Amerykański indeks 40 spółek, które są związane z odnawialnymi energiami (producenci turbin wiatrowych, ogniw słonecznych, etc.) wzrósł w tym roku o 20 proc. To o ponad 2 razy więcej niż indeks S&P 500, którego wzrost w tym czasie wyniósł 9,8 proc. oraz więcej niż 8,3-proc. wzrost indeksu spółek węglowych.

Boom na ekologiczne firmy to efekt splotu kilku czynników, które wystąpiły w tym samym czasie. Chodzi m.in. o nowe prawo stanu Nevada, które ma na celu zwiększenie produkcji energii z dachowych paneli fotowoltaicznych, chińskiej polityki energetycznej oraz optymizmu, że Tesla wypuści nowy model 3 na czas. Krótko mówiąc, agenda Donalda Trumpa skupiona na kopalnych źródłach energii, nie zmniejszyła zainteresowania inwestorów źródłami odnawialnymi.
“Nie stało się nic strasznego, te firmy po prostu kontynuują swoją działalność” – komentuje Jenny Chase, analityk ds. energii słonecznej z Bloomberg New Energy Finance.

Wraz ze wzrostem notowań zielonych spółek, inwestorzy przeznaczyli więcej środków na wiatraki i ogniwa fotowoltaiczne. Amerykańskie inwestycje w ten obszar w II kw. 2017 wyniosłu 14,7 mld dol. To więcej o 51 proc. względem poprzedniego kwartału i najwyższy poziom od 2015 roku – wynika z informacji Bloomberga. Analogiczne inwestycje w Europie wzrosły w tym okresie o 10 proc. do poziomu 8,8 mld euro.

“Obserwujemy sytuację, w której ludzie zdają sobie sprawę, że czysta energia jest bardziej dochodowa niż konwencjonalne źródła” – uważa David Richardson z Impax Asset Management, który zajmuje się inwestycjami w zrównoważony rozwój.

Akcje firm związanych z energią słoneczną radzą sobie szczególnie dobrze w epoce Trumpa. Akcje Sunrun Inc., największej w USA firmy zajmującej się instalacją fotowoltaicznych paneli dachowych, zyskały aż 32 proc. To po części efekt nowego prawa stanu Nevada, który przywrócił dofinansowanie do instalacji ogniw fotowoltaicznych na dachach gospodarstw domowych. Gdy w 2015 roku władze stanu zniosły dofinansowanie, branża prawie zamarła.
Zyskują również producenci ogniw fotowoltaicznych. Akcje First Solar Inc., największego w USA producenta paneli słonecznych, zyskały 33 proc. i osiągnęły cenę 42,72 dol. za sztukę.

Reklama

Średnia cena jednego wata energii słonecznej od grudnia 2016 spadła o 8 proc. i ustabilizowała na poziomie 35 centów.

Wśród powodów boomu wskazuje się także na lęk producentów przed wprowadzeniem ograniczeń importu sprzętu z zagranicy. W efekcie firmy te zaczęły magazynować zapasy.

Do firm o dużych wzrostach wartości zaliczają się w ostatnim czasie także producenci ogniw paliwowych, które do wytworzenia energii używają wodoru. Co prawda technologia silniników wodorowych trudem przebija się na amerykański rynek, to coraz chętniej stosują ją Chiny w swoich autobusach. Wraz ze wzrostem inwestycji z tego obszaru w Pekinie, wartość akcji producenta ogniw paliwowych Hydrogenics Corp. wzrosła dwukrotnie, a papiery Ballad Power Systems poszybowały o 73 proc. w górę.

Do zielonego boomu swoją cegiełkę dołożyła również Tesla. Akcje spółki poszły w górę o 50 proc., odkąd firma zaczęła limitowaną produkcję modelu 3, który jest jak dotąd najtańszym autem tej firmy. Elon Musk, prezes Tesli, uważa, że produkcja modelu 3 do grudnia 2017 roku osiągnie poziom 20 tys. aut miesięcznie.

Trzeba jednak pamiętać, że boom spółek zw. z czystą energią może mieć jedynie przejściowy charakter. Firmy produkujące ogniwa paliwowe już nie raz w swojej historii doświadczały takich efemerycznych wzrostów. Notowania Tesli są z kolei obniżane przez obawy, że firma może nie być w stanie poradzić sobie z masową produkcją aut.

>>> Czytaj też: Putin miałby łatwiej, gdyby prezydentem została Hillary Clinton? Niekoniecznie [OPINIA]