statystyki

Egzotyczna koalicja Turcji, Rosji i Iranu. Oto prawdziwe powody ofensywy Ankary w Syrii

24 sierpnia 2016, 15:55 | Aktualizacja: 24.08.2016, 15:56
Źródło:PAP
Tureckie czołgi w Syrii EPA/SEDAT SUNA RECROP Dostawca: PAP/EPA.

Tureckie czołgi w Syrii EPA/SEDAT SUNA RECROP Dostawca: PAP/EPA.źródło: PAP/EPA

Rozpoczęta w środę nad ranem operacja wojskowa Turcji w granicach Syrii jest wymierzona przede wszystkim w syryjską ekspozyturę Partii Pracujących Kurdynastu – wskazuje analityk Ośrodka Studiów Wschodnich Mateusz Chudziak.

Reklama

Reklama

Zwraca przy tym uwagę na „dość egzotyczną” z perspektywy ostatnich kilku miesięcy i będącą obecnie w ofensywie koalicję turecko-rosyjsko-irańską, która jednak - z perspektywy Turcji - ma najprawdopodobniej charakter doraźny.

Ekspert zaznaczył, że głównym celem Ankary, przynajmniej na obecnym etapie działań, jest minimalizacja zagrożenia ze strony Kurdów syryjskich, a docelowo ich neutralizacja i likwidacja ich autonomii w północnej Syrii. „To oni bowiem są egzystencjalnym zagrożeniem dla Ankary. A obok tego jest stałe zagrożenie ze strony Państwa Islamskiego” - wskazał Chudziak.

Wyjaśnił, że choć turecka ofensywa lądowa w pierwszej kolejności jest wymierzona w tzw. Państwo Islamskie, zajmujące miasto Dżarabulus (pretekstem do niej był niedawny zamach w tureckim mieście Gaziantep, o który bojownicy IS są podejrzewani), w dalszej perspektywie chodzi przede wszystkim o to, by uniemożliwić Kurdom połączenie zajmowanych przez nich terytoriów, czyli rozbitych kantonów: Kobane i Dżazira na wschodzie i Afrin - na zachodzie.

„Kurdowie, którzy ostatnio odbili Manbidż, który znajduje się mniej więcej pomiędzy tymi kantonami, dążyli do ich połączenia" – przypomniał analityk OSW. „Turcy z kolei od dawna uznawali taki rozwój wypadków za casus belli” - podkreślił.

To właśnie m.in. po to, aby spróbować odzyskać wpływy w północnej Syrii, Turcja zawiązała „pewien taktyczny sojusz” z Rosją. W efekcie na zajmowanym przez tureckie wojsko terytorium ma zostać utworzony tzw. korytarz humanitarny, a w praktyce – strefa bezpieczeństwa, której powstanie Turcja od dawna postulowała.

>>> Czytaj też: Reuters: tureckie czołgi wjechały na terytorium Syrii

Chudziak wyjaśnił też, że Turcja zwróciła się w kierunku Rosji m.in. w kontekście irytującego dla niej (w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi i NATO) amerykańskiego wsparcia dla syryjskich Kurdów, będących pierwszą linią frontu z IS.

Obecna operacja odbywa się więc wprawdzie z pomocą amerykańskiego lotnictwa – z perspektywy Stanów Zjednoczonych jest bowiem obliczona na osłabienie i likwidację Państwa Islamskiego - jednak „w dalszej perspektywie nie jest jednak wykluczone, a właściwie jest bardzo prawdopodobne, że jeżeli zniknie zagrożenie ze strony IS, Amerykanie wstrzymają swoje poparcie dla syryjskich Kurdów” - uważa ekspert.

W jego opinii Stany Zjednoczone spośród wszystkich uczestników konfliktu w Syrii są najbardziej zachowawcze, wycofane. Waszyngtonowi chodzi bowiem wyłącznie o likwidację Państwa Islamskiego. „Niemniej, jeśliby sojusz turecko-rosyjski, a być może także turecko-irański, nadal by się rozwijał, wówczas prowadziłoby to do eskalacji napięć na linii Ankara-Waszyngton i szerzej: Ankara-NATO” - zasygnalizował Chudziak.

W kontekście wewnętrznym operacja wojskowa w Syrii może mieć - zdaniem eksperta -wymiar integrujący. W ostatnim roku można było bowiem obserwować pewien sojusz rządu Tayyipa Erdogana i armii wymierzony przede wszystkim w Kurdów: w wymiarze wewnętrznym w Partię Pracujących Kurdystanu, a w zewnętrznym - w jej syryjską ekspozyturę, czyli Partię Unii Demokratycznej, która sprawuje faktyczne rządu w Rożawie (syryjski Kurdystan – PAP).

„Z perspektywy wojska również potencjalnie niepodległa czy nawet autonomiczna Rożawa stanowi zagrożenie dla Turcji – dla jej integralności terytorialnej, a przez to, że jest rządzona przez środowisko związane blisko z Partią Pracujących Kurdystanu, stanowi też swoiste polityczne laboratorium. Więc tu jest konsensus władz tureckich i armii” - zaznaczył analityk OSW.

„Byłbym jednak bardzo ostrożny z próbą prognozowania, w jaki sposób obecna sytuacja czy obecne działania na terenie Syrii przełożą się na wewnętrzne stosunki w Turcji, ponieważ to się rozwija nieco odrębnym torem, sprawa jest bardziej skomplikowana” - wskazał Chudziak.

„Po puczu doszło do czystek na ogromną skalę; dwukrotnie w ciągu miesiąca, co nie miało wcześniej miejsca, odbyło się posiedzenie Najwyższej Rady Wojskowej, która jakby przypieczętowała te czystki. Poprzednio mianowano nowych generałów, a ostatnio, wczoraj zwolniono ze służby ponad 500 pułkowników. W tym sensie w Turcji odbywa się wielkie sprzątanie” - zaznaczył ekspert.

„Natomiast panuje tam ogólnonarodowy konsensus, że potencjalnie niepodległa, a w tej chwili de facto autonomiczna Rożawa, rządzona przez syryjską ekspozyturę PKK, jest śmiertelnym zagrożeniem dla integralności terytorialnej w Turcji. To pozostaje w mocy, mimo że sytuacja wewnętrzna po puczu jest bardzo napięta” - podkreślił.

Pytany czy operacja wojskowa w Syrii może sprzyjać Erdoganowi w ew. zwiększaniu stopnia autorytarności jego rządów, analityk OSW zgodził się, nazywając ją – w tym kontekście - „rodzajem ucieczki do przodu”. Jego zdaniem raczej nie ma wątpliwości, że zostanie ona wykorzystana propagandowo na arenie wewnętrznej – w kontekście neutralizowania faktycznego (wobec zamachów bombowych) zagrożenia ze strony Kurdów i IS.

„Można się spodziewać, że jest bardzo duże społeczne zrozumienie dla tych działań i w wymiarze politycznym Erdogan tylko na tym zyska. Robi to dlatego, że jest pretekst – doszło do kolejnego krwawego zamachu i przynajmniej biorąc pod uwagę społeczne poparcie, jakie Erdogan ma po nieudanym puczu, jest na fali; koniunktura jest po jego stronie” - zaznaczył Chudziak.

„Co nie zmienia faktu, że Turcja w rozgrywce syryjskiej jest tym słabszym – zaangażowała się dlatego, że zmieniły się uwarunkowania: zmieniła się postawa Rosji, która nie chce być tylko zakładnikiem Iranu w Syrii, a chce zaprezentować się na Bliskim Wschodzie nie jako państwo, które wspiera szyicki Iran i szyicki reżim Assada plus Hezbollah, który też jest szyicki, ale również działa w sojuszu z wielkim sunnickim krajem, jakim jest Turcja. Tu z racji tego, że najsilniejsza w tej rozgrywce okazała się Rosja, Turcja zawierając z nią taktyczny sojusz, przystąpiła do konkretnych działań” - wyjaśnił analityk OSW.

>>> Polecamy: Merkel apeluje do tureckich imigrantów: "Oczekujemy daleko idącej lojalności wobec Niemiec"


Reklama

Reklama

  • Andy(2016-08-24 16:48) Odpowiedz 61

    Zanim na te tereny przyczlapali turcy to mieszkali juz tam kurdowie od dawien dawna. Kurdowie to narod jak my porozrywany przez zaborcow. Turcje,Syrie, Iran....czas na samostanowienie. Obudz sie ONZ,albo rozwiaz.

  • punkty współne(2016-08-24 16:36) Odpowiedz 52

    Czyli ta sama technika Erdogana wobec Kurdów co Putina wobec wschodniej Ukrainy. Słowa klucz to seperatyści, prowokacje, odwracanie uwagi od głównych problemów obu tych krajów, wyszukanie wroga, który by jednoczył i dawał poparcie. Niestety ale dla ludzi z zewnątrz takie ruchy Turcji są widoczne co prowadzi do tego, że Erdogan pcha Turcję w przepaść

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze