Prezesi z Energi obejdą 30-krotność? Uciekają na umowy śmieciowe

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
7 grudnia 2017, 06:00
Siedziba spółki Energa w Gdańsku. Fot. materiały prasowe Energi
Siedziba spółki Energa w Gdańsku. Fot. materiały prasowe Energi/Forsal.pl
Zniesienie górnego limitu składek ZUS pozwoli lepiej zarabiać kierownictwu spółek energetycznych? Sugeruje to na FB Bogdan Borusewicz.

Senat zajmuje się projektem ustawy, według którego zarabiający powyżej 10 tys. zł będą płacili składki na ZUS przez cały rok (19,5 proc. od pensji). Dziś przestają je odprowadzać po przekroczeniu ok. 120 tys. zł brutto rocznie (30-krotności średniej pensji).

„Do tych zmian przystosowuje się »dobra zmiana« w spółkach Skarbu Państwa. 20 listopada zarząd spółki Energa SA podjął uchwałę, że z osobami pełniącymi funkcje dyrektorów i zastępców dyrektorów biur oraz departamentów zawierane będą umowy o świadczenie usług zarządzania. W ten sposób prezes Daniel Obajtek znalazł sposób na obejście przygotowywanej przez rząd PiS ustawy” – napisał na portalu społecznościowym Borusewicz. I wstawił skan fragmentu uchwały zarządu, w którym rzeczywiście znalazł się zapis o przejściu dyrektorów i wicedyrektorów na kontrakty menedżerskie. Według Borusewicza umowy takie zawarto już z 18 osobami, w kolejce jest kilkadziesiąt kolejnych.

– Cytowana uchwała nie dość, że ujednolica i standaryzuje formę zatrudniania na wyższych stanowiskach kierowniczych, to w żaden sposób nie ma związku ze składkami ZUS – mówi DGP Adam Kasprzyk, rzecznik gdańskiego koncernu energetycznego. – Zarówno teraz, jak i w myśl projektu nowej ustawy od kontraktów menedżerskich odprowadzane są i będą składki ZUS na takich samych zasadach. Co więcej, ujednolicony system kontraktów, który został wprowadzony przez prezesa Daniela Obajtka, prowadzi do oszczędności w firmie – dodaje.

W praktyce jednak nie da się definitywnie stwierdzić, czy menedżerowie Energi zyskają na nowych umowach czy nie. Nie wiadomo bowiem, czy płacą składki należne jak z umów o pracę, czy jak z umów-zleceń.

Nieoficjalnie jednak ustaliliśmy w ZUS, że krok prezesa Energi może zostać potraktowany jako ucieczka przed wyższą składką z tytułu likwidacji 30-krotności. Od osób z branży energetycznej słyszymy również, że „wolta Obajtka” ma pozwolić na to, by osoby na stanowiskach kierowniczych nie traciły ok. 20 tys. zł rocznie – tyle bowiem mniej przez zniesienie górnego limitu składek ZUS zarabialiby pracownicy, których miesięczna pensja przekroczy ok. 10 600 zł (dwuipółkrotność średniego wynagrodzenia, dzisiaj powyżej tego progu składki nie są pobierane). Dzisiaj przy miesięcznej pensji ok. 10 600 zł brutto pracownik i pracodawca płacą w skali roku ok. 34 500 zł składek. Jeżeli założymy, że dyrektor przejdzie na działalność gospodarczą, to jego składki na ZUS wyniosą rocznie niespełna 13 500 zł. Po zniesieniu progu 30-krotności różnice te będą więc o wiele wyższe, skoro nie będzie górnej granicy dla składek na ubezpieczenie społeczne.

Czy pozostałe spółki energetyczne kontrolowane przez Skarb Państwa zdecydują się na podobny ruch co Energa?

– Nie mamy takich planów – zapewnił w rozmowie z DGP Piotr Ludwiczak, rzecznik poznańskiej Enei.

– Dyrektorzy mają umowy o pracę i nic tutaj nie będziemy zmieniać – przekonuje Agnieszka Wójcik, dyrektor wykonawczy ds. relacji z otoczeniem Tauron Polska Energia.

Na niezmienionych zasadach mają również pracować dyrektorzy największego polskiego producenta prądu, czyli PGE. – Nie mamy w planie żadnych zmian – mówi nam Maciej Szczepaniuk, rzecznik firmy.

W czasach rządów koalicji PO–PSL to energetyka jako jedna z pierwszych znalazła dobry sposób na ominięcie ustawy kominowej regulującej poziom wynagrodzeń menedżerów spółek Skarbu Państwa. Prezesi i członkowie zarządów przechodzili po prostu na kontrakty menedżerskie, których ustawa nie obejmowała. Dopiero po kilku latach na podobny ruch zdecydowano się np. w górnictwie węgla kamiennego. W ubiegłym roku rząd PiS zmienił także słynną „kominówkę”, która w praktyce była już zbiorem martwych przepisów. W myśl nowej ustawy wynagrodzenia szefów państwowych firm składają się z części stałej i zmiennej. Zależą od wielkości przedsiębiorstwa, ale też od jego wyników i realizacji postawionych celów. Pierwsze kryterium reguluje wielokrotność pensji na stanowisku menedżerskim (do trzykrotności średniej w najmniejszych firmach, do 15-krotności w największych).

>>> Czytaj też: Jak zniesienie 30-krotności wpłynie na wysokość emerytur? ZUS policzył

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj