Dziewulski: To Głódź upił Kwaśniewskiego w drodze do Charkowa [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 kwietnia 2017, 21:00
Jerzy Dziewulski. Fot. Maksymilian Rigamonti
Jerzy Dziewulski. Fot. Maksymilian Rigamonti/DGP
"Stoi Jak-40 przygotowany do lotu do Krakowa. Jestem na pokładzie, wchodzi prezydent, siada. Obok mnie stoi oficer BOR. Głódź wchodzi, mija mnie tak, jakby mnie nie było, idzie prosto do oficera i mówi: polewaj". Wywiad Magdaleny Rigamonti z Jerzym Dziewulskim.

Bo tak było. I potem jak jakiś facet przychodził do mnie i mówił, że on chce też być gliniarzem, że chce zmieniać świat, tropić przestępców, ścigać bandytów, to go przeganiałem. Idealistów w policji nie potrzeba. Idiocie idealiście zawsze się wydaje, że praca w policji wygląda jak w filmie. A tak nie jest. Policjant musi być najemnikiem. I to dobrze opłacanym. Ja zarabiałem taką kasę, że nie wiedziałem, co z nią robić.

Wywiadowca – tak. Wówczas brałem 2460 zł. Duże pieniądze. Po tym mancie, które mi spuszczono, nie poszedłem do sądu. Zrobiliśmy za to karną ekspedycję z kolegami gliniarzami i po kolei wykańczaliśmy tych, którzy mnie pobili i spuścili manto. Karetki ich zabierały. Gdybym poszedł do sądu, to by mnie traktowali jak śmiecia. Pluliby na mnie. Nie byłbym partnerem do walki.

Wtedy, kiedy pisała pani o abp. Sławoju Leszku Głodziu.

Dawno to było. Miałem z Głodziem na pieńku, bo to on upił Kwaśniewskiego w drodze do Charkowa. Wtedy byłem szefem ochrony prezydenta, choć oczywiście niektórzy w to wątpili. Tu jest dokument z MSZ dotyczący wizyty prezydenta w Niemczech. I tu jest napisane: szef ochrony Jerzy Dziewulski. Potem zostałem doradcą Kwaśniewskiego ds. bezpieczeństwa.

Jakiś idiota z BOR głupoty wygaduje. To była rzeczywiście przedziwna sytuacja, bo szef ochrony prezydenta nie był pracownikiem Biura Ochrony Rządu.

I posłem.

Nie, sytuacja była bardzo trudna – myśmy wtedy nie wierzyli BOR.

Nie mogę pani tego do końca powiedzieć. Wszystko wskazywało na próbę podjęcia zamachu na Kwaśniewskiego.

W czasie kampanii.

Nie mogę mówić, ale to nie są gołe słowa, mam dokumenty policyjne w tej sprawie, są przesłuchania świadków, są tropy. Myślę, że policja stanęła wtedy na wysokości zadania. Nie mieliśmy zaufania do BOR.

Nic więcej nie powiem. Zresztą tajemnica była tak strzeżona, że nie wiedzieli o tym ani Kwaśniewski, ani szefowa jego sztabu wyborczego Danuta Waniek. Nie chcieliśmy po prostu wywoływać paniki.

Były komendant główny policji, były komendant wojewódzki policji, ja i jeszcze kilka osób. To był czas kampanii. Poza tym, gdybyśmy powiedzieli o tym głośno, to zaraz by na nas przeciwnicy naskoczyli, że kombinujemy, picujemy, chcemy wyłudzić głosy na współczucie. Moi ludzie wiedzieli, że sytuacja jest szczególna.

>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj