Zanim o tym, dlaczego jest źle, a mimo to ludzie sądzą, że im dobrze, kilka pejzaży rosyjskiej pogody gospodarczej, na których słoneczka ani widu.

Wiosną pięć lat temu jednego dolara można było kupić w Rosji za 28 rubli, a u nas za 2 złote i 80 groszy. Potem w obu państwach działo się różnie. Dziś dolar kosztuje ok. 80 rubli, a w Polsce prawie 4 złote. Gdyby złoty upadł tak nisko jak rubel, to za dolara musielibyśmy płacić 8 złotych, czyli dwa razy więcej niż kosztuje dziś w rzeczywistości. Najzacieklejszy – jak sami tam twierdzą – wróg Rosji jest zatem w niej w coraz wyższej cenie.

W tej przykrej ekonomicznie i politycznie sytuacji wspomagają Rosjan ich artyści. „Jest ciężko nieco, lecz szczęście czeka nas za rogiem, więc uważaj no ty rublu, nie spadaj” (нo погоди, нo погоди, не упади). W te słowa śpiewa ostatnio tamtejszy gwiazdor pop Dmitrij Malikow, a tu fragment jego przestróg kierowanych do rubla.

Rubel nie słucha, podobnie jak inne wskaźniki makro. PKB Federacji Rosyjskiej skurczył się w 2015 roku o 4 proc., a produkcja przemysłowa o ponad 4 proc. Inflacja przekroczyła w 2015 r. 15 proc., a deficyt budżetowy wyniósł 2,8 proc. PKB, lecz byłby znacznie wyższy, gdyby nie inflacja podnosząca nominalne przychody państwa. Pod względem wysokiego oprocentowania wynoszącego 10-11 proc., rosyjskie obligacje rządowe stały się równie „cenne” jak greckie, tureckie i wenezuelskie, a wśród znaczących gospodarek świata już niedaleko Rosji do Brazylii, której „dziesięciolatki” dawały w 2015 r. zarobić odważnym niemal 16 proc.

Rosyjska gospodarka cierpi od lat na klątwę surowcową zwaną inaczej paradoksem bogactwa. Nie jest to przypadek tak ostry i prawie beznadziejny jak wenezuelski, ale rosyjska ropa, gaz i syberyjska tablica Mendelejewa zamiast wydobywać to państwo na szczyty, spychają gospodarkę w rejony graniczące z zacofaniem. Klątwa ma źródła w postawie nuworysza i outsidera szukającego poklasku. Majątek zarabiany na wydobyciu surowców trwoniony jest na prężenie muskułów, zbytki i swawole oraz najpokrętniejsze fantasmagorie, w rodzaju budowy swego czasu komunizmu i jego obecnych pochodnych.

Jaki jest wynik oparcia gospodarki i bytu państwa na surowcach? Osoby mieszkające w Rosji po kilkanaście lat, lubiące ten kraj i naród mają ogromne kłopoty z wymienieniem choćby tylko kilku rosyjskich towarów poza żywnościowych wartych, ostatecznie, zakupu. Po długich namysłach powstała lista z trzema pozycjami: broń myśliwska, auta sprzedawane za granicą pod marką Łada, ale tylko wtedy gdy zakup zachodniego byłby zupełnie niemożliwy i zimowe walonki, czyli filcowe buciory świetne na ostrą zimę. Jeśli rozszerzyć rozważania o tzw. środki trwałe, to dołożyć można jeszcze ciężarówki Kamaz.

>>> Czytaj też: "FAZ": Putin chce rozpadu Unii. Wolność Polski zależy od solidarności zachodnich partnerów

Wszystkie praktycznie towary konsumpcyjne trwałego użytku są w Rosji z importu. Jedyne enklawy względnej jakości industrialnej to przemysł zbrojeniowo-kosmiczny, z którego wykiełkował w XX wieku cywilny przemysł lotniczy wytwarzający paliwożerne i już od nowości niekonkurencyjne samoloty pasażerskie Iljuszyny (Ił), Tupolewy (Tu) i Jakowlewy (Jak).

Zadawniony problem świata z Rosją i Rosji samej z sobą polega na fenomenie „osiłka” konfrontowanego z tzw. towarzystwem. Osiłek, gdy najdzie go właściwy nastrój, może zdemolować salon i co mu towarzystwo zrobi? Niezrozumiałe niemal wszędzie poza Rosją poparcie Rosjan dla polityki szefa państwa zwykło się tłumaczyć właśnie uciechą rozrabiaki, że się go ci podobno lepsi – boją. Nie to jednak jest chyba najważniejsze. Inny czynnik gra tu także znamienitą rolę.
W XXI wieku nawet ponad trzykrotny wzrost płac realnych w Rosji

W państwie rosyjskim dzieje się źle, ale ludziom żyje się relatywnie nie najgorzej, a z całkowitą pewnością lepiej niż kilkanaście lat temu. Według danych Międzynarodowej Organizacji Pracy (ILO), jak również innych źródeł, płace realne Rosjan wzrosły w okresie 2000-2013 niemal trzyipółkrotnie. Parę lat temu realny wzrost płac wyhamował, ale w porównaniu z rokiem 2000 w listopadzie 2015 r. były ciągle trzykrotnie wyższe niż na przełomie wieków.

Statystycznie, najnowszy uszczerbek płacowy (trzyipółkrotność sprowadzona do trzykrotności) jest wyraźny, ale w połączeniu z wmawianym Rosjanom syndromem otoczenia ich państwa i narodu przez wrogi wyłącznie świat, nie wywołuje zauważalnego niezadowolenia. Według danych Rosstat, w 2005 r. odbyło się w Federacji Rosyjskiej 2575 strajków, w których wzięło udział prawie 85 tys. osób. W 2014 r. na obszarze od Smoleńska do Władywostoku strajki miały być tylko dwa, a protestować miało 500 (!) pracowników na 72 mln zatrudnionych w całej gospodarce (sic). Wprawdzie można mieć uzasadniony dystans do oficjalnych danych w tej ważnej politycznie kwestii, ale też trudno byłoby ukryć jakieś większe fale zorganizowanego niezadowolenia, więc teza o pozytywnym wpływie wzrostu płac realnych na nastroje społeczne jest dość łatwa do obronienia.

W tym samym czasie wynagrodzenia brutto w polskiej gospodarce narodowej wzrosły z 1924 zł do 3900 zł, a więc dwukrotnie. Jeśli zatem oceniać postawę przeciętnych Rosjan, to warto sobie wyobrazić, jak lepsze byłyby dziś nastroje Polaków, gdyby przeciętna płaca brutto wynosiła dziś nie ok. 4 000 zł, a niemalże sześć tysięcy złotych miesięcznie.

>>> Czytaj też: "Bank Putina" na skraju przepaści. Jego upadek zniszczy reputację Kremla

Wielkości dotyczące Polski podane zostały w wielkościach nominalnych. Realnie, tj. po uwzględnieniu inflacji, w okresie 2004 – 2015 wzrost wynagrodzeń wypłacanych w przedsiębiorstwach wyniósł 48 proc., a w okresie 2010 – 2015 dość skromne 14 proc. Rosjanie mieli zatem dobre powody do zadowolenia ze szczodrości Kremla, ale im dalej w las, tym będzie trudniej.

Istotnym czynnikiem wzmacniającym w Rosji postawy prokremlowskie jest zapewne pamięć smuty z ostatniej dekady ubiegłego wieku. Jeśli wielkość rosyjskiej płacy realnej w 1992 r. przyjąć za 100, to w następnych latach spadała ona na łeb i szyję. W czasie wielkiego kryzysu finansowego 1997-1998 za prezydenta Borysa Jelcyna płace realne sięgnęły dna absolutnego, stanowiąc zaledwie ok. 30 proc. tego co zaledwie kilka lat przedtem. Wyrównanie do poziomu z 1992 roku nastąpiło dopiero ok. 2007 roku.

W percepcji przeciętnych Rosjan rozpad ZSRR, rządy Jelcyna i próby zaprowadzenia quasi-zachodnich porządków w gospodarce zakończyły się więc upokarzającą klęską, zaś powrót do „sprawdzonych” metod postsowieckich w rządzeniu państwem przywrócił ludziom radość i zapewnił dostatek. W parze z zasobniejszymi portfelami szła rosnąca duma z potężniejącej (jakoby) roli politycznej Rosji w świecie, czego przykładem było pokazanie Ukrainie, gdzie raki zimują.

W pierwszej dekadzie XXI wieku w Federacji Rosyjskiej nastąpił znaczny wzrost konsumpcji. Według Banku Światowego, w 2001 r. wydatki konsumpcyjne per capita wynosiły równowartość 9 dolarów dziennie, a w 2010 r. prawie 17 dolarów (dane w dolarach PPP z 2005 r.). Bardzo wyraźnie zmniejszył się także margines krzyczącego ubóstwa. Odsetek ludzi żyjących w biedzie, tj. przeznaczających na konsumpcję nie więcej niż 5 dolarów dziennie spadł z 40 proc. w 2001 r. do 10 proc. w 2010 r.

W kasie gospodarki sterowanej przez państwo było także na inne wydatki. Według International Institute for Strategic Studies, w 2015 r. Rosja przeznaczyła na cele militarne prawie 5,5 proc. PKB (w 2014 r. – 4,5 proc.). Pod względem udziału takich wydatków w dochodzie narodowym Rosja ustępuje tylko Arabii Saudyjskiej, gdzie udziały te wyniosły 13 proc. w 2015 r. i 11 proc. rok wcześniej. Relatywne wydatki na zbrojenia są wielkie, ale w liczbach bezwzględnych dość kuse. Rosja wydała w 2015 r. na nie 66 mld dolarów, jedynie 10 mld dolarów więcej niż Wielka Brytania, ale niewiele więcej niż jedną dziesiątą tego co Amerykanie (598 mld dol.) i o połowę mniej niż Chińczycy (146 mld dol.).
Surowcowa prosperity poszła na marne

Możliwości finansowe państwa i płace realne, jak również emerytury, wzrosły w Rosji dzięki eksplozji cen surowców. Statystyki są dostępne bez trudu, zatem tu tylko w skrócie: w grudniu 2000 r. cena ropy Brent (rosyjska mieszanka REBCO jest zawsze nieco tańsza) wynosiła 27 dolarów za baryłkę, w szczycie absolutnym (lipiec 2008 r.) 145 dolarów, a w ostatnich tygodniach i miesiącach były dni, że znowu kosztowała mniej niż 30 dolarów.

Erupcje mają więc to do siebie, że zawsze w końcu gasną, albo stopniowo, albo – jak obecnie – znienacka i nagle. Rosja nie wykorzystała bonanzy surowcowej do podjęcia próby modernizacji gospodarki. Kupiła spokój społeczny, ale straciła dystans industrialno-innowacyjny do Zachodu, do Chin, a nawet do Indii.

Bank Światowy szacuje, że PKB ogromnej, „mocarstwowej” Rosji skalkulowane w dolarach PPP, tj. z uwzględnieniem siły nabywczej pieniędzy w poszczególnych państwach wyniósł w 2014 r. 3 745 mld dolarów, a w Polsce 940 mld dolarów, czyli na niecałe trzy razy mniejszy choć mieszkańców mamy cztery razy mniej i poza węglem, czy miedzią surowców u nas na lekarstwo. Jeszcze gorzej jest w Rosji z zarobkiem na sprzedaży zagranicznej. Eksport z Polski liczony w dolarach wyniósł w minionym roku 200 mld (179 mld euro), podczas gdy eksport Rosji to zaledwie 331 mld dolarów.

Nikt nie słyszał o sukcesach w zarządzaniu rosyjskimi firmami, czy o przykładach budzącej uznanie innowacyjności. Wprawdzie zmalała liczba przedsiębiorstw rosyjskich kończących rok na minusie, ale w latach 2003-2014 ich łączne straty wzrosły 10-krotnie.

Widoki gospodarki rosyjskiej na przyszłość są bardzo kiepskie. Pieniądze na potencjalną odbudowę, restrukturyzację, modernizację i budowę od nowa przemysłu i rolnictwa zostały przejedzone i przehulane. Rosstat podał, że w 2015 r. płace realne spadły w Rosji o 9,5 proc. Według tego samego, oficjalnego źródła, w połowie grudnia minionego roku poniżej minimum egzystencji bytował co siódmy obywatel Federacji Rosyjskiej, a w porównaniu z 2014 r. liczba biedaków wzrosła o ponad 2 miliony. Gospodarka będzie się rozłaziła w szwach coraz bardziej, a „mocarstwo” będzie coraz bardziej kieszonkowe, bo Rosja straciła 15 kolejnych lat, mamiąc obywateli iluzjami trwałej poprawy bytu.

Kiedyś bardzo dobrze miał się w Europie tzw. boks amatorski. Zawodnicy rywalizowali w 12 kategoriach wagowych od papierowej do superciężkiej. Rosja jest ogromna, ale bardziej przestrzenna niż wielka. W boksie występowałaby dziś w wadze piórkowej, a chwilami lekkiej, co wcale nie oznacza, że jej ciosy nie mogłyby okazać się nokautujące. Gdyby czas surowcowej prosperity był wykorzystany właściwie, byłaby dziś w wadze lekkopółśredniej, a być może nawet półśredniej. Z polskiej, europejskiej i globalnej perspektywy scenariusz awansu Rosji do wyższych kategorii byłby pożądany, bo kto bardziej syty, ten mniej skłonny do brewerii.

Autor: Jan Cipiur

>>> Czytaj też: Rosja będzie miała wpływ na 73 proc. światowej ropy? Oto wielki plan Moskwy