Widzi pani, tu mam taką starą książkę "Procesy czarownic w XVII i XVIII wieku". Wynika z niej, że w tamtych czasach na stosach spalono około 10 tysięcy kobiet w Polsce. Dopiero interwencja króla Stanisława Augusta spowodowała, że zdelegalizowano palenie na stosach.
Jak obydwoje dobrze wiemy, nie to było powodem. Wyciągnąłem tę książkę, bo mi się skojarzyła z tym, co się teraz u nas dzieje. Pamięta pani, jak Maria Kaczyńska wypowiedziała się na temat aborcji? Wtedy ojciec Rydzyk powiedział, że jest czarownicą i powinna się poddać eutanazji. Eutanazja to dla ojca Rydzyka pewnie bardziej nowoczesny sposób palenia na stosie...
Zresztą jeszcze pół kroku i może wrócimy do przeszłości, zobaczy pani.
Za wszystko, co nie po myśli władzy. Kobiety będą pierwsze.
Śmieje się pani, ale to wszystko, czym się zajmuję, od psychiatrii się zaczęło. Ponad 40 lat temu, w 1975 r.
Ale nie poddano pani badaniu prenatalnemu. Do niedawna pracowała z nami pani rówieśnica, która właśnie wtedy, w brzuchu swojej mamy była badana prenatalnie, jako jedna z pierwszych w Polsce. Nasz instytut najpierw był usytuowany w Pruszkowie, w jednym z pawilonów szpitala psychiatrycznego. W latach 60. podjęliśmy pracę nad badaniem upośledzeń umysłowych. To był bardzo duży projekt, finansowany z funduszy amerykańskich. Odwiedziłem wówczas dziesiątki domów opieki społecznej zajmujących się dziećmi upośledzonymi, by ustalić, jakie są najczęstsze przyczyny ich niepełnosprawności. Pamiętam, że wtedy 8 proc. z nich stanowiły dzieci z zespołem Downa, czyli dość dużo. Fenyloketonuria, wówczas nieleczona, stanowiła 5 proc. Potem kontaktowaliśmy się z rodzinami tych upośledzonych dzieci. Trzeba pamiętać, że to z reguły były rodziny niesłychanie nastawione na posiadanie potomstwa.
