Tegoroczne wyniki ogólnego rankingu są dla Polski obiecujące - poziom szczęścia naszych rodaków rośnie. W zestawieniu pokazującym największy wzrost ogólnej szczęśliwości w okresach 2005-2007 oraz 2013-2015, plasujemy się na 58. pozycji. Wyprzedzamy tym samym o jedno oczko Norwegię. Problemy zaczynają się jednak, gdy o zadowolenie z życia zapytamy osoby posiadające dzieci.

>>> Czytaj też: Alarmujące dane GUS: w 2050 r. ponad 40 proc. Polaków będzie w wieku 60 plus

Dania – raj na ziemi

Gdzie żyje się najlepiej na świecie? Nie jest niespodzianką, że króluje tu Skandynawia. Najszczęśliwsi ludzie mieszkają w Danii, która znalazła się na czele rankingu uwzględniającego skumulowane dane za lata 2013-2015. W pierwszej trójce plasują się też Szwajcaria i Islandia, a kolejne miejsca zajmują Norwegia i Finlandia. W pierwszej dziesiątce znajdziemy jeszcze Holandię, Nową Zelandię, Australię i Szwecję. USA plasują się na 13. miejscu, a Niemcy – na 16. Trzy najbardziej nieszczęśliwe narody świata to Burundi, Syria i Togo.

Od samego rankingu poziomu szczęścia mieszkańców, jeszcze ciekawsze może okazać się porównanie jego wyników z danymi sprzed kilku lat. Okazuje się, że w ciągu ostatnich 10 lat najmocniej wzrósł poziom szczęścia w Nikaragui, Sierra Leone i Ekwadorze. Zdecydowanie większe zadowolenie z życia w latach 2013-2015 niż w latach 2005-2007 deklarowali też mieszkańcy Mołdawii, Łotwy, Chile, Słowacji, Urugwaju i Uzbekistanu. Na wysokiej 10. pozycji, mimo kryzysu gospodarczego, który nęka kraj, uplasowała się także Rosja.

Tymczasem poziom szczęścia wyraźnie spada w państwach rozwiniętych. Coraz mniej szczęśliwi są Amerykanie, Finowie, Francuzi, Włosi, Hiszpanie, a nawet sami Duńczycy. Najbardziej pesymistycznie do jakości swojego życia odnoszą się Grecy. To właśnie w tym kraju ogólny poziom szczęśliwości spadł w analizowanych latach najmocniej.

„10 państw, które zanotowały największy spadek w ocenie jakości życia, to w większości ofiary kombinacji problemów gospodarczych, politycznych i społecznych. Grecja, Włochy i Hiszpania to czołówka państw, które najmocniej ucierpiały w wyniku kryzysu w strefie euro. Z powodu ostatnich gwałtownych konfliktów, do tej dziesiątki trafiła też Ukraina, dołączając do Indii, Wenezueli, Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Jemenu i Botswany” – czytamy w raporcie.

Według autorów raportu, ogólny poziom szczęścia w danym państwie warunkuje sześć czynników: PKB per capita, wsparcie socjalne ze strony państwa, oczekiwana długość życia w zdrowiu, wolność osobista, hojność mieszkańców czy poziom korupcji. Raport został przygotowany przez Sieć Rozwiązań na rzecz Zrównoważonego Rozwoju (SDSN) działającą w ramach ONZ i Earth Institute na Columbia University. Dane opracowano na podstawie ankiet przeprowadzanych co roku przez 3 lata wśród 1000 osób w każdym z analizowanych krajów.

Nieszczęśliwi rodzice z bogatych państw

Autorzy raportu bardziej szczegółowo przyjrzeli się związkowi rodzicielstwa z poziomem szczęścia. I tu wyniki dla Polski mocno wyróżniają się na tle świata. W rankingu satysfakcji z życia wśród osób posiadających dzieci, plasujemy się na 7. miejscu od końca. Bardziej nieszczęśliwi są tylko mieszkańcy Kataru, Zimbabwe, Jordanii, Libii, Tunezji i Macedonii. Na podium zestawienia znajdują się zaś mieszkańcy Czarnogóry, Chin i Kirgistanu. Analizując dane dla Europy, widać wyraźnie, że najwięcej szczęścia z posiadania dzieci czerpią rodzice w państwach skandynawskich. Najwięcej trudności związanych z rodzicielstwem dostrzegają zaś mieszkańcy państw dawnego bloku wschodniego.

Już wcześniej wielu naukowców zwracało uwagę na to, że wykres poziomu szczęścia w czasie trwania życia człowieka ma kształt litery U: w młodości jesteśmy zadowoleni z życia, bycie rodzicami stawia przed nami jednak coraz więcej wyzwań i trudności, na starość znów stajemy się szczęśliwsi. Z raportu ONZ płynie jednak jeszcze jeden zaskakujący wniosek: rodzicielstwo jest najtrudniejsze dla mieszkańców państw z najwyższym PKB. Szczególnie dotyczy to osób, które pozostają na bezrobociu. O ile ostania teza jest całkowicie zrozumiała, tak pierwsza dostarcza wielu wątpliwości.

Zdaniem Luca Stanca, ekonomisty z Uniwersytetu Milan-Bicocca, mniejszy poziom szczęścia deklarowany przez rodziców w bogatych państwach, można tłumaczyć w pewnym stopniu wysokim kosztem utraconych możliwości związanym z posiadania dzieci w tych krajach. W rozwiniętych państwach młodzi mają znacznie więcej alternatyw i szans na rozwój osobisty, muszą zrezygnować z większej ilości wygód czy szans zawodowych niż ma to miejsce w biednych krajach. Ten stan lęku przed wychowaniem dziecka badacze określają mianem FOMO (z ang. Fear of Missing Out), czyli strachem przed pominięciem. Efekt FOMO jest znacznie silniejszy w przypadku kobiet niż mężczyzn, ale z wiekiem staje się coraz mniej widoczny.

>>> Polecamy: Rząd walczy o demografię. 15 mln zł na rozmowy o prokreacji w szkołach