Tak, chciałbym być prezydentem Warszawy.
Logika wydarzeń może mnie do tego zmusić. Jeśli nie znajdziemy kogoś, kogo moglibyśmy poprzeć, to pewnie będę kandydował na prezydenta Warszawy.
Jestem politykiem…
Nie ma co owijać w bawełnę: jestem politykiem, choć nie należę do żadnej partii. Chciałbym zmieniać to miasto i chciałbym zrobić to szybko, bo widzę, jak traci swoją szansę.
I nie widzę nikogo, na kogo chciałbym głosować w wyborach na prezydenta stolicy. Mógłbym poprzeć Jana Ołdakowskiego, ale on nie kandyduje, mógłbym też poprzeć Barbarę Nowacką, ale ona się do tego nie pali, a w dodatku jak widzę, kto wokół niej się kręci, to przechodzi mi ochota.
Ryszard Kalisz? (śmiech) O Jezu…
To żarty? Nie mógłbym go poprzeć, tak samo Jacka Sasina.
Ten, którego prawą ręką jest Sławomir Potapowicz? Ten sam Potapowicz, który był prawą ręką Pawła Piskorskiego?
Za Jakubiaka, endeka, sponsora prokremlowskich Kresów.pl, serdecznie dziękuję.
To jest właśnie ta logika wydarzeń, o której mówiłem. Kogo może poprzeć aktywny politycznie człowiek, który chce w Warszawie realnych zmian?
>>> Czytaj też: Wielka bitwa o Warszawę. Czy jeden dokument może być wart kilka miliardów złotych?
