Załóżmy, że stanie się to, co dzisiaj wydaje się niewyobrażalne: w którymś z krajów Zachodu dojdzie do władzy partia, która opodatkuje najbogatszych. Wiem, że dziś trudno w to uwierzyć. Ale załóżmy, że tak się stanie. Co wtedy? Jakie będą ekonomiczne skutki takiej decyzji?
Na to pytanie próbował odpowiedzieć podczas jednej z debat ekonomista Larry Summers, w przeszłości doradca Billa Clintona i Baracka Obamy. Jego zdaniem mogą wydarzyć się trzy rzeczy: spadnie skłonność najbogatszych do inwestycji, wzrośnie ich konsumpcja oraz wydatki na dobroczynność. Sama myśl wpływowego ekonomisty nie jest szalenie odkrywcza, jednak dość dobrze oddaje nastawienie głównego nurtu liberalnej amerykańskiej publicystyki do kwestii wealth tax.
Tym bardziej interesująca jest próba zmierzenia się z takim stanowiskiem. Ciekawe spostrzeżenia spisał na swoim blogu ekonomista Joshua Gans, dziś związany z Uniwersytetem w Toronto. Można powiedzieć, że jego rozumowanie wywraca wywód Summersa do góry nogami.
Reklama
Po pierwsze, Gans wątpi w to, czy po wprowadzeniu podatku majątkowego mocno zmniejszy się skłonność bogatych do inwestycji. I przypomina pracę noblisty Josepha Stiglitza z 1969 r., który dowodził, że choć tak może się stać, to jednocześnie zmienią się proporcje pomiędzy inwestycjami mniej i bardziej ryzykownymi. Inaczej mówiąc – im bardziej bogaty jest bogacz, tym więcej pieniędzy przeznacza na inwestycje pozbawione ryzyka, z których najczęściej nie ma dla gospodarki większego pożytku. Dlatego, pisze Gans, warto go zachęcić do przeznaczenia pieniędzy na bardziej ryzykowne działania.
Po drugie, Gans dowodzi, że wcale nie musi być tak, iż zwiększenie konsumpcji przez bogaczy będzie korzystne. Bo co to znaczy „konsumpcja miliardera”? Przecież nie to, że zacznie nagle wydawać więcej na jakiekolwiek towary lub usługi. Wszak wszystkie swoje (te dostępne za pieniądze) potrzeby ma już od dawna spełnione. Trzynasty jacht? Dwudziesty drugi samolot? Sto czterdziesta kolia? Wolne żarty. W praktyce konsumpcja bogacza może oznaczać posunięcia bardzo niemiłe dla systemu – jedną z jej form może być wywieranie wpływu na procesy polityczne. Na przykład w celu odwrócenia niekorzystnych decyzji władz, choćby podatku majątkowego. Demokracja (zwłaszcza taka, jak w Ameryce) daje ku temu olbrzymie możliwości.
Zostaje wspomniana jeszcze również przez Summersa dobroczynność. To w gruncie rzeczy także rodzaj konsumpcji bogacza, który kupuje w ten sposób uznanie i dobre samopoczucie. W praktyce jednak i z tym wiąże się ryzyko wywierania przez mecenasa nadmiernego wpływu na instytucje, które wspiera.
A jakie jest państwa zdanie w sprawie wealth tax? Ja uważam, że podatek majątkowy nie jest taki straszny, jak go przeciwnicy malują. ©℗
Im bardziej bogaty jest bogacz, tym więcej pieniędzy przeznacza na inwestycje pozbawione ryzyka, z których najczęściej nie ma dla gospodarki większego pożytku. Dlatego, pisze ekonomista Joshua Gans, warto go zachęcić do przeznaczenia pieniędzy na bardziej ryzykowne działania