Zaledwie dwa tygodnie po brytyjskim referendum ws. Brexitu, największe miasta z pozostałych 27 krajów Unii Europejskiej prześcigają się w wynajdowaniu sposobów na ściągnięcie biznesu z Londynu. Stolica Wielkiej Brytanii od lat była europejskim centrum finansów.

„Musimy zachowywać się z klasą. Wielka Brytania to wspaniały naród i nasz przyjaciel” – mówił w środę francuski premier Manuel Valls na spotkaniu finansistów w Paryżu. „Ale nie bądźmy naiwni. Jesteśmy konkurentami i musimy być w stanie obsłużyć korporacje i ich pracowników”.

Podobne wypowiedzi podkreślają powszechne już przekonanie, że bez względu na to, czy biznes i kadra zarządzająca są gotowi do wyprowadzki z Londynu, rządy państw europejskich muszą robić co w ich mocy, by ich do siebie przyciągnąć. Inaczej miejsca pracy przeniosą się gdzie indziej. Na rynku walutowym najlepiej widać pesymistyczne nastawienie inwestorów do Wielkiej Brytanii. Funt osłabił się już do najniższych poziomów wobec dolara od 31 lat. Za brytyjską walutę płaci się teraz ok. 1,28 dol.

„Drogie start-upy, zachowajcie spokój i przenieście się do Berlina”

Promocję swojej stolicy zaczynają już Irlandczycy. W Dublinie trwają prace nad kampanią marketingową, która będzie prowadzona w Europie i USA. Reklama miasta nie będzie odnosić się bezpośrednio do Brexitu, ale wśród wymienianych zalet Dublina pojawi się też nacisk na fakt, iż biznes prowadzi się tu po angielsku.

„Napływ bankierów z londyńskiego City byłby miłym wydarzeniem. Będziemy walczyć o pozycję Irlandii tak mocno, jak to możliwe” – mówi Martin Shanahan, szef IDA Ireland, państwowej agencji ds. inwestycji zagranicznych.

>>> Czytaj też: "The Guardian": Fundusze nieruchomości w rozsypce

IDA jeszcze przed brytyjskim referendum promowała Irlandię u takich bankowych gigantów jak Standard Charterem, oferując im współpracę w przypadku konieczności uruchomienia planów awaryjnych. W kilka godzin po opublikowaniu wyników głosowania z 23 czerwca, Irlandczycy już kontaktowali się z bankiem.

Obecnie w Irlandii działa ponad 1,2 tys. zagranicznych koncernów, w tym Apple, Citigroup, czy State Street.

Paryż także ruszył z autopromocją jeszcze długo przed brytyjskim referendum. Valerie Pecresse, przewodnicząc Rady Regionalnej Ile-de-France, 24 czerwca wysłała listy do 4 tys. menedżerów małych i dużych firm, wychwalając w nich zalety francuskiej stolicy. Atrakcyjna lokalizacja, rozwinięta infrastruktura, wysoko wykwalifikowana siła robocza i światowej klasy sektor usługowy miały zachęcić zarządzających do przeniesienia tu swojej działalności.

O brytyjski biznes walczą też Niemcy. We wtorek w londyńskiej dzielnicy finansowej można było spotkać ciężarówkę obklejoną billboardami z napisem „Drogie strat-upy, zachowajcie spokój i przenieście się do Berlina”. Francuscy i niemieccy politycy spierają się, czy to Frankfurt, czy Paryż powinien teraz zająć miejsce Londynu jako centrum rozliczeniowe transakcji w euro.

Paryskie Europlace, lobby działające na rzecz francuskiego sektora finansowego, poświęciło swoją doroczną konferencję, która odbyła się w ostatnią środę, by ustalić plan działań w rywalizacji Paryża z innymi europejskimi konkurentami. Na spotkaniu pojawił się sam premier Valls i burmistrz Paryża Anne Hidalgo. Valls obiecał bankierom ciepłe przyjęcie i zapowiedział, że chce specjalne ulgi podatkowe dla zagranicznych firm będą dostępne przez osiem lat od momentu przeniesienia się do Francji, a nie jak do tej pory przez pięć lat. Szef Banku Francji Villeroy de Galhau zapewnił zaś, że wszystkie wnioski o licencje bankowe składane przez podmioty z innych krajów UE będą rozpatrywane najszybciej, jak to możliwe.

W kolejce Luksemburg, Włochy i Hiszpania

Mniejszy sąsiad Francji, Luksemburg, także nie próżnuje. W tym miesiącu ruszyła szeroko zakrojona kampania nawołująca mieszkańców innych państw, by przyjechali „robić karierę w finansowym sektorze Luksemburga”.

Zamieszkiwany przez zaledwie 550 tys. osób Luksemburg w ciągu niecałego wieku stał się najbogatszym państwem Unii Europejskiej. Dziś jest europejską bazą takich międzynarodowych koncernów, jak Amazon czy należący do Microsoftu Skype i drugim największym rynkiem funduszy po USA.

“Wyobraź to sobie. Właśnie otrzymałeś swoją wypłatę. Jesteś szczęśliwy, bo wiesz, że zatrzymasz więcej swojego dochodu brutto niż przykładowo w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji czy Belgii” – zachęca w datowanych na 1 lipca broszurach promocyjnych luksemburska agencja Luxembourg for Finance. Dalej wymienia same zalety pracy i prowadzenia biznesu w tym kraju: multikulturowość, wysokie zarobki, atrakcyjne warunki podatkowe.

We Włoszech premier Mateo Renzi próbuje znaleźć sposób na rozwiązanie kryzysu bankowego, który topi tutejsze instytucje finansowe. Tymczasem Mediolan stara się przejąć po Londynie siedzibę Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego (EBA). Burmistrz Giuseppe Sala spotkał się już w tej sprawie w Londynie z szefem europejskiego regulatora. Sala ma też aspiracje, by ściągnąć do Mediolanu Europejskę Agencję Leków.

>>> Czytaj też: Włochy nad przepaścią? Brexit to nic, prawdziwe problemy mogą dopiero nadejść [FELIETON]

Ambitne plany ma też Hiszpania, której sektor bankowy jeszcze w 2012 roku był ratowany unijną finansową kroplówką. Madryt także chce walczyć o siedzibę EBA i innych wspólnotowych agencji, które do tej pory znajdowały się w Wielkiej Brytanii. „Hiszpania jest w optymalnej sytuacji, by się o to ubiegać” – stwierdził w piątek wicepremier Soraya Saenz de Santamaria.

Valerie Pecresse, szefowa Rady Regionalnej Ile-de-France, szacuje, że z powodu Brexitu można przejąć ok. 30 tys. miejsc pracy w sektorze finansowym, drugie tyle jest do wzięcia w innych branżach. Jej zdaniem, mimo że Francja ma reputację mocno zbiurokratyzowanego kraju z wysokimi podatkami, wielkość i globalny status Paryża powinien działać na jego korzyść. „Jesteśmy tak naprawdę jedynym globalnym miastem, który stara się o ten biznes. Frankfurt nie jest tak chłonny, Dublin to peryferia Europy” – mówi Pecresse.

>>>  Polecamy: Brytyjski sposób na Brexit. Znaczne obniżki podatków