Żeby zrozumieć, jak dziś wygląda rynek produktów strukturyzowanych, trzeba odwołać się do konstrukcji tego rodzaju instrumentów finansowych, które z jednej strony gwarantują inwestorom zwrot zainwestowanego kapitału, z drugiej szansę na zysk wyższy od tradycyjnej lokaty. Żeby tworzące produkty strukturyzowane instytucje finansowe – przede wszystkim banki – mogły po ich wygaśnięciu zwrócić klientom całość zainwestowanych środków, muszą znaczną ich część zainwestować bezpiecznie. Tym większą, im niższe są stopy procentowe i tym samym zyski z bezpiecznych form inwestycji, takich jak na przykład dług emitowany przez Skarb Państwa. Obecnie stopy procentowe są najniższe w historii i bezpieczne ulokowanie kapitału na więcej niż 2 proc. nie jest możliwe. Oznacza to konieczność zamrożenia ponad 98 proc. środków, żeby zagwarantować nabywcy produktu strukturyzowanego zwrot kapitału po roku.

Z tych niecałych 2 proc. twórca produktu strukturyzowanego kupuje opcję – instrument pochodny, którego wartość uzależniona jest od zachowania kursu instrumentu bazowego. Opcja pozwoli zarobić, jeśli instrument bazowy – mogą nim być akcje spółek, giełdowe indeksy, surowce, waluty czy stopy procentowe – zachowa się w sposób założony przez twórców produktu strukturyzowanego. Może chodzić o wzrost notowań, ich spadek czy utrzymywanie się w kursu w określonym przedziale.

– Zmienność rynków finansowych jest wysoka, co oznacza, że relatywnie wysokie są również ceny opcji. W połączeniu z niskimi stopami procentowymi stwarza to trudne warunki do konstruowania produktów strukturyzowanych, które w relatywnie krótkim czasie z dużym prawdopodobieństwem dałyby klientom szansę na zyski – mówi Piotr Staniosz, specjalista ds. inwestycji z mBanku.

Czytaj więcej w e-wydaniu Dziennika Gazety Prawnej