To, że zespół Adama Nawałki jest nominalnie najdroższą reprezentacją Polski w historii, nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, bo wskutek coraz większych pieniędzy w futbolu wartość piłkarzy rośnie w ostatnich latach w zawrotnym tempie, poza tym swoje robi też inflacja. Według Transfermarkt.de – najbardziej fachowego portalu zajmującego się wyceną piłkarzy i rynkiem transferowym – wartość 23-osobowej kadry Polski na Euro 2016 to 175,3 mln euro. Ta kwota oczywiście robi wrażenie, spróbujmy jednak znaleźć różne punkty odniesienia, by sprawdzić, czy obecna reprezentacja Polski jest tylko najdroższa, czy także najbardziej wartościowa.

Finansowe porównanie z drużynami, które odnosiły największe sukcesy w historii naszej piłki nożnej – czyli reprezentacją Kazimierza Górskiego z 1974 r. i Antoniego Piechniczka z 1982 r. – jest zadaniem karkołomnym albo wręcz niemożliwym, bo zagraniczne transfery polskich piłkarzy były rzadkością, a i sam rynek transferowy na świecie wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Wystarczy powiedzieć, że w 1982 r. Zbigniew Boniek – wówczas gwiazda światowej wielkości – przeszedł z Widzewa Łódź do Juventusu Turyn za 1,8 mln dolarów. To nie był światowy rekord, ale ta kwota robiła wrażenie. W przeliczeniu na dzisiejszą wartość dolara jest to ok. 4,6 mln, czyli suma, za którą obecnie nie da się kupić nie tylko gwiazdy, ale nawet piłkarza ze średniej półki. Dziś transfery za kilkadziesiąt milionów euro są na porządku dziennym, co najlepiej pokazuje, jak wielkim biznesem stała się piłka nożna w ciągu ostatniego ćwierćwiecza.

Bardziej sensowne będzie zatem zestawienie reprezentacji Nawałki z reprezentacjami z poprzednich mistrzostw Europy – zespołem Leo Beenhakkera z 2008 r. i Franciszka Smudy z 2012 r. Patrząc na ich nominalną wartość, obecna kadra bezwzględnie przebija tamte dwie. Według ówczesnych wycen Transfermarkt.de wartość 23-osobowej kadry Polski na Euro 2008 wynosiła 60,05 mln euro, zaś na Euro 2012 – 85,35 mln. To oznaczałoby, że zespół Nawałki jest więcej wart niż oba tamte łącznie, ponad dwa razy więcej niż kadra Smudy i prawie trzy – niż Beenhakkera. Ale przed wyciąganiem takich wniosków trzeba wziąć pod uwagę inflację.

Wartość reprezentacji z 2008 r. w przeliczeniu na dzisiejsze euro to 65,43 mln, zaś tej z 2012 r. – 86,88 mln. Po drugie, wartość obecnej kadry znacząco „zawyża” Robert Lewandowski. Kapitan i najlepszy strzelec naszej reprezentacji odpowiada aż za 39,9 proc. wartości rynkowej zespołu (spośród 24 uczestników Euro 2016 tylko w przypadku Walijczyków udział jednego piłkarza, Garetha Bale’a, jest większy – 47,4 proc.). Jeśliby z każdej z 23-osobowej polskiej kadry na kolejne mistrzostwa Europy wyjąć najwyżej wycenianego piłkarza (w 2008 r. Artura Boruca – 11 mln, w 2012 i w 2016 r. Roberta Lewandowskiego – odpowiednio 15 i 70 mln), różnica nie byłaby już tak kolosalna. Łączna wartość pozostałych 22 zawodników w kolejnych turniejach wynosiła 49,05 mln, 70,35 mln i 105,3 mln.

Dobrym sposobem na ocenę realnej wartości rynkowej obecnej naszej reprezentacji jest też porównanie jej do pozostałych uczestników turnieju. Wycena Transfermarkt.de daje nam dziesiąte miejsce wśród 24 grających we Francji zespołów, co oznacza, że mamy dość mocną pozycję w górnej połówce stawki. Warto też zauważyć, że reprezentacja Polski jest wyraźnie wyżej wyceniana od Ukrainy, która zapewne będzie jej głównym rywalem w walce o drugie miejsce w grupie. Dla porównania, przed Euro 2012, którego byliśmy współgospodarzami, nasza kadra zajmowała 14. miejsce pod względem wartości rynkowej, ale w mistrzostwach brało udział 16 zespołów – tańsze były tylko reprezentacje Grecji i Irlandii.

Z kolei w 2008 r. byliśmy w tej klasyfikacji na 15., przedostatnim, miejscu – niżej (i to znacznie) wycenioną reprezentację wystawili wówczas tylko współorganizatorzy Austriacy. Dalej – w 2008 r. wartość naszej reprezentacji stanowiła 15,8 proc. najwyżej wycenianej przed tamtym turniejem Hiszpanii (381 mln euro), w 2012 r. wycena Polski była wyższa, ale jako że Hiszpanie zyskali na wartości jeszcze mocniej (658 mln), ten odsetek jeszcze spadł i wynosił 13,0 proc. Teraz wartość reprezentacji Polski odpowiada 33,3 proc. najwyżej wycenianych przed Euro 2016 Niemców.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden budujący fakt – wartość rynkowa samego Roberta Lewandowskiego jest większa niż aż sześciu całych 23-osobowych reprezentacji biorących udział w Euro 2016. Na poprzednich mistrzostwach sytuacja była odwrotna. Przed rozpoczęciem Euro 2012 Portugalczyk Cristiano Ronaldo był wyceniany na 90 mln euro, czyli o prawie pięć razy więcej niż 23 reprezentantów Polski razem wziętych. W 2008 r. do tej nieco upokarzającej sytuacji nie doszło, ale było blisko – także przez Cristiano Ronaldo, który był wart niecałe 5 mln mniej niż wszyscy Polacy.

Jak by nie liczyć, wychodzi, iż polscy piłkarze podrożeli nie dlatego, że taki jest ogólny trend na rynku transferowym, tylko dlatego, że faktycznie prezentują lepszą jakość niż podczas naszych dwóch poprzednich prób podbicia Euro. Ale pamiętajmy, że te wszystkie wyliczenia są po części zabawą. Pieniądze w piłkę nie grają i na szczęście nie zawsze najbogatsi czy najwyżej wyceniani zdobywają mistrzostwa. ©

>>> Czytaj też: Euro 2016 wywoła turystyczny boom. Kibice zostawią we Francji fortunę