Na początku tego roku amerykańska firma Boston Dynamics, należąca do Alphabetu – spółki matki Google – zaprezentowała najnowszą wersję Atlasa, swojego dwunożnego robota. Inżynierowie zaprezentowali, jak ich robot utrzymuje równowagę, poruszając się po nierównym terenie w lesie czy otrzymując cios kijem do hokeja w korpus. Nawet jeśli Atlas upadnie, błyskawicznie się podnosi. Pod wieloma względami to inżynieryjny cud – jego ruchy są bardziej płynne i naturalne, a przede wszystkim szybsze niż u poprzedników.

Atlas jest najlepszym dowodem na to, że robotyczna rewolucja, która dotychczas była raczej przepowiednią z kart książek fantastyczno-naukowych, zbliża się coraz bardziej, a właściwie jest już za rogiem. Doskonale wyczuwają to inwestorzy finansowi, którzy – według firmy analitycznej CB Insights – w ub.r. wyłożyli na przedsięwzięcia związane z robotyką 587 mln dol., prawie dwa razy więcej niż rok wcześniej. Tylko przez pierwsze trzy miesiące tego roku 15 firmom udało się zabezpieczyć finansowanie w wysokości 89 mln dol. Łącznie od 2011 r. prywatni inwestorzy zasilili przedsiębiorstwa rozwijające robotykę kwotą 1,4 mld dol., nie wliczając w to środków zainwestowanych w firmy produkujące drony.

Wzrost zainteresowania spowodowany jest postępem technologicznym: chociaż roboty przemysłowe towarzyszą nam od lat 60., są to maszyny relatywnie nieskomplikowane, stworzone do precyzyjnego wykonywania jednej czynności. Nowa generacja robotów ma być bardziej wszechstronna, mobilna i ostatecznie wyręczyć człowieka w najnudniejszych zadaniach.

Na mogących pracować bez nadzoru metalowych pracowników czeka biznes. Zdaniem firmy analitycznej Boston Consulting Group przeciętna liczba zadań wykonywanych przez roboty w firmach produkcyjnych wzrośnie w 2025 r. z 10 do 25 proc., a w niektórych branżach osiągnie nawet poziom 40 proc. Dzięki temu produktywność wzrośnie średnio o 30 proc., a koszty pracy spadną o 33 proc. w Korei Południowej, o 18–25 proc. w Chinach, Niemczech, Stanach Zjednoczonych i Japonii. „Wiele branż osiągnęło właśnie punkt, w którym zastąpienie ludzkiej pracy maszynami oferuje atrakcyjną stopę zwrotu z inwestycji” – czytamy w niedawnym raporcie BCS. Firma wskazuje, że w wyścigu robotów przodują państwa, które borykają się z wysokimi kosztami pracy. Tymczasem potencjał rynkowy, a także rozwojowy tej dziedziny gospodarki dostrzegają także Chiny. Niech świadczy o tym fakt, że na przestrzeni dekady liczba patentów z tej dziedziny zgłaszanych przez naukowców i firmy z Chin wzrosła sześciokrotnie. W ub.r. Państwo Środka zdobyło więcej patentów związanych z robotyką niż Stany Zjednoczone i Japonia razem. Już w 2014 r. podczas wykładu dla Chińskiej Akademii Nauk prezydent Xi Jinping wzywał do robotycznej rewolucji, która zmieni oblicze Chin, a następnie świata – Nasz kraj będzie największym rynkiem dla robotów, ale czy nasza technologia i moce wytwórcze mogą nadążyć za konkurencją? Nie tylko potrzebujemy lepszych robotów, ale musimy też zdobyć udziały w rynkach za granicą – mówił chiński przywódca.

Decydenci w Pekinie rozumieją, że roboty to jedyna droga, aby Państwo Środka mogło utrzymać przewagę konkurencyjną nad innymi państwami. Chiny zawdzięczają swoją transformację gospodarczą taniej sile roboczej, ale w dużym stopniu ta przewaga jest już nieaktualna. W największych centrach produkcyjnych nietrudno znaleźć fabryki, których pracownicy zarabiają 600 dol. miesięcznie. W związku z tym rząd centralny zobligował administrację lokalną, żeby inwestowała w badania i rozwój robotyki, a także wspomagała biznes, który chce się wyposażyć w nowoczesne maszyny. Tylko prowincja Guangdong chce między 2015, a 2017 r. przeznaczyć na ten cel 8 mld dol. Pieniądze mają pomóc w rozwoju takich firm jak E-Deodar, która już w tej chwili produkuje roboty przemysłowe tańsze o 20-30 proc. w stosunku do produktów takich gigantów jak ABB czy Kawasaki.

Dla Chin robotyka to kwestia priorytetowa, jeśli chcą utrzymać swoją pozycję na międzynarodowej scenie. Ale rozwojowi tej dziedziny powinny uważnie się przyglądać również inne kraje rozwijające się. Oprócz oczywistych konsekwencji gospodarczych, tj. utraty miejsc pracy w związku z zastosowaniem nowych maszyn na większą skalę, roboty zmienią kompletnie model, który dotychczas przechodziły wszystkie kraje rozwijające się. „Obecne kraje o niskim poziomie dochodów utracą możliwość osiągnięcia szybkiego wzrostu przez zatrudnianie robotników rolnych na lepiej płatnych posadach w fabrykach” – piszą autorzy z Uniwersytetu w Oksfordzie w raporcie „Przyszłość nie będzie już taka jak kiedyś”. Masowa automatyzacja sprawi, że korzyści z industrializacji nie będą już tak oczywiste jak kiedyś, bowiem popyt na tanią pracę spadnie lub zupełnie zniknie.

Roboty nie wyczerpują zasobu inteligentnych maszyn, które na przestrzeni kilku najbliższych lat zajmą nasze miejsca pracy. Największe firmy technologiczne na świecie pracują nad samoprowadzącymi się samochodami; nie ma już chyba koncernu, który takich badań nie prowadziłby na własną rękę. Niespodziewane efekty w środowisku biznesowym mogą wywołać także algorytmy głębokiego uczenia się (z ang. deep learning). Potęgę tej metody ukazała niedawna wygrana opracowanego przez Alphabet komputera ze światowym mistrzem w planszową grę Go, znacznie bardziej skomplikowaną niż szachy.

Jakub Kapiszewski