Ojciec Trump przyjeżdża do Polski. Dlaczego tak bardzo przeżywamy wizytę prezydenta USA?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 lipca 2017, 08:23
Donald Trump
Donald Trump/ShutterStock
Niemal każda wizyta prezydenta USA w Polsce była dla nas emocjonalnym ekwiwalentem uczuć, jakie wiążą się zwykle z przybyciem długo niewidzianego rodzica
3004879-i02-2017-125-000001000.jpg

W książce „Koniec hegemonii Ameryki” (2008) amerykański dziennikarz i intelektualista Fareed Zakaria pisze, że najprościej zrozumieć krajobraz polityczny świata przełomu XX i XXI w. przez pryzmat głośnego konfliktu o Pietruszkę. W 2002 r. na maleńkiej i niezamieszkanej wyspie w okolicach Gibraltaru zwanej Perejil, czyli właśnie Pietruszka, pojawiło się 12 żołnierzy marokańskich, którzy wbili tam swoją narodową flagę. Nie spodobało się to Hiszpanom uważającym, że wysepka należy do nich. Momentalnie wysłali 75 żołnierzy, którzy posłali Marokańczyków do domu, i wbili w ziemię aż dwie hiszpańskie flagi. Maroko uznało to za akt agresji; młodzież na ulicach Rabatu krzyczała, że za pokrytą pietruszką wyspę będą przelewać krew, podczas gdy wokół wysepki pojawiły się helikoptery i okręty hiszpańskie.

Konflikt dotyczący skrawka lądu, na którym pasą się kozy, był może niespodziewany i absurdalny, ale domagał się rozwiązania. Naturalnym mediatorem były ONZ, Unia Europejska czy choćby Francja, która miała z oboma krajami przyjazne stosunki, ale to USA musiały zakończyć spór. Zakaria cytuje Colina Powella, ówczesnego sekretarza stanu, który z rozbawieniem wspominał: „Myślałem sobie: co ja mam z tym wspólnego? Dlaczego Stany Zjednoczone są nagle w samym środku tej kabały? (...) Postanowiłem szybko doprowadzić do kompromisu (...) W basenie Morza Śródziemnego był już późny wieczór, a moje wnuki miały zaraz wpaść do nas popływać”. Powell wysłał kilka faksów i mediacje się skończyły, zanim jego wnuki zdążyły porządnie naciągnąć na głowy czepki.

Historia Pietruszki, choć marginalna, trafnie podsumowuje ówczesną pozycję Ameryki w świecie: była ona niczym sprawiedliwy i charyzmatyczny ojciec, który spogląda z wysokości na kłótnie niesfornych dzieci i potrafi skutecznie posłać je do łóżka, nie przerywając przy tym codziennych zajęć. Jeśli byli tacy, którym ten obraz wydawał się z gruntu fałszywy, a ojcowski image Ameryki jedynie maską nałożoną na chciwy imperializm, to na pewno nie byli to Polacy. My całą swoją tożsamość jako najpierw pretendującego do wolności, a potem wolnego gracza na arenie międzynarodowej oparliśmy właśnie na posiadaniu amerykańskiego taty.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj