To znaczy?
Jezus socjalistą? Nie przypominam sobie, by Jezus zmuszał nas do rozdawania majątku ubogim. On tylko nawoływał do dzielenia się własnością. Dobrowolnego dzielenia się. Gdzie tu jest jakiś socjalizm? Co więcej, z nauk Jezusa możemy wnioskować, że własność jest konieczną podstawą czynienia dobra. „Byłem głodny, a daliście mi jeść, spragniony, a daliście mi pić” (Mt 25, 35). Żeby dać, trzeba mieć. Popatrzmy na to szerzej: czy Jezusowi naprawdę chodzi tylko o pomoc charytatywną? Przecież każdy człowiek jest głodny trzy razy dziennie. Czy ci, którzy produkują nasze pożywienie, naszą odzież, przedmioty, których używamy, nie spełniają w jakimś stopniu nawoływań Jezusa?
W porządku, ale problem motywacji to inna kwestia. Bezinteresowne uczynki miłosierne i służenie innym poprzez produkcję dóbr to dwa uzupełniające się sposoby realizacji nauki Jezusa. Zauważmy, że wizja Sądu Ostatecznego poprzedzona jest w Ewangelii według Mateusza przypowieścią o talentach. Masz talenty, musisz je rozmnażać, a nie zakopywać. Nie wykonujesz Bożej woli, jeśli nie postępujesz w ten sposób. Czy pomnażanie talentów ma oznaczać dzielenie się nimi za darmo? Jeśli ktoś czytał Ewangelię, wie, że za darmo można otrzymać miłość Boga, ale nie rzeczy materialne.
>>> CAŁY WYWIAD W ŚWIĄTECZNYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ" (23.12.2016)
