Nie. Nie dlatego, że jestem tak odważny. Uważam, że w pracy trzeba robić swoje. I ja zawsze robiłem swoje z pełnym zaangażowaniem.
Najpierw poszukiwałem złóż, później je oceniałem. W tej drugiej dziedzinie byłem pierwszym specjalistą w kraju. Zrobiłem doktorat z oceny geologiczno-górniczej złóż, a później habilitację. Jeździłem po świecie, pracując m.in. w instytucie badawczym Cuprum (zależny od KGHM – aut.). Dostrzegłem, że zagraniczna ekspansja to jest nasz niewykorzystany potencjał. Że takie inwestycje robiły firmy z mniejszymi górniczymi kompetencjami niż KGHM. Więc dlaczego nie my? KGHM był jedyną firmą górniczą tej wielkości, która eksploatowała złoża położone w jednym kraju.
Błędna ocena. Po pierwsze – zadłużenia by nie było, gdyby w 2012 r., ale już po zakupie Quadry, nie wprowadzono w Polsce podatku od kopalin. Po drugie – sporo zainwestowaliśmy w modernizację Huty Głogów. Po trzecie – wielkość odpisów, których w ostatnich latach w odniesieniu do aktywów zagranicznych dokonał nowy zarząd firmy, była nadmierna. Po czwarte – KGHM działa w branży surowcowej, tu wartość buduje się w długim terminie. Wie pan, ile lat spłacała się inwestycja KGHM w rodzime złoża? Dwadzieścia. Kiedy po takim czasie podsumujemy przychody z zagranicznej inwestycji, którą zrobił kierowany przeze mnie zarząd, to one będą znacznie przewyższać wydatki – jestem tego pewny.
Nie. Przygotowywaliśmy się do niej latami...
>>> CIĄG DALSZY WYWIADU W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"
