Staram się tego nie czytać, choć coś tam do mnie dociera.
Całe życie o sobie słyszałam takie rzeczy, ale jednak nie, nie przywykłam.
Człowiekiem, który od ponad 40 lat obserwuje sprawy ludzi, którzy nie mogą sobie poradzić w sądach. Całe życie mi tak zeszło, najpierw u boku Zbyszka, teraz samej.
Tak?
Odmłodził mnie tata...
To on wpisał mi datę urodzin 17 sierpnia 1940 r., a urodziłam się 17 sierpnia 1939 r. Nie wiem, czemu mi to tata zrobił, może dlatego, że byłam krnąbrnym dzieckiem i nie chciałam chodzić do szkoły?
Zbyszka odmłodzono o dwa tygodnie, bo urodził się przed Bożym Narodzeniem 1939 r., a ma wpisaną datę 2 stycznia 1940 r. Żeby był młodszy rocznikowo.
Spotkaliśmy się na zebraniach młodzieży rewolucyjnej. To było tuż po rozwiązaniu ZMP, myśmy ostatecznie nigdzie nie wstąpili, ale wtedy biegaliśmy po mieście z gorącymi głowami.
Czytał bardzo dużo książek, za mądrych dla mnie.
(cisza) Pewnie należy powiedzieć, że tak, ale jakoś... (śmiech) Był strasznie chudy.
Wytrwałością w staraniach o mnie. Bo to nie była miłość od pierwszego wejrzenia.
To ostatnie akurat było fajne, bo się ciekawie rozmawiało. Chodziliśmy wtedy do liceum i jakoś jeszcze przed moją maturą w 1959 r. zostaliśmy parą, ale to nie polegało na tym, że spaliśmy ze sobą.
A ja mówię, bo dziś to chyba co innego znaczy. Chodziliśmy na randki, całowaliśmy się i tyle.
W 1960 r., byliśmy bardzo młodzi. Moja mamusia powiedziała, że to słusznie, bo się nie będę puszczała... (śmiech)
(śmiech) Tatuś był za to z lekka zaniepokojony, ale uległ mamie. Najbardziej jednak zdziwiła mnie moja niesamowicie sympatyczna, dwugłowa teściowa. Dwugłowa, bo Zbyszka wychowywały matka i ciotka, jego ojciec zginął w obozie. No i obie panie też nie miały nic przeciwko.
>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"
