"Trudna miłość i twarde negocjacje w 12 krokach May" - napisał "The Times". Omawiając przedstawione przez May priorytety rządu na czas negocjacji w sprawie Brexitu, gazeta oceniła, że to "uczciwa i szczera próba wprowadzenia odrobiny jasności do skomplikowanego i złożonego procesu". "Bruksela zachowałaby się mądrze odpowiadając na to pozytywnie" - podkreślono.

"W porównaniu do ubiegłego roku May zgrabnie przesunęła cel rozmów, zostawiając sobie opcję najtwardszego możliwego Brexitu. Miarą sukcesu będzie to, że nie będzie musiała z tej opcji skorzystać" - napisał "Times". Jednocześnie gazeta odnotowała jednak krytykę ze strony przysłuchujących się wystąpieniu premier ambasadorów, którzy uznali jej słowa o możliwym zerwaniu negocjacji za "blef" i "straszak".

W podobnym tonie przemówienie May odnotował "Daily Telegraph", pisząc, że to "odważny plan na Brexit, który jest mistrzowską lekcją zdrowego rozsądku i dokładnie tym, na co zagłosowali wyborcy".

Reklama

"Jej entuzjastyczne przekonanie o globalnym potencjale W. Brytanii odpowiada na potrzebę posiadania jasnego celu; to było przywództwo, które widzimy współcześnie zbyt rzadko" - napisał "Telegraph", dodając, że pozytywne reakcje inwestorów na przedstawioną przez May strategię negocjacyjną pokazują, iż "jakikolwiek będzie wynik rozmów, będzie on lepszy dla W. Brytanii niż sugerował to pesymizm rynków".

Znacznie bardziej krytyczny jest "The Guardian", który plan May nazwał "groźbą dla Europy". Dziennik przypomniał, że blisko 30 lat wcześniej Margaret Thatcher zachwalała członkostwo we wspólnym rynku i mówiła, że kwestia podejścia do wspólnego rynku będzie definiowała konkurencyjność W. Brytanii w XXI wieku. "To zdanie mogłoby się znaleźć także we wczorajszym wystąpieniu" - zaznacza gazeta.

Według "Guardiana" "premier May była konfrontacyjna, mówiąc o tym, że brak porozumienia jest lepszy niż złe porozumienie; spodoba się to eurofobicznym mediom, ale to blef, który może odbić się czkawką w trakcie negocjacji".

Poświęcając wiele miejsca europejskim reakcjom na przemówienie brytyjskiej premier dziennik ostrzega, że zdaniem liderów pozostałych państw członkowskich UE "W. Brytania działa na własną szkodę".

Wystąpienie szefowej rządu zebrało bardzo dobre recenzje w prasie tabloidowej. "The Sun" pochwalił "dwanaście przykazań premier May", które zostały pokazane w formie zapisów na kamiennych tablicach. Odwołując się do biblijnej Księgi Wyjścia, gazeta określa sytuację jednym słowem: "Brexodus".

"Theresa May postawiła się europejskim przywódcom, ostrzegając, że W. Brytania odejdzie od stołu, jeśli nie otrzyma uczciwego porozumienia w sprawie Brexitu" - podkreśliła gazeta, oceniając jej wystąpienie jako "historyczne i zmieniające warunki gry".

"Wizja Brexitu, którą przedstawiła wczoraj May jest tak bliska naszej, że sami nie napisalibyśmy jej lepiej. (...) Jej przemówienie było ogromnie ambitne, optymistyczne i zaprojektowane tak, żeby było atrakcyjne dla każdej rozsądnej osoby w W. Brytanii" - napisał "The Sun" w komentarzu redakcyjnym, dodając, że premier "pokazała, iż jest właściwym liderem, aby przeprowadzić nas przez ten wyjątkowy okres".

Z kolei "Daily Mail" zamieścił na okładce rysunek May na klifie w Dover. Szefowa rządu stoi na fladze UE, a nad jej głową powiewa flaga brytyjska. Odwołując się do konserwatywnej premier Thatcher gazeta opatrzyła rysunek tytułem "Stal nowej Żelaznej Damy", dodając, że wystąpienie szefowej rządu było "dobitnym ultimatum" dla unijnych liderów.

"Wielki naród narodził się na nowo" - brzmiał werdykt dziennika wobec wtorkowego przemówienia May. Komentator "Daily Mail" Quentin Letts porównał zachowanie premier do "kupca na arabskim targu, który zaczyna zakup dywanu od ostentacyjnego wyjścia ze słowami, że +nie ma tu nic, co mogłoby mnie zainteresować+".

May zapowiedziała we wtorek, że W. Brytania wraz z wyjściem z Unii Europejskiej opuści także wspólny rynek UE i będzie chciała wynegocjować nowe porozumienie o wolnym handlu, bez zachowania dotychczasowych czterech swobód: przepływu dóbr, usług, kapitału i osób. Zapowiedziała także, że wprowadzone zostaną nowe przepisy imigracyjne, które pozwolą na "kontrolę liczby osób, które przyjeżdżają do W. Brytanii z Unii Europejskiej".

Z Londynu Jakub Krupa

>>> Czytaj też: "Twardy" Brexit a sprawa polska. Czy czeka nas masowa reemigracja?