finansujących nowe odwierty. Wielkość wydatków kapitałowych w sektorze oscylowała w latach 1985-2005 wokół 5 procent. W 2012 i 2013 roku podniosła się dwukrotnie do ponad 10 proc. i obecnie wróciła do 5 proc.

Think-tanki monitorujące banki szacują, że wartość zadłużenia firm-producentów ropy w amerykańskich bankach wynosi z grubsza 500 mld dolarów (dla porównania wartość kredytów hipotecznych wg Fed to 11 bilionów dolarów). Wielkość jest szacunkowa, bo jedynie Bank of America ujawnił, że wielkość „łupkowych” pożyczek wyniosła ponad 2 procent wszystkich udzielonych kredytów; pozostałe banki nie są tak skore do przejrzystości.

Wobec niskich cen zadłużone firmy mają coraz większe problemy z płynnością finansową i spłacaniem długu, co powoduje trzęsienie rynku obligacji (tzw. junk bonds). Banki natomiast, JPMorgan Chase, Wells Fargo, Citigroup, Bank of America, wszystkie zmuszone były albo do wpisania w straty „łupkowych” pożyczek, albo do wyasygnowania odpowiedniej wielkości kapitału tak, aby pokryć tymczasowo straty, w oczekiwaniu na zwyżkę cen, która pozwoliłaby zadłużonym firmom pospłacać długi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj