W internecie, w prasie, w pośredniakach i Ochotniczych Hufcach Pracy można znaleźć mnóstwo propozycji zatrudnienia w okresie od czerwca do września. Rozpoczął się sezon urlopowy, który co roku zwiększa popyt na pracę.

Ożywienie widać już w urzędach pracy funkcjonujących na obszarach turystycznych. Na przykład w PUP w Nowym Dworze Gdańskim jest dużo propozycji dla pracowników sezonowych: barmanów, kelnerów, pomocy kuchennych, pokojowych, animatorów kultury, pracowników pizzerii i smażalni ryb oraz sprzedawców. – Ofert jest więcej niż przed rokiem, ale i w poprzednich miesiącach ich liczba rosła – ocenia dyrektor PUP Wioletta Lewandowska.

>>> Czytaj też: Szukasz pracy? Jedź do Belgii. Eurostat opublikował dane o wakatach w Europie

I dodaje, że problemem jest znalezienie chętnych do roboty. Powód? Niskie płace. – W większości ofert przedsiębiorcy proponują minimalne wynagrodzenie, a więc 1850 zł brutto – informuje Lewandowska. Do podejmowania pracy sezonowej zniechęca też utrudniony dojazd z Nowego Dworu Gdańskiego na Mierzeję Wiślaną, skąd pochodzi wiele ofert. Nie dość, że autobusy jeżdżą rzadko, to jeszcze podróż znacznie utrudniają korki na drogach.

– No i dają się już odczuć konsekwencje związane z programem 500 plus – uważa Lewandowska. Część osób korzystających z tego programu oraz z pomocy społecznej, a otrzymujących ponad 2 tys. zł, uważa, że nie opłaca się im podejmowanie legalnej pracy, bo przy wyższych dochodach mogłyby na przykład stracić zasiłek na pierwsze dziecko. Traci się go, gdy dochód na członka rodziny przekroczy 800 zł albo 1200 zł, gdy którekolwiek dziecko w rodzinie jest niepełnosprawne.

Więcej ofert niż przed rokiem jest też w pośredniaku w Kołobrzegu. Jak mówi Ewelina Karewicz, dyrektor miejcowego PUP, wprawdzie i tutaj proponowane oficjalne wynagrodzenia są na poziomie płacy minimalnej, ale w rzeczywistości są one większe. – W części prac sezonowych jest trochę szarej strefy – przyznaje Karewicz i podkreśla, że przybywa również propozycji zatrudnienia za stosunkowo wysokie wynagrodzenia. – Na stanowisku kucharza albo szefa kuchni można już otrzymać 3,5 tys. zł brutto plus premię uznaniową – informuje. Ale mimo to nie znajdzie chętnych na wszystkie oferty. Bezrobotni często odmawiają ich przyjęcia, a w wielu przypadkach nie można ich za to pozbawić statusu bezrobotnego. Nie można tego zrobić na przykład w stosunku do kobiet posiadających dzieci, gdy twierdzą, że w przypadku pracy na zmiany nie mogłyby zapewnić potomstwu opieki.

Oferty zatrudnienia trafiają także do młodzieżowych biur pracy OHP. Tak jest na przykład w tego typu biurze w Białymstoku. Są w nim propozycje pracy w drukarni, przy pakowaniu produktów spożywczych, pracach rozbiórkowych, wykładaniu towaru w hipermarketach oraz dla konsultantów telefonicznych i sprzedawców.

– Ofert jest znacznie więcej niż przed rokiem – ocenia pracownik biura Anna Zaremba. Twierdzi, że pracodawcy oczekują od młodzieży przede wszystkim chęci do pracy, dyspozycyjności i zaangażowania, ponieważ poszukują osób, które będą wykonywać proste zajęcia, niewymagające kwalifikacji. – Jednak zainteresowanie tymi ofertami nie jest zbyt duże. Na pewno jak co roku zdecydowanie wzrośnie pod koniec miesiąca, gdy studenci skończą sesję egzaminacyjną, a uczniowie w wieku powyżej 16 lat otrzymają świadectwa. Mogą oni liczyć, że za godzinę pracy otrzymają 10–11 zł brutto – wyjaśnia Zaremba.

Godzinowe stawki są jednak mocno zróżnicowane. Potwierdzają to m.in. badania Work Service. Według nich za godzinę pracy na przykład opiekunki do dziecka trzeba zapłacić średnio prawie 23 zł brutto, a kelner może zarobić w tym czasie tylko nieco ponad 11 zł. Pracodawcy, którzy mają problemy ze znalezieniem kandydatów do pracy sezonowej, rozwiązują ten problem, zatrudniając coraz częściej Ukraińców, którzy bardzo chętnie podejmują pracę. Inna sprawa, że nawet minimalne wynagrodzenie jest u nas dwuipółkrotnie wyższe niż przeciętna płaca w ich kraju.

>>> Polecamy: Oto największe pułapki podniesienia płacy minimalnej