6 proc. PKB na ochronę zdrowia? Radziwiłł: To taki oczywisty cel [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 14 minut
23 maja 2017, 07:22
Lekarz, zdrowie, szpital
Lekarz, zdrowie, szpital/ShutterStock
O wydatkach na służbę zdrowia, finansowaniu szpitali, "tabletkach po" oraz o likwidacji NFZ mówi w wywiadzie minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Rozumiem, że mówią Panie o Wieloletnim Planie Finansowym, w którym nie ma wpisanego zwiększenia finansowania…

Ale jak się uważnie wczytać, to pod odpowiednią tabelą jest przypis, a w nim wyraźnie napisane, że rząd planuje systematyczny wzrost nakładów na lecznictwo.

To się okaże, gdy zapadną konkretne decyzje, które przełożą się na projekty ustaw. Wtedy dopiero będzie można prognozować wydatki. Dopóki tego nie ma, nie można podać też konkretnej kwoty – a do Planu można wpisać to, co wynika z obowiązujących przepisów.

Muszą być projekty ustaw, przy których określimy szacowane koszty ich wprowadzenia.

Oczywiście, że ta deklaracja jest aktualna. Ale musimy przygotować projekt ustawy, gdzie określimy dochodzenie do zakładanego poziomu wydatków na lecznictwo. Prace nad nią są finalizowane.

To jest projekt roboczy.

Ja ten projekt dałem pani premier, a nie mediom, więc rozmawiam o tym z panią premier. Publicznie będę mógł się do tego odnieść, jak projekt trafi do oficjalnych konsultacji.

Skoro tak mówią nieoficjalnie, to nie widzę sensu, by to komentować.

Nie ma żadnego sporu ani konfliktu. Po prostu nie ma jeszcze ostatecznego stanowiska. I tyle. Sytuacja jest taka, że minister zdrowia przygotowuje projekt i poddaje go konsultacjom międzyresortowym. Ten etap jeszcze nie nastąpił. Rozmowy trwają, a więc nie będę mówił o konkluzjach przed ich zakończeniem.

To nie są żadne negocjacje. Formalnie rzecz biorąc ten projekt nie jest jeszcze ukończony w resorcie zdrowia, więc można powiedzieć, że cały szereg różnego rodzaju uzgodnień jest na poziomie roboczym, a nie politycznym. Np. kwestia przejścia z ubezpieczeniowego na budżetowy sposób finansowania systemu lecznictwa oznacza, że ze składki przechodzimy w podatki. To jest jasne, że w takim obszarze musi istnieć bardzo ścisła współpraca między ministrem zdrowia a szefem finansów. Nawet nie na poziomie politycznym, nie strategicznym, ale na poziomie technicznym.

6 proc. PKB to taki oczywisty cel. Ewentualne dyskusje mogą dotyczyć tylko tego, w jakim czasie do takiego poziomu dojść.

Zakładam, że się uda.

Trzeba.

Jest rzeczą oczywistą, że pewnych celów, tych najbardziej kosztownych, nie uda się osiągnąć. A medycyna jest kosztowna i tego nikt nie ukrywa. To jest kwestia podejmowania wyborów. My też przed nimi stajemy, często są to wybory dramatyczne.

Wystarczy jedna rzadka choroba. Dla jednego pacjenta leczenie może kosztować 2 mln zł rocznie, a w efekcie dla kilkunastu chorych ta kwota wyniesie kilkadziesiąt milionów, czyli niejednokrotnie równowartość budżetu szpitala powiatowego, który leczy tysiące pacjentów. Więc to bywa naprawdę bardzo trudny wybór. Ale to dylematy, przed którymi staje się codziennie, administrując służbą zdrowia. W związku z rozwojem nauk medycznych można być pewnym, że ciągle będą pojawiać się takie dylematy - na każdym poziomie. I to niezależnie od reform.

Bardzo się z tego cieszę. Sytuacja, w której duża część pracowników dziś zarabia na pograniczu minimalnego wynagrodzenia, jest niedopuszczalna.

Minimalne wynagrodzenia to też mapa drogowa. Ich wysokość będzie rosnąć z roku na rok. Dla rezydentów pieniądze będą pochodzić z budżetu państwa.

Absolutnie nie. Z jednej strony dyrektorzy narzekają, że nie dostaną dodatkowych pieniędzy, ale wszyscy są zgodni, że „znakowanie” pieniędzy to jest wtrącanie się w decyzje zarządcze pracodawców.

Kiedy pracownik szpitala przychodzi po podwyżkę, to pracodawca nie zwraca się do ministra zdrowia z prośbą o pieniądze.

Czy którykolwiek pracodawca ma refundowane to, że w gospodarce zostaje podniesiona pensja minimalna dla wszystkich pracowników? Nie. Dlaczego dla szpitali należałoby zrobić wyjątek?

W szpitalach pracują ludzie, których trzeba traktować z godnością. Czy zatrudnianie ludzi na etacie poniżej 1200 zł jest moralne?

W szpitalach pracują nadal ludzie, którzy zarabiają za mało. Jest cała armia ludzi, którzy zarabiają mniej niż skromne minimalne wynagrodzenie. I to jest sytuacja patologiczna – tym bardziej, że w tych szpitalach są też pracownicy, którzy zarabiają bardzo dużo.

To już decyzja kierownictwa placówki medycznej. My mówimy, że nie można proponować człowiekowi zarobków poniżej określonego minimum.

Więcej, niż w tym.

Zobaczymy. Jak weźmiemy pod uwagę 2017 r., to pieniędzy na lecznictwo już jest więcej, niż rok wcześniej. Jestem przekonany, że ten trend wzrostowy utrzyma się w kolejnych latach. To są bardzo skomplikowane obliczenia. To nie jest tak, że bierze się pod uwagę tylko to, co jest przeznaczane na finansowanie świadczeń medycznych. Służba zdrowia składa się z różnych elementów. Pieniądze na szeroko pojęte zdrowie (tzw. Narodowy Rachunek Zdrowia) są ujęte w budżetach różnych ministerstw, np. szkolnictwa wyższego. Już w tym roku z budżetu przewidzianego na wydatki związane ze zdrowiem są finansowe rzeczy, które wcześniej nie były. Np. 540 mln zł zarezerwowane na realizację programu dofinansowania leków dla seniorów (osób powyżej 75 roku życia- red.), także 300 mln zł na szczepienia.

Co dwa miesiące aktualizujemy listę leków refundowanych z budżetu w ramach programu 75 plus. W tym roku nastąpiły znaczące zmiany, np. dopisaliśmy cały szereg preparatów, których pierwotnie w ogóle nie uwzględnialiśmy na tym wykazie. Założenie było takie: zaczynamy od leków, za które odpłatność pacjentów jest najwyższa. Czyli skupiliśmy się na produktach, gdzie dopłata po stronie chorego jest 30 proc. Natomiast leków na ryczałt, czyli takich, gdzie pacjent płaci 3 zł 20 gr. w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Efektem było powstanie sytuacji, w której większość seniorów już dziś może korzystać z leków bezpłatnie bądź z dopłatą 3 zł 20 gr. Teraz poszliśmy o krok dalej i wpisaliśmy długą listę leków kardiologicznych, które były dostępne na ryczałt.

Nie wiem, co Grzegorz Schetyna miał na myśli. Nie jest specjalistą od służby zdrowia i chyba coś mu się pomyliło. Realizujemy nasz plan w tym zakresie w sposób konsekwentny, ale również odpowiedzialny. Zgodnie z założeniem od samego początku uważamy też, żeby starczyło nam pieniędzy na bezpłatne leki dla seniorów.

Robimy wszystko, żeby tak się stało. Ale nie ma co ukrywać, że lepiej nie dojechać do górnego pułapu, niż go przekroczyć. Bo wtedy ustawa mówi o bardzo surowych konsekwencjach.

Dlatego wprowadzamy tak ostrożnie leki przeznaczone dla wszystkich. Przede wszystkim chodzi o leki kardiologiczne. Bywają one używane również przez osoby poniżej 75 roku życia. Ja liczę, że nie będzie jakiejś gwałtowanej zmiany, to jest też kwestia uczciwości tych, którzy mogą kupować leki na preferencyjnych warunkach. Ale też zmieniamy dla innych chorych dostępność leków wprowadzając fundusz ratunkowy, w ramach którego będzie można w wyjątkowych sytuacjach starać się o refundację leków.

Rozumiem, że ma Pani na myśli wprowadzenie zasady dostępności hormonalnych środków antykoncepcyjnych wyłącznie na receptę? Z niezrozumiałych dla mnie powodów ten jeden artykuł projektu zdominował całą debatę na jego temat.

To błędne myślenie. Odwrócę pytanie: dlaczego jeden preparat, którego nazwę Panie wymieniły, ma być sprzedawany bez recepty?

A nie zadawały sobie Panie pytania, jak to jest, że wszystkie leki mające wpływ na gospodarkę hormonalną są na recepty, a producentowi tylko jednego produktu handlowego udało się wejść do sprzedaży odręcznej? Dlaczego tak się stało? Wiadomo, że producentom zależy na przejściu do takiego modelu sprzedaży; istnieje wręcz ogromny nacisk firm produkujących leki stosowane np. w chorobach alergicznych, chorobie wrzodowej, czy w chorobach zapalnych – by przejść do kategorii dostępności „bez recepty”. Powód jest prosty – to zwiększa sprzedaż ich preparatów. Tak samo było w Polsce, gdzie przed 2014 rokiem rocznie sprzedaż wymienionego wyżej preparatu sięgała 10 tys. opakowań, po zniesieniu recepty w zeszłym roku skoczyła do prawie 240 tys. Czyli wzrost 24-krotny. Biorąc pod uwagę zyski w całej Europie, chodzi o olbrzymi wzrost zysków, o których nawet nam się nie śni.

W 2015 r. ówczesny sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Sławomir Neumann twierdził, że jeżeli unijne przepisy pozostawią w gestii krajów członkowskich decyzję w tej sprawie, tzw. antykoncepcja awaryjna będzie w Polsce dostępna jedynie na receptę. W związku z tym późniejsze wprowadzenie przez rząd PO-PSL przepisów, na mocy których ta tabletka jest dostępna bez recepty, było niezrozumiałą niekonsekwencją.

W wielu krajach europejskich istnieją różnego rodzaju ograniczenia w sprzedaży takich preparatów i my tego rodzaju ograniczenie zdecydowaliśmy się wprowadzić.

Na przykład rozmowa z farmaceutą.

U nas takiej formuły nie ma, są tylko dwie możliwości – na receptę lub bez niej. A zasada jest taka, że silnie działające preparaty są dostępne na receptę, bo istnieją poważne obawy, że mogą zaszkodzić pacjentom. Nie rozumiem, dlaczego akurat w przypadku tego preparatu miałoby być inaczej.

Jak to?

Jeżeli dziennikarz pyta, czy bym przepisał, to odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

W ten sposób każdą decyzję można nazwać ideologizacją. Tę z 2015 roku też. Proszę zwrócić uwagę, że wbrew wielu naciskom nie zabraniamy sprzedaży tej tabletki, prawda? A takie naciski są. My tego nie zrobiliśmy. My przywracamy porządek. Produkty o silnym działaniu są na receptę. To dlaczego tylko jeden produkt ma nie być na receptę?

Patrząc na liczbę sprzedanych opakowań można mieć wątpliwości, czy jest stosowana jednorazowo. Poza tym my nie działamy na zasadzie, że jak jest nowy preparat, to się go wypuszcza na rynek a potem dopiero sprawdza, kto się zatruł. Tak się nie robi.

A

Co to znaczy restrykcyjny? A czy to, że antybiotyk na zapalenie płuc jest na receptę nazwałaby Pani utrudnieniem? Nie, to jest pewien porządek, w którym funkcjonujemy.

Przez pięć dni to nie jest tak mało.

Charakterystyka produktu leczniczego mówi o pięciu dniach.

Kto Pani to powiedział?

Przez kogo prowadzonych?

CHPL mówi co innego. Proszę wybaczyć, ale jest mnóstwo leków o większej pilności, których stawką, w przypadku nieprzyjęcia, jest utrata życia, a są dostępne na receptę. Na przykład adrenalina, której się używa przy np. użądleniu przez osę. A trzeba dostać się do lekarza.

Przywracamy zasadę, że wszystkie hormonalne preparaty antykoncepcyjne są na receptę. To nie jest ustawa na temat tej tabletki, tylko ustawa, która wprowadza pewien porządek w zakresie bezpieczeństwa. To nie dyskusja światopoglądowa. Dbamy o zdrowie pacjentek, dla których mogłaby być niebezpieczna.

Ja wolę mówić o upowszechnieniu dostępu do publicznego systemu świadczeń zdrowotnych. Likwidacja NFZ to skutek, a nie istota tego projektu. Istotą jest to, że przechodzimy z systemu ubezpieczeniowego na budżetowy. System ma więc obsługiwać administracja państwowa, a nie NFZ. Ale niezależnie od tego, jak to nazwać, styczeń 2018 to nadal aktualna data.

Będzie to początek likwidacji. Dla zapewnienia płynności zmiany, będzie wprowadzony np. roczny okres przejściowy, co oznacza, że Fundusz w likwidacji będzie utrzymywał rolę płatnika jeszcze jakiś czas. Choć sposób finansowania będzie już inny –budżetowy. To wszystko znajdzie się w Ustawie o Narodowej Służbie Zdrowia.

Widziałem doniesienie o tym w jednej gazecie. Tyle mogę na ten temat powiedzieć.

Oczywiście, że rozmawialiśmy, nawet się nieźle uśmialiśmy.

>>> Czytaj też: Euro we wszystkich krajach UE do 2025 roku? Niemiecka gazeta dotarła do planów KE

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj