Nietransparentny bank, mocno trzymany pod butem przez Władimira Putina, był w przeszłości wykorzystywany między innymi do finansowania organizacji zimowych IO w Soczi oraz rozszerzenia rosyjskich finansowych wpływów na Ukrainie. Nałożone na Rosję sankcje doprowadziły do jego zapaści finansowej, nie jest bowiem w stanie spłacić zagranicznego zadłużenia, sięgającego 20 mld dol. Potrzebuje więc wielkiego rządowego wsparcia – pisze portal themoscowtimes.com. Kierujący bankiem Władimir Dmitrijew został pod koniec lutego zdymisjonowany.

Vneshekonombank pamięta jeszcze czasy Włodzimierza Lenina, kiedy to był wykorzystywany w hybrydowym komunistyczno-kapitalistycznym systemie gospodarczym do finansowania handlu zagranicznego. Sto lat później zaczął odgrywać istotną rolę w innej wersji państwowego kapitalizmu.

W 2007 roku doszło do restrukturyzacji banku, który miał funkcjonować na zasadach podobnych do niemieckich i japońskich prorozwojowych instytucji finansowych. Jego misją było prawnie sterowane przez rząd wspieranie eksportu, rozwoju infrastruktury, innowacji oraz średnich i małych przedsiębiorstw. Szybko okazało się jednak, że Vneshekonombank nie spełnia swoich funkcji.

Wraz z wybuchem w latach 2008-09 nad Wołgą gospodarczego kryzysu VEB stał się rządowym oddziałem ratunkowym. Pompował gotówkę na giełdę i rynki finansowe, uratował dwa znajdujące się w tarapatach banki oraz udzielał pożyczek firmom przemysłowym. Bank utracił tym samym zdolność do wewnętrznej oceny ryzyka i niezależnego zarządzania. Podniósł czterokrotnie swoje aktywa do poziomu prawie 2 bln rubli (w tamtym czasie wartych 65 mld dol.). Korporacyjny moloch rozrastał się.

Vneshekonombank dalej pompował pieniądze. Sfinansował najdroższe w historii zimowe igrzyska olimpijskie, wykupił ukraiński bank i poprzez serię sekretnych transakcji pożyczył rosyjskim inwestorom ponad 8 mld dol., które przeznaczyli na zakup różnego rodzaju aktywów we wschodniej Ukrainie.

Reklama

- Bank był quasi-ministerstwem – mówi Karen Wartapetow, analityk agencji ratingowej Standard&Poor’s. Kierowany przez 9-osobową ekipę, w której znajdowało się 7 przedstawicieli Kremla. Poza tym znajdował się cały czas blisko służb specjalnych. Kontrola Władimira Dmitrijewa nad bankiem była mocno wątpliwa.

Działania rosyjskiego „banku Putina” były napędzane za pomocą tanich zagranicznych pożyczek. Dzięki zaufaniu inwestorów do instytucji mającej silne rządowe poparcie były one nisko oprocentowane. Sytuacja pogorszyła się wraz z rosyjską interwencją na Ukrainie i nałożeniem na Kreml sankcji przez UE. Zbiegło się to w czasie z gwałtownym spadkiem cen ropy.

W 2014 i pierwszych 9 miesiącach 2015 roku VEB stracił na skutek złych inwestycji ok. 5 mld dol. Putin szybko zareagował i ogłosił, że bank stał się „wysypiskiem złych kredytów”. Za nieudolne zarządzanie instytucją został oskarżony oczywiście Dmitrijew.

Kreml zwrócił się po pomoc do Germana Grefa, zarządzającego największym pożyczkodawcą w kraju – Sberbankiem. Jego zadaniem jest przekształcenie funkcjonującego na komunistycznych zasadach banku w nowoczesną i efektywną instytucję. Wielu analityków sądzi jednak, że do żadnych zmian nie dojdzie.

Putin nie może pozwolić Vneshekonombank upaść. Zniszczyłoby to bowiem doszczętnie i tak mocno nadwątloną reputację Rosji na rynkach finansowych.

>>> Czytaj też: Ropa drożeje. Produkcja surowca zaczyna spadać