Dwulatki Taytum i Oakley mogą pochwalić się 2,2 milionem obserwujących na Instagramie. Inkasują pięciocyfrowe sumy za jedno zdjęcie z chcącą zareklamować się marką. Znalazły się już w reklamach, filmie pełnometrażowym i telenoweli. Rodzice bliźniaczek, którzy dwa lata temu borykali się z nieudanym biznesem, teraz produkują własne filmy i prowadzą rodzinny kanał na YouTube z 2,7 miliona subskrybentów. Również oni mają własne konta na Instagramie, gdzie reklamują takie marki jak Olay czy Hyundai.

Jak pisze Katharine Schwab na portalu Fast Company, to historia w stylu „od pucybuta do milionera”, która może się zdarzyć tylko w erze mediów społecznościowych. Branża tzw. influencerów niebawem osiągnie wartość 5 miliardów dolarów, a 10 miliardów dolarów do 2020 roku. Dzieci stanowią coraz większą część wpływowej gospodarki Instagrama. Mogą nie tylko reklamować zabawki czy odzież dziecięcą, ale i pomagać w budowaniu przyszłej bazy konsumentów. Millenialsi są przyzwyczajeni do zakupów na Instagramie, co czyni go idealnym miejscem dla marek próbujących dotrzeć do młodych rodziców. To także jedna z ulubionych sieci społecznościowych generacji Z (wraz z serwisem YouTube). Dane z września 2017 r. pokazują, że 80 proc. z 800 milionów użytkowników Instagrama obserwuje firmy i marki, a 60 proc. użytkowników znajduje nowe produkty właśnie na tej platformie.

„Współpraca z dziecięcymi influencerami to długoterminowe działanie. Buduje świadomość marki i poczucie pokrewieństwa przez pokolenia” – mówi Zoe Marans, wiceprezes agencji marketingu interaktywnego MediaKix. Według niej największe dziecięce gwiazdy na platformie zyskały na popularności w ciągu ostatnich kilku lat. Liczba obserwujących bliźniaczki Milę i Emmę Stauffer wzrosła z około 150 tys. obserwatorów na początku 2017 r. do 4,1 miliona z końcem 2018 r. Dziecko-influencer może być ładną twarzą na sponsorowanych postach, ale to ich rodzice wszystkim zarządzają. Minimalny wiek do założenia konta na Instagramie to 13 lat. Mogą to być dzieci, które zarabiają już jako modelki bądź mają swoje kanały na YouTube. Często nie zdają sobie sprawy, że zdjęcie, które robią sobie z rodzicami, będzie przez nich wykorzystane. Niektóre dzieci są zbyt małe, by mieć świadomość, że są sławne. Na Instagramie zdobywają i sławę, i pieniądze.

Zooey in the City

Wyświetl ten post na Instagramie.

Not sure if you’ve already seen the billboards or this image circling the internet but just incase you haven’t we wanted to share it one more time that Zooey is on billboards all over LA for @uniquemarkets 10 yr anniversary! We’ll be heading there Saturday so if you’re planning on coming by we can’t wait to meet you! 📸: @valvogt2

Post udostępniony przez Zooey Miyoshi (@zooeyinthecity)

Według Kyle’a Hjelmesetha, założyciela agencji zajmującej się influencerami God and Beauty, wpływowe dziecko z 500 tys. obserwujących może zarobić około 5 tys. dolarów za jedno zdjęcie. Albo i więcej, jeśli marka kupuje kampanię, która może obejmować wiele postów czy też nagrania na Instagram Story. Bliźniaczki Taytum i Oakley liczą sobie od 15 tys. do 25 tys. dolarów za jeden post. Jednak ich rodzice podkreślają, że nadal nie mają wielu ofert marek, ponieważ dziewczynki nie mogą tak naprawdę podążać za wskazówkami. Gdy tylko będą na tyle duże, by stosować się do tego, czego chcą ich rodzice (i płacące im marki), mogą zarobić jeszcze więcej.

Madison Fisher, matka bliźniaczek Taytum i Oakley, sama robi zdjęcia i stara się konsekwentnie publikować, ponieważ ciągłe tworzenie „treści” pomaga powiększać grono ich odbiorców. Spodziewa się kolejnego dziecka, które już ma konto (choć nie ma tam jeszcze żadnych zdjęć) na Instagramie z 46 tys. obserwatorów. Podkreśla, że praca z małymi dziećmi wcale nie jest łatwa. Rodzice instagramowych influencerów muszą też mierzyć się z ciemną stroną Internetu: rasistami, seksistami, pedofilami i trollami. Przykładowo Nguyen-Miyoshi, matka sześcioletniej Zoomy, która ma 145 tys. obserwujących, ma własną anty-pedofilską taktykę: nie publikuje żadnych zdjęć, które według niej mogłyby być traktowane jako seksualne; codziennie przegląda nowych obserwatorów i blokuje wszelkie podejrzane konta; blokuje wszystkie negatywne komentarze; nie publikuje, gdzie Zooey chodzi do szkoły, gdzie mieszka lub gdzie spędza czas wolny; a na zdjęciach Zooey zawsze ma okulary przeciwsłoneczne.

Clements, matka 8-letnich bliźniaczek Avy i Leah (896 tys. obserwujących), postawiła na inną strategię: postanowiła przeczytać czasem niektóre negatywne komentarze córkom. Jak mówi, nie może chronić je przed wszystkim: „Nie możesz je zawsze osłaniać, więc musisz w jakiś sposób je uświadomić”. Dziewczynki pracują jako modelki, tak więc zdjęcia na Instagramie nie różnią się dla nich od pracy przy reklamach. Również dziesięcioletni syn Clements, Chase, ma swoje konto (37 tys. obserwatorów) i też już modeluje. Jak mówi Clements, „Nie mówimy o tym, że ma mniej obserwujących niż siostry. Nie sądzę, żeby wiedział, że ma konto na Instagramie.”

Fisher, mama dwuletnich bliźniaczek Taytum i Oakley, jest również zaniepokojona tym, jak instagramowa popularność może wpłynąć na postrzeganie samych siebie w trakcie dorastania dziewczynek: „Myślę, że jest to świetne rozwiązanie dla biznesu, a media społecznościowe to świetny sposób na komunikowanie się z ludźmi, ale może też zrujnować ludzkie życie. Nie dam im dostępu, dopóki nie będą nastolatkami. Po prostu chcę, żeby nie czuły się przygnębione i nie myślały, że są lepsze od innych. Chcę, żeby były dziećmi i zajmowały się zabawą i nauką, zamiast martwić się o media społecznościowe”.

Badania wykazały, że nastolatki mogą cierpieć na depresję z powodu mediów społecznościowych. Rodzice – niekoniecznie influencerów – zamieszczają zdjęcia swoich dzieci przez cały czas, często bez ich zgody. Niektórzy eksperci twierdzą, że stanowi to naruszenie prywatności; inni mówią, że dzieci powinny mieć prawo do decydowania o stworzeniu własnego cyfrowego śladu. Rodzice instagramowych influencerów spotykają się z dużą dozą krytyki – często zarzuca im się wyzysk, zarabianie na zdjęciach własnych dzieci i zabieranie im dzieciństwa.

Clements twierdzi, że robienie zdjęć na Instagram jest lepsze dla jej córek niż tradycyjne modelowanie. W przypadku reklam na Instagramie może zaplanować fotografa blisko miejsca, w którym mieszkają, i zakończyć sesję znacznie wcześniej. Wciąż jednak pojawia się pytanie, czy małe dzieci nie są w ten sposób wykorzystywane. Hjelmeseth z agencji God and Beaty przyznaje, że bywają rodzice, którzy pchają swoje dzieci, by robiły zdjęcia na Instagramie – mimo, że same dzieciaki nie mają na to ochoty. Czasami są zbyt małe, by mieć jakikolwiek wybór.

Według Amandy Schreyer, prawniczki specjalizującej się w świecie marketingu influencerów, jeśli dziecko występuje w typowej reklamie, wiemy, jakie przepisy obowiązują. „Dzieci-influencerzy nie są na planie, ale np. pozują do zdjęć w domu, może po szkole lub w weekendy. W tej chwili jest to bardzo szary obszar” – dodaje. Rodzice przekazują czasem pieniądze na fundusze założone z myślą o edukacji swoich dzieci bądź odrębne konta. Czasami jednak zatrzymują wszystkie wpływy dla siebie.

Na bazie kont Instagramowych rodzice małych influencerów zakładają inne biznesy: np. rodzina Clements planuje wypuścić na rynek markową Kaveah na początku 2019 r., w ofercie mając m.in. hipoalergiczne produkty dla dzieci i odzież. Dywersyfikacja platform ma znaczenie, ponieważ wartość Instagrama nie jest pewna. Hjelmeseth poleca swoim podopiecznym, by np. zakładali blogi – przynajmniej tu zostają właścicielami swoich treści. Fisher ma większe plany dla swoich córek niż Instagram czy YouTube. Już teraz są sławne, a ludzie zatrzymują je na ulicy, prosząc o zdjęcia. „Mogą być kolejnymi Mary Kate i Ashley. Moim celem jest, by dziewczynki znalazły w wielkich filmach lub programach telewizyjnych. To byłoby dla nich moje marzenie. Jeśli tego zechcą” – mówi Fisher.

>>> Czytaj też: Milion dolarów za posta na Instagramie. Influencerzy pokazują, jak żyć