Ks. Adam Marek Pergół: W tej sprawie to my jesteśmy sto lat za Murzynami [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
10 sierpnia 2017, 20:00
ksiądz Adam Marek Pergół, fot. Darek Golik
ksiądz Adam Marek Pergół, fot. Darek Golik/Dziennik Gazeta Prawna
Sto lat temu wśród inteligencji krakowskiej była chłopomania, kolega ma afrykomanię? Z ks. Adamem Markiem Pergółem rozmawia Robert Mazurek

Nie wiadomo skąd to przyszło. W seminarium jeździłem do sióstr misjonarek matki Teresy, bo zawsze chciałem pracować wśród biednych, ale też myślałem, że jak zostanę księdzem, dostanę jedną, drugą wypłatę, to mi przejdzie.

Niestety, nie przeszło. Po pierwszym roku pracy w parafii w Płocku już wiedziałem, że chcę wyjechać.

Było bardzo fajnie, dobry proboszcz, świetnie rozkręcił parafię, ale ja już wiedziałem. I wiedziałem, że to będzie Afryka.

Nic, poza tym, że tam są biedni.

Ale moi biedni byli w Afryce. Jak powiedziałem rodzicom, to spodziewałem się szoku, a oni na spokojnie: „Myśmy wiedzieli”. Nie wiem skąd, bo nigdy z nimi o misjach nie rozmawiałem, ale wiedzieli.

Referent misyjny mówi, że potrzebują księdza w Zambii. Myślę tak: brzmi ładnie, prosta w wymowie, w pisowni też, niech będzie. Spojrzałem na mapę i już. Rok przygotowań w Polsce i 31 stycznia 2001 r. wylądowałem na lotnisku w Lusace. I prosto z lotniska śp. Jan Krzysztoń zawiózł mnie do Mpunde.

Dużo czarnych, mało białych, czerwona ziemia.

Tuż potem doszedłem do wniosku, że w zasadzie całą Afrykę powinien zamknąć sanepid. Nie spełnia żadnych norm. Pamiętam, jak organizowaliśmy w Polsce obozy harcerskie, ile było koło tego zamieszania, a tu żadnych norm i wszyscy żyją.

W cibemba ani słowa. Na początku Janek dał mi nauczyciela, dziadka bez wykształcenia, otwieramy mszał i zaczynamy od znaku krzyża: „Kwishina lyakwa Tata, na Mwana, na Mweo Mutakatifu. Amen”. Po dwóch tygodniach mogłem czytając odprawić mszę. Miałem nadzieję, że w mszale żadnych głupot nie napisali, więc odprawiałem. Na kurs języka zostałem wysłany do jednej z wiosek…

Pojechałem do wykwintnego domku w Butwie. Wykwintnego, bo murowanego i z dachem z blachy. Woda i wszystkie wygody były na zewnątrz. A kurs? Przychodziło do mnie trzech panów i próbowaliśmy się dogadać. Na początku była jakaś książka, ale to nie szło, bo nie potrafili wytłumaczyć mi zasad gramatyki, a nasza mentalność jest taka, że musimy zrozumieć, dlaczego tak się mówi. W momencie kiedy przestałem dociekać, a zacząłem powtarzać i uczyć się całymi zdaniami, sentencjami, to poznałem bemba. No i tak spędziłem trzy miesiące.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj