PiS wykonał woltę: zamiast zakazu aborcji oferuje pomoc dla kobiet w tzw. trudnych ciążach. To coś zmieni?

Zakazywanie to wymaganie heroizmu od kobiet. Musimy stworzyć realną alternatywę wobec aborcji przy tzw. trudnych ciążach, w których istnieje ryzyko urodzenia się niepełnosprawnego dziecka. Aby przekonać kobietę, że nie warto decydować się na usunięcie ciąży, trzeba jej i jej rodzinie zapewnić solidne wsparcie, jeżeli zdecyduje się urodzić. Zdajemy sobie sprawę z delikatności problemu, dlatego chcemy, by choć w części ciężar opieki wzięło na siebie państwo.

Lepsza opieka wystarczy?

Wsparcie medyczne to zdecydowanie za mało. Musimy działać kompleksowo – opracować model wsparcia psychologicznego, rehabilitacyjnego i pedagogicznego. Kluczem jest odpowiednia opieka na jak najwyższym poziomie. Poprawa jakości opieki nad dzieckiem np. z zespołem Downa i jego rodziną, zarówno w zakresie zdrowia, jak i edukacji, wymaga zorganizowania szkoleń personelu medycznego i nauczycieli.

Już istnieje program dotyczący powikłań w ciąży i przewiduje on opiekę psychologa.

Myślę, że to kwestia rozłożenia akcentów, chodzi też o to, by matka wiedziała, gdzie może szukać pomocy. Żeby już przy pierwszej diagnozie otrzymała odpowiednie wsparcie i informację o pomocy.

Ile osób zostanie objętych takim programem?

Obecnie w Polsce legalnie przerywa ciążę około tysiąca kobiet i tę liczbę traktujemy jako bazową. Dysponujemy też statystykami, że np. jedno na siedemset dzieci ma zespół Downa.

Zaraz, czy to znaczy, że program dotyczyłby tylko kobiet chcących dokonać aborcji? Reszta może się poczuć dyskryminowana...

Proszę pamiętać, że my chcemy dać alternatywę w związku z tzw. trudną ciążą, aby zapobiegać chęci aborcji. To nie jest program przeznaczony dla wszystkich rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi – nad takimi rozwiązaniami trwają osobne prace. Ten opowiadający się za życiem jest wyraźnie zorientowany na przeciwdziałanie aborcji. Co nie zmienia faktu, że chcemy objąć i jednych, i drugich jak najlepszą opieką.

Do realizacji programu będą konieczne dodatkowe środki?

Nie chcę rozstrzygać tej kwestii, ale zarówno zespół, jak i sama pani premier ma na uwadze, że projekt tych rozwiązań, który najprawdopodobniej będzie zawarty w jednym akcie prawnym i będzie zmieniał część dotychczasowych rozwiązań, pociągnie za sobą pewne koszty. Jednak na razie trudno rozmawiać o konkretnych liczbach.

Takie rodziny będą otrzymywać dodatkowe świadczenia?

To nie należy do moich kompetencji.

Co potem – będzie zmieniane prawo, jeżeli chodzi o zakaz przerywania ciąży?

Pracujemy nad rozwiązaniami oferującymi pomoc dla kobiet.

Politycy PiS, pan też – mówią, że trzeba zakazać aborcji z powodu wad genetycznych, głównie zespołu Downa.

Moim zdaniem już teraz przerywanie ciąży w takim przypadku nie spełnia kryteriów ustawowych, choć zastrzegam, że wypowiadam się jako obywatel, a nie minister. Niemniej z danych wynika, że wiele legalnych przerwań ciąży wynika właśnie z tej choroby.

Wystarczyłoby, gdyby któryś z lekarzy wystąpił do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o interpretację przepisów. A wy byście odpowiedzieli, że przerywanie ciąży w przypadku wykrycia zespołu Downa jest nielegalne...

To nie leży w naszych kompetencjach. To Sejm musiałby doprecyzować ustawę. Czasem zdarzają się sytuacje naprawdę dramatyczne, w których trudno znaleźć dobre wyjście – zawsze jednak zarówno matka, jak i nienarodzone dziecko muszą być traktowane z szacunkiem należnym osobie ludzkiej. Natomiast patrząc z punktu widzenia prawa, przepisy dotyczące przesłanek eugenicznych są bardzo niejasne, w związku z czym ich interpretacja zależy w dużej mierze od lekarzy. Pamiętajmy, że ludzie z zespołem Downa żyją wśród nas i umieją się realizować i cieszyć życiem.

Aborcja to tylko jeden z tematów, którym się pan zajmuje. Przede wszystkim ma pan przedstawić wielką reformę zdrowia. A jeszcze przed rekonstrukcją rządu był pan wymieniany w gronie ministrów, którzy powinni utracić stanowisko...

Przyjąłem stanowisko ministra, aby realizować program partii, do której należę. Nie mam żadnych wątpliwości, że jest on dobry dla Polski. Jestem przygotowany merytorycznie do sprawowania tej funkcji i mam wizję rozwiązania problemów opieki zdrowotnej i konsekwentnie to robię. Nie interesują mnie rozważania na temat mojej pozycji, chcę wywiązać się z zadań. Jeśli pani premier postawi na kogoś innego, to z pokorą przyjmę jej decyzję. Służba zdrowia to skomplikowany obszar i oczekiwania społeczne są wysokie. Ale niezadowolenie ze służby zdrowia jest powszechne i w innych krajach. Jest to związane ze specyfiką tego obszaru – nierozerwalnie złączonego z chorobą, cierpieniem i bezradnością. Poza tym zapewniam, że wiele osób darzy mnie życzliwością i pomaga w pracy. Otrzymałem prawie 100 tys. głosów w wyborach do Senatu. To także solidne zaplecze. Nie jestem pod ciągłym ostrzałem.

Prezes Kaczyński też darzy pana podobną sympatią?

Jestem z nim w kontakcie na bieżąco i nie mam wątpliwości, że akceptuje kierunek zmian, które podejmujemy.

Postulaty podwyżek ze strony personelu medycznego nie zaszkodzą we wprowadzeniu zmian systemowych?

System ochrony zdrowia to konglomerat oczekiwań, przekonań i poważnych interesów, ale nie jest to szachownica, na której można przestawiać pionki do woli. Najważniejszy jest pacjent. Zdaję sobie sprawę, że są wśród personelu medycznego pracownicy, którzy zarabiają za mało, i wychodzimy temu naprzeciw. I nie da się ukryć, że robiąc porządek, narażamy się na rozmaite problemy. Zmiany nie wszystkim są na rękę. I często nasze propozycje są krytykowane, bo naruszamy interesy pewnych grup.

Premier zapowiadała, że do połowy października przedstawi pan wielką reformę, która ma być porównywalna do reformy edukacji. Co takiego się zmieni dla pacjentów?

Plan jest gotowy. Pierwsze zmiany będą już w lipcu 2017 r. Jedna dotyczy leczenia się u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, druga dotknie lecznictwo szpitalne. Lekarz POZ będzie miał więcej zadań i obowiązków w zakresie kierowania pacjenta na badania i zapewnienia skierowań. Będzie też aktywnie działał w dziedzinie profilaktyki i promocji zdrowego stylu życia.

Wiele zależy od finansowania. Już widać, że w roku 2017 nic się nie zmieni. Jednak zapowiada pan, że do 2020 r. będzie 6 proc. PKB na zdrowie. Rząd to zaakceptował?

Prezentowałem swój plan na Radzie Ministrów, również pani premier i prezesowi Kaczyńskiemu. Zgodzili się. Więc obecnie przygotowujemy ustawę, która potwierdzi ten wzrost. Dotychczas nakłady na ochronę zdrowia rosły jedynie z powodu wzrostu zatrudnienia i wynagrodzeń, były uzależnione od składki płaconej na zdrowie. Teraz ma być zagwarantowany procent PKB wydawany na zdrowie z budżetu. Mam nadzieję, że uda nam się zrealizować zakładany wzrost nakładów – będzie to oznaczało rewolucję w sposobie myślenia o ochronie zdrowia w Polsce. ⒸⓅ