Mężyk: Praca z Balcerowiczem to była najlepsza szkoła [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
15 czerwca 2017, 20:18
Łukasz Mężyk_Fot. Darek Golik
Łukasz Mężyk - założyciel portalu 300polityka. pl, doradzał Jarosławowi Kaczyńskiemu w kampanii wyborczej w 2010 r., potem partii Polska Jest Najważniejsza oraz Joannie Kluzik-Rostkowskiej z PO Fot. Darek Golik/Dziennik Gazeta Prawna
Dzwonił do nas codziennie o siódmej rano, zawsze z tym samym pytaniem: „Gdzie pan jest?” Każdego tak witał. A ja dojeżdżałem wtedy tramwajem do ronda Waszyngtona, wyjmowałem wielką służbową komórkę, taki kilogramowy centertel, co samo w sobie było wówczas zjawiskowe, i zduszonym głosem mówiłem „Dzień dobry, panie premierze”. Ludzie patrzyli na mnie jak na kosmitę i wariata - mówi Łukasz Mężyk w rozmowie z Robertem Mazurkiem.

Jestem, i to od zawsze. Miałem 13 lat i w trakcie kampanii prezydenckiej Tadeusza Mazowieckiego kupowałem znaczki i nosiłem je w szkole. Potem chodziłem na spotkania Unii Demokratycznej, gdzie traktowano mnie jak maskotkę. A na 18. urodziny dostałem legitymację Unii Wolności. Wiesz kiedy byłem po raz pierwszy w Sejmie?

Miałem 14 lat, był rząd Jana Olszewskiego, pojechałem do Sejmu z wycieczką Forum Młodych UD z Koszalina, całe pięć osób. I tam sobie robiłem zdjęcia z osobami, których nazwiska już nikomu nic nie powiedzą: Józefa Hennelowa, Jacek Taylor, Ludwik Turko. Ale na spotkaniu w Koszalinie dostałem też dedykację od Jarosława Kaczyńskiego: „Panu Łukaszowi z konkurencyjnej Unii Demokratycznej, z nadzieją, że nie zawsze będziemy się różnić”.

Ale zanim zacząłem dla niego pracować, minęło sporo czasu.

Poznałem go na spotkaniu wyborczym i jak tylko zacząłem studia w Warszawie, to się u niego zameldowałem. Przyjął mnie natychmiast, potem dostałem pracę w Ministerstwie Finansów – miałem 20 lat i 1300 zł na pasku wypłaty.

Był Paweł Narożny, Jakub Karnowski, późniejszy szef PKP, no i Rysiek Petru.

Narażaniem się starej UD, bo sprawdzałem Balcerowiczowi, jak głosowali posłowie. Nienawidzili mnie.

To była najlepsza szkoła. Dzwonił do nas codziennie o siódmej rano, zawsze z tym samym pytaniem: „Gdzie pan jest?” Każdego tak witał. A ja dojeżdżałem wtedy tramwajem do ronda Waszyngtona, wyjmowałem wielką służbową komórkę, taki kilogramowy centertel, co samo w sobie było wówczas zjawiskowe, i zduszonym głosem mówiłem „Dzień dobry, panie premierze”. Ludzie patrzyli na mnie jak na kosmitę i wariata.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj